Czasami nasze życie i wybory w nim dokonywane są dziełem przypadku. Ilu ludzi przypadkiem trafiło w jakiś punkt historii świata… i znalazło się na kartach historii 🙂 Idąc przez swoje życie czasami po prostu trafiamy w jakiś punkt czasu i przestrzeni, w którym otwiera nam się nowa droga, ścieżka. Czasami nawet jej nie zauważamy, idziemy dalej z prądem, w tłumie ludzi pędzących w tym samym kierunku. Znika nam z oczu. Czasami przystajemy zaciekawieni, zaglądamy, patrzymy do przodu. Wyrywamy się z głównego prądu, z tej łatwej, szerokiej i prostej drogi. Robimy krok w bok… drugi, piaty i dziesiąty. To co widzimy, czujemy, czego doznajemy nam się podoba i idziemy coraz śmielej. Z czasem wchodzimy w tą drogę tak daleko, mocno że odwrotu już nie ma, nie chcemy zawracać, nie wyobrażamy sobie iść inną drogą.
Życie to ciągłe wybory i próbowanie. Albo jesteśmy na tyle śmiali, żeby próbować dalej i coś zmieniać, albo idziemy drogą tysięcy innych, bo tak łatwiej. Nie wyróżniać się, iść z prądem. Każdy może zboczyć, nie każdemu się chce. Lub nie każdy jest w stanie zauważyć tą nową ścieżkę, którą warto pójść.
Rower w jakimś tam wymiarze przewija się przez życie człowieka. Zamiast człapać z rana po bułki, jedziesz rowerem. Jak się zbierzesz do kupy to w jakiś ładny weekend wyciągasz go z piwnicy (garażu, balkonu, innej ciemnicy – niepotrzebne skreślić) i jedziesz rodzinnie do lasu, zeżreć trochę much po drodze. Jesteś rowerzystą! 🙂
Miałem tak samo. Pięć kilometrów z wywieszonym językiem nad Zalew i z powrotem to był szczyt moich możliwości 🙂 I wcale jakoś mnie nie ciągnęło dalej.
Jak wziąłem się za siebie, to oprócz diety wiadomo że człowiek poszukuje jakiejś aktywności fizycznej. Kiedyś coś tam człowiek kopał w piłkę, grał w kosza. Jakoś mnie nie ciągnęło. Najłatwiej było zacząć biegać. Więc zacząłem z zapałem. Może ze dwa miesiące.. Męczyło mnie bieganie, naprawdę. Do dzisiaj nie lubię biegać, nie mam w ogóle do tego serca i zapału. Rzygałem prawie na koniec jak rano musiałem wstać i pobiec. Zero motywacji i radości. Więc po co się męczyć? Odpuściłem.
Rower był, marketówka za kilka stówek, ważąca pewnie z 18 kilo. Odkurzony, wyciągnięty z piwnicy. Zero radości z jazdy. Mam kilku kumpli którzy coś tam jeżdżą, firmowo organizują się na takie wspólne wyjazdy. Aż wstyd się na czymś takim pokazywać. Jadę wiec do znajomego, który pracuje w sklepie rowerowym. Budżet 1500 zł i kupuję pierwszy “porządny” rower: Kellys Oxygen. Różnica w jeździe zasadnicza!
Pojechałem dalej niż nad Zalew w Czarnej. Raz, drugi… piąty. Licznik to fajna sprawa 🙂 Każdy następny raz krócej, szybciej. Coś w tym jest 🙂 Eksploracja. Nowe ścieżki. Jeszcze dalej. Dookoła Zalewu, 10, 20, 40 kilometrów. Nie wiem skąd się to wzięło, ale od początku zacząłem prowadzić jako swoisty dzienniczek treningowy, bikelog na bikestats. Dziś jak spojrzę na pierwsze wpisy z kwietnia 2009 roku, to niesamowite jest to, jak się zmieniło moje rowerowanie i jaką drogę od tamtego czasu przebyłem 🙂 Gdzieś tam po drodze załapałem zajawkę na geocache, eksplorowałem pobliskie lasy, ścieżki, ciekawe miejsca. Zacząłem odkrywać uroki najbliższej okolicy.

zdjecie,600,63297,20090725,krzyz przydrozny kolo wsi zamczysk - Przyhamuj, skręć w bok...
Krzyż przydrożny koło wsi Zamczysk

Z pozycji siodełka rowerowego wszystko wyglądało inaczej. Wystarczyło ruszyć dupsko, wsiąść na rower i można było zauważyć jaki inny jest ten świat. Inny od tego, obserwowanego zza szyby samochodu, czy na ekranie telewizora.
Zacząłem mieć przyjemność z jazdy i jakoś ta przyjemność zaczęła się zmieniać powoli w rywalizację… z samym sobą, ze swoim ciałem i możliwościami.
Nie od razu był to trening w pełnym słowa tego znaczeniu. Ot po prostu jeżdżenie “na czas”, “na średnią”, “na kilometry”. Podstawowa walka z samym sobą, ze swoimi słabościami, ograniczeniami fizycznymi, bez planu i celu. Nie przypuszczałem jeszcze wtedy, że zamieni się to w sposób na życie, w pasję, w cele treningowe i starty w zawodach. Ale już zacząłem podążać tą drogą. Nie łatwą, ale ciekawą i intrygującą. Zmęczenie zaczęło mieć pozytywne znaczenie, zacząłem to lubić. Za tym poszły inne zmiany. Zrzucanie kilogramów zaczęło być łatwiejsze, bilans energetyczny dnia czy tygodnia zasadniczo się zmienił. Za każdy wysiłek otrzymywałem większą nagrodę, niż za podążanie drogą łatwą i wybraną przez większość ludzi. Nagrodą było zdrowie, zadowolenie, endorfiny i zaangażowanie które pozwalało czerpać z życia przyjemność całymi garściami 🙂

zdjecie,600,63301,20090725,grodzisko niemczyn widok z gory - Przyhamuj, skręć w bok...
Grodzisko Niemczyn, widok z góry

Pędzisz z prądem, główną drogą. Przyhamuj czasami, rozejrzyj się w swoim życiu. Spróbuj wybrać jakąś inną, ciekawą alternatywę, skręć w boczną drogę. Krajobrazy mogą cię zaskoczyć 🙂 Nowa droga może okazać się zaskakująco dobrym kierunkiem i dopełnieniem dla Twojego dotychczasowego życia. Może nie być łatwa, prosta, równa. Pewnie będzie pod górkę. Ale prawdziwa przyjemność przed tobą. Każdy pokonywany kilometr to nowe, pozytywne doznania, to zadowolenie, to radość życia. Spróbuj. Czegokolwiek innego niż oferuje Ci dotychczasowe życie. Wystarczy ten jeden krok w bok…