Gdy słyszysz taki tekst od gościa, którego doganiasz na trasie maratonu, w warunkach jakie panowały w ostatni weekend na Kresowym w Michałowie. Gdy ten gość ma na plecach numer startowy 3, określający jego miejsce w klasyfikacji generalnej sezon wcześniej. Gdy go ostatecznie “urywasz” i pędzisz do mety po czwarte miejsce w kategorii… przegrywając podium tym razem o 18 sekund. Gdy to wszystko potem analizujesz, wiesz że pojechałeś świetne zawody. Uświadamiasz sobie, że jeszcze bardziej kochasz to co robisz… i chcesz więcej 🙂

DSC09189 - Ptaq, [piiii], wjeżdżasz mi na ambicję!

Gdzie byłbym dzisiaj, gdybym te pięć lat temu nie wsiadł na rower i po prostu nie zaczął jeździć? Gdybym nie połknął tego bakcyla i nie poznał smaku pasji? Czy wtedy, patrząc na początek tej drogi, którą ostatecznie pojechałem, mógłbym sobie wyobrazić, gdzie dotrę? W rzeczywistości alternatywnej co najwyżej siedziałbym przy piwie, ważąc już grubo ponad sto kilo żywej wagi i czytał (może) o zawodnikach którzy w znoju, upale, deszczu, zimnie, jadą i zdobywają kolejne szczyty. Udowadniają coś przede wszystkim sobie. Wariaci! Czy widziałbym siebie w tej roli? Założę się, że nie 😛
Pojechałem tą drogą, nie mając pojęcia gdzie dojadę. Szczyt jeszcze daleko, nawet nie wiem czy kiedykolwiek tam dotrę. Ale nie o to chodzi. Sama droga jest celem. Wylany pot, zmęczenie, satysfakcja, pasja, zaangażowanie. Każdy zakręt daje spełnienie, każdy kilometr nowe siły. Udowadniam sobie, że warto było. Żyję pełnią życia 🙂 Zaliczam kolejne etapy. Jadę sobie do roboty… zahaczając o dolinę Popradu. Ot tak, rowerem. Na następny dzień jestem w Karkonoszach. Wykorzystuję okazję: Zachełmie, Przesieka, Karkonoska, Karpacz. Misja odhaczona, banan na twarzy 🙂

FILE2449 - Ptaq, [piiii], wjeżdżasz mi na ambicję!

Jeszcze pięć lat temu nie uwierzyłbym, że moje życie może tak wyglądać. Ale pojechałem tą drogą, wierząc że warto.
A TY w co wierzysz?