Może lepiej bym napisał, że “orzeł wylądował”. Ale żadnym orłem nie jestem, zwykły Ptaq nielot 😛
Ale doleciałem do swojego celu. Dotarłem 🙂 Po pięciu sezonach zaangażowania w świadomy trening i jazdę na rowerze, prawie dokładnie po czterech latach od swojego pierwszego startu w jakichkolwiek zawodach, po kilkudziesięciu startach w maratonach MTB, po ponad 30 tysiącach przekręconych na rowerze kilometrów, wdrapałem się wreszcie na podium! Trzecie miejsce w kategorii Elita Plus na Maratonie Kresowym w Chełmie. Jest, nareszcie jest! 😀

DSC08150 - Ptaq doleciał do CELU
pierwsze podium w życiu – Maraton Kresowy w Chełmie, 6 lipca 2014

Mówi się, że marzenia są dla mięczaków. Marzenia nas mamią i zamykają na działanie. Żywimy się marzeniami, jesteśmy często od nich uzależnieni tak bardzo… że nie mamy motywacji by działać. Żeby coś osiągnąć nie można tylko marzyć, trzeba działać i wyznaczyć sobie CEL. To prawda, gdybym tylko marzył o tej chwili, pewnie tak by do dzisiaj zostało. Jeśli już masz marzenie, nie poprzestawaj na nim, działaj! Jeśli nie postawisz sobie celu, marzenie pozostanie z Tobą na zawsze. Dziś postaw sobie CEL… i zrealizuj go… niech nawet to będzie, że za pięć lat 🙂
Do celu dochodzi się drobnymi krokami. Sześć lat temu celem było zmienić swoje życie. W żadnym wypadku nie widziałem siebie na żadnym podium… czegokolwiek 😛 Zrzucić kilogramy, zadbać o zdrowie, znaleźć pasję, pojechać pierwsze kilometry, pierwsze pięćdziesiąt, zrobić pierwszą setkę. Pięć lat temu moim celem było po prostu pojechać maraton i dojechać do mety. Pierwszy start, maraton w Sokółce. Wielka niewiadoma i pierwsza próba rywalizacji sportowej. Mogę tylko sobie być wdzięczny, że od początku moich rowerowych wysiłków prowadziłem bloga na Bikestats. Wiele razy chciałem to rzucić, wiele razy nie chciało mi się pisać, nie miałem czasu. Ale później powracałem do tych zapisów, nadrabiałem wpisy i relacje. Dziś mam opisany każdy kilometr, trening, wycieczkę i każde zawody w których startowałem. Lepiej lub gorzej, dłużej lub zdawkowo. Ale mam to zapisane i dzięki temu mogę powrócić łatwiej pamięcią do tych wydarzeń 🙂
Trochę inaczej to dziś pamiętam. Gdzieś w głowie utkwiło mi, że warunki były straszne (upał), że to przechorowałem, że nie byłem w stanie wstać drugiego dnia z łózka. Wychodzi na to, że aż tak źle nie było 🙂 Pewnie moje wspomnienia dotyczą innego startu lub jakieś innej ekstremalnej dla mnie na tamten czas wycieczki (jakaś setka może?).

zdjecie,600,112826,kresowy sokolka w okolicach lazniska - Ptaq doleciał do CELU
na trasie pierwszego maratonu – MK Sokółka, 27 czerwca 2010

Miałem dość, to pamiętam. Nie zakładałem, że jeszcze raz wystartuje… ale trwało to ledwo kilka dni 😛
Bo zaraz była Mazovia w Supraślu. Kupa myśli, czy w ogóle startować. Nie odpuściłem, pojechałem i to całkiem nieźle jak na nowicjusza 🙂

dsc7649 - Ptaq doleciał do CELU
Mazovia Supraśl, 8 sierpnia 2010

Pierwsze cele to przede wszystkim dojechać. Później pamiętam jak stawiałem sobie za główny cel, żeby być w pierwszej połowie stawki na mecie. Udawało się. Nakręcałem się, trenowałem, stawiałem poprzeczkę coraz wyżej. Wkręciłem się na maksa. W tamtym roku po raz pierwszy otarłem się o podium, lądując na czwartym miejscu na Kresowym w Sopoćkiniach na Białorusi. Od tamtej chwili cel już był tylko jeden: stanąć na podium 😉
Ocierałem się o nie jeszcze kilka razy, w tym sezonie to już seryjnie. Wasilków – piąty. Augustów i Michałowo – czwarty. Czasówka w Czarnej i maraton w Sokółce – szósty. Wreszcie weekend Kresowych na Lubelszczyźnie i start w Siennicy.

