…tak jak nie od razu Ptaq latał 🙂
Z aktywnością fizyczną, ogólnie pojętą, miałem swojego czasu tyle wspólnego co świnia z gwiazdami. Jak zadrze głowę znad koryta to widzi, że coś błyszczy i ładne… ale żre dalej 🙂
Oczywiście szkoła nic nas nie uczy w tej kwestii. Przynajmniej nie uczyła za moich czasów. Pan od wuefu rzucał piłkę do nogi, kosza lub siatki i sobie grajcie. Jakieś sprawdziany czy testy to był raczej śmiech na sali… gimnastycznej. Jakoś nikt sportu w młodzieży nie starał się zaszczepić. Przynajmniej Ja nie doświadczyłem tego na własnej skórze. Największym wysiłkiem fizycznym był ten sprint… kiedy goniło się uciekający empek na przystanku 🙂 I wyrosło takie pokolenie bez zacięcia sportowego. Bo nie byłem jedynym takim przypadkiem, raczej była ich większość.
Rower był. A jakże. Najpierw jakiś komunijny Pelikan, później osławione Wigry 3. Trafił się nawet taki cud techniki jak zajebiście niebieski, błyszczący Romet Wagant.Wow, maszyna z przerzutkami! Coś się jeździło, dookoła bloku, albo do sklepu po bułki. Czasami człowiek pokręcił się z kumplami po dzielnicy rowerem… bo był potrzebny do ucieczki z torbą pełną kradzionych jabłek z sadu dwie przecznice dalej 🙂
A później to już było tylko gorzej. Zaczęły się osiemnastki, człowiek wpadł w wir imprez, piwa, dwudniowego kaca. Studia tylko pogłębiły ten stan, bo impreza trwałą od czwartku do niedzieli, trunki miały więcej procent, a kac był już trzydniowy. Później było już prawie dorosłe życie, pierwsza praca, później druga. Pierwsza dziewczyna… druga… piąta, a może i dziesiąta. Gdzieś któraś praca zmieniła się w tą stałą, któraś dziewczyna zmieniła się też w stałą… kobietę. Wybudowało się dom, posadziło drzewo. Zapuściło korzenie… z piwem w ręku przed telewizorem. Imprezy się skończyły, zaczęła się praca po 12 godzin dziennie. Przynoszenie stresów do domu, problemów domowych do roboty. Stagnacja, stabilizacja… gnicie. Bo jednak czegoś brakuje. Słowo klucz to PASJA. Pasja to zaangażowanie. Zaangażowanie nas napędza. Szczególnie facetów. O tym będzie jeszcze szerzej, w swoim czasie: o konstrukcji naszego męskiego mózgu 🙂
Oczywiście to zaangażowanie może przybrać różne formy. Jedni moczą kija, drudzy chodzą w Himalaje, u mnie zaangażowanie przybrało formę pasji sportowej i rywalizacji, połączonej ze zdrowym trybem życia. Nie ważna forma, ważne żeby było zaangażowanie w coś, co nas unosi. Dzięki czemu ładujemy akumulatory i postrzegamy nasze życie całkiem inaczej. I nie tylko postrzegamy, my je inaczej układamy. Zaczynamy wyznawać inną filozofię życia.
Dzisiaj z perspektywy czasu mam świadomość, że tak miało być. Że na wszystko przychodzi czas. Że trzeba było to przeżyć, a do pewnych rzeczy trzeba po prostu dorosnąć. Podejrzewam, że rozszalała młodzież, w której buzują hormony i ma pstro w głowie tego nie zrozumie. Ona nie będzie nawet czytać tego bloga! 🙂
Oczywiście są wyjątki. Z takich wyjątków wyrastają później mistrzowie świata. Ale oni też czytać mych wypocin nie będą 😛
No więc jak już jesteś około trzydziechy, stabilizacja cię dopadła, wyszalałeś się (lub też nie) i czegoś Ci brakuje, gdy siedzisz na kanapie przed TV z pilotem w ręku (wiem, że to już otrzepany obraz :P), to będę pisał właśnie dla CIEBIE 🙂 Ale tylko między innymi. Bo każdy może znajdzie tu coś dla siebie, jakąś myśl, która go poniesie.
Dużo z kwestii poruszonych w tym poście jeszcze rozwinę. Padło tutaj kilka kluczowych słów: pasja, zaangażowanie, sport, rower, mózg, filozofia, doświadczenie. Jeszcze więcej nie zdążyło paść. Rozwinięć tych wątków mam całą głowę 😉

DSC01337 prof1 - Nie od razu Rzym zbudowano...
Kresowy Narewka, sierpień 2011, na mecie…. a w zasadzie gdzieś w połowie drogi 🙂