No właśnie, jeszcze sześć lat temu wydawało się, że przepadłem z kretesem. Totalny nielot, prawie 30 kilogramów nadwagi :/ Ci którzy mnie znają od kilku lat w dzisiejszym wydaniu jakoś nie kumają, że mogłem ważyć ponad 90kg. A mogłem, oj mogłem 🙂 Mogłem wpieprzać chipsy i zapijać piwem. Tylko jakoś wcale za tym nie tęsknię 😉
Ptaq w wersji “świnki morskiej”, proszę bardzo 🙂 I w trochę bardziej cywilizowanej wersji “świnki w mundurku”, też proszę bardzo 🙂

dsc04192-1 dsc05374-1Oba zdjęcia to lato i jesień 2008 roku.
Nawet już nie pamiętam tego uczucia ani tego ciężaru. Pamiętam otępienie, pamiętam refleksję. Licznik zbliża się do setki… Pamiętam pytanie, czy jeszcze nie jest za późno, by w swoim życiu coś zmienić? Żeby się zmienić. Pamiętam rozterki i myśli: co zrobić i jak zrobić?

Dziś niecałe sześć lat od tamtego czasu zmieniło się wiele. A w zasadzie zmieniło się wszystko. To co ze mnie pozostało to chyba tylko moje nazwisko i to co we mnie siedzi.
 
Człowiek.

 

 

 

Te sześć lat to długa droga, to doświadczenia, przemyślenia, zmiany. Można książkę napisać 🙂
Więc piszę, może nie książkę, ale jej namiastkę. Ten blog będzie między innymi własnie dla tych, co szukają doświadczeń. Szukają odpowiedzi na pytanie, które zadają sobie patrząc na te zdjęcia: jak z nielotnej “świnki morskiej” ten Ptaq dziś lata 😀
Historia ma kilka etapów. Nie od razu latałem, nie od razu myślałem o bajku, nawet nie wiedziałem, że coś mnie tak chwyci. Prawda jest taka, że jak szukasz to znajdziesz. Albo rozwiązanie samo znajdzie Ciebie 🙂 Dróg jest kilka… ale trzeba iść. Nie można stać w miejscu i tylko patrzeć na horyzont.
Ale o tym w następnych odcinkach. Bo PRZEMIANA to wcale nie jest taka prosta rzecz… czujecie to, nie?
A tymczasem lecę… narka 🙂

DSC02920 - Jak z nielota Ptaq'a zrobić, cześć 1