DSCF1286 - Ptaq doleciał do CELU
na tresie w Siennicy

Znów czwarty… i to na dodatek przez głowę :/ Prawda jest taka, że nie wolno odpuszczać, nigdy. Nie można kalkulować, myśleć za dużo, trzeba jechać swoje. Świetny cytat, wpadł dziś z sieci, od gen. Pattona:
“Teraz, kiedy zamierzasz wygrać walkę, musisz zrobić jedną rzecz. Musisz sprawić, żeby umysł zaczał napędzać ciało. Nigdy nie pozwól, żeby ciało mówiło głowie, co ma robić. Ciało zawsze będzie się poddawało.”
Przegrana o sekundę, bo nie przypuszczałem że cel może być tak blisko i po prostu odpuściłem. A z reguły jest tak, że ktoś jedzie mocniej, ktoś słabiej. Ktoś się wycofa, wywali, zawiedzie sprzęt. Takie szanse trzeba wykorzystywać.

DSC06731 - Ptaq doleciał do CELU
Kresowy w Siennicy – odpuściłem na mecie :/

Wykorzystałem w pełni następnego dnia w Chełmie 🙂 Już nie kalkulowałem, jechałem swoje prosto do celu. Nie ważne kto za mną, kto odpadł, nie ukończył, nie dał rady lub mu się znów sprzęt posypał. Po prostu jechałem. Trasa trudna, bardzo trudna. Jedna z najcięższych w całym cyklu. Do tego żar z nieba. A jechało mi się lepiej niż dzień wcześniej. I to dodatkowo mówi mi, jak się mylę co do własnych możliwości. Jak nie można nic zakładać, nawet jeśli chodzi o doskonale znany sobie… własny organizm. Zawsze twierdziłem, że dnia drugiego jestem wypompowany i nie dam rady pojechać na dobrym poziomie. W sobotę wieczorem wyluzowałem się, najadłem, wypiłem nawet dwa piwka (czego z zasady nie robię przed wyścigiem). Nie nastawiałem się specjalnie… po prostu jechałem swoje. I z każdym kilometrem to “swoje” było coraz lepszym jechaniem. Minąłem bez problemu Marcina z Corrado, z którym przegrałem dzień wcześniej (jak się okazało później, wycofał się po pierwszym kółku). Jakiś czas jechałem z Jackiem z Kambetu, który był bezpośrednim przeciwnikiem do zajęcia dobrego miejsca we wspólnej kategorii. Został 15 kilometrów przed metą. Tak samo Tomek z naszego teamu. Dzień wcześniej ledwo się go trzymałem, w niedzielę to on nie wytrzymał i został gdzieś z tyłu.

DSC07428 - Ptaq doleciał do CELU
MK Chełm – na trasie

Trzymając się grupy trzech Białorusinów miałem myśl, że być może jadę wreszcie po upragnione podium i nie mogę odpuścić. Na podjazdach wpatrywałem się w poprzedzające koło, trzymałem się kurczowo, mówiłem sobie: jeszcze metr, jeszcze jeden, wytrzymaj Ptaq. Nogi odmawiały posłuszeństwa, kazałem im się zamknąć (SHUT UP LEGS!) 😛 I tak przez następne kilkaset metrów podjazdów 🙂 Jeden cel: dojechać jak najwyżej, pojechać “na podium”.

DSC07893 - Ptaq doleciał do CELU
na mecie – MK Chełm

Wpadłem na metę zadowolony – przede wszystkim z dyspozycji i jakości jazdy tego ciężkiego dnia. Od razu spekulacje… który jestem w kategorii. Po kilkudziesięciu minutach potwierdzenie… TRZECI! 😀
Naprawdę ciężko opisać, co się czuje w takiej chwili. Euforia, spełnienie, zadowolenie… przyznam szczerze, że mi nawet łza czy dwie z oczu poszły. Osiągnięcie CELU to jedno z najwspanialszych doświadczeń w życiu 🙂 Warto go mieć i zachować na taką chwilę!
Przez równą jazdę w te dwa dni sięgnąłem jeszcze po drugie miejsce w kategorii w tej małej etapówce Kresowych – “Krasne Pagóry”. A więc można powiedzieć, że od razu sukces podwójny i zadowolenie do potęgi 🙂

DSC08238 - Ptaq doleciał do CELU
Chełm – na drugim miejscu podium w klasyfikacji generalnej “Krasne Pagóry”

Co dalej? Koniec? O nie, tak łatwo to nie ma. Dziadkiem już jestem, zaraz cztery dychy na karku. Ostatni sezon w kategorii Elita Plus, dlatego tak mi zależało, żeby w tym roku to podium osiągnąć. Co nie znaczy, że w przyszłym w Mastersach sprawa będzie łatwiejsza. Obsada też jest bardzo mocna. Ale na pewno będzie inaczej i punkt odniesienia będzie też inny. Nie ma co się oszukiwać, na poziom podium w Open nie mam co liczyć. Za późno zacząłem, za stary jestem żeby się ścinać z młodymi. Ale TOP10 w Open… no własnie. Cel następny określony 🙂 Idę na trening 😛 W konkretnym CELU 😉

20140708 065619 - Ptaq doleciał do CELU