No niby tak… niby 😛
Utarło się, że jeździmy na “góralach”. Że startujemy w maratonach “górskich”. Oczywiście semantyka, nazewnictwo, dyskusje na temat “pure MTB” i “ścigów po płaskim Mazowszu”. Daleko mi do tego. Jeżdżę jak noga podaje, tam gdzie mogę i na rowerze który z powodzeniem można nazwać górskim. I w góry się wreszcie nim wybrałem 🙂

FILE4409 - Jestem kolarzem górskim?
objazd trasy maratonu – pierwszy podjazd i górskie krajobrazy

Maraton w Stroniu Śląskim. Kotlina Kłodzka. Sudety, prawdziwe góry. Maraton z założenia łatwiejszy technicznie, własnie taki na pierwszy raz. Karpacz to morderca, Złoty Stok za trudny, Istebna za późno a Murowana Goślina (pierwszy z cyklu) to ten jedyny nizinny (w Wielkopolsce) na rozpoczęcie sezonu. Maratony “u Golony”, czyli to czym właśnie się napędza “pure MTB”.
Akurat Stronie nie kolidowały w kalendarzu z żadnym z Maratonów Kresowych, były w dobrym momencie i po wcześniejszym wywiadzie wśród wyjadaczy wyszło… że to może być właśnie ten pierwszy, łatwiejszy i do spróbowania maraton prawdziwie górski.

FILE4687 - Jestem kolarzem górskim?
Jestem w górach!

Moje umiejętności jazdy wyniesione są głównie z naszych terenów, gdzie nie da się szlifować techniki jazdy na wysokim poziomie. Oczywiście są podjazdy, są korzenie, czasami kamienie, są zjazdy. Ale w założeniu to co w prawdziwych górach trzeba pomnożyć przez dziesięć! 🙂
Założenia są prawdziwe. Żadne zdjęcia i opowieści nie oddadzą tego co się czuje jadąc maraton w górach. Jest oczywiście to, co kolarz lubi najbardziej. Podjazdy! 🙂 Już dzień wcześniej zrobiliśmy krótki objazd trasy zaliczając dwa pierwsze. Długie, nie za sztywne, takie akurat żeby poczuć. Już wiedziałem, że będzie boleć dnia następnego 🙂

DSC08286 - Jestem kolarzem górskim?
Stronie Śląskie – przed startem

Bolało. Ale podjazdy wchodziły mi bardzo dobrze. Miałem wrażenie, że na to jestem przygotowany super. Po pierwszym, gdzie była ostra selekcja i trudno było się odnaleźć w tłumie i zaznaczyć swoje miejsce, następne już były “na gazie”. Kręciłem swoje kontrolując tętno, dociskając ostanie minuty i biorąc po kolei zawodników przede mną. Miałem powera!
Wyścigi wygrywa się na podjazdach… ale co z tego, skoro przegrywa się je na zjazdach :/
To co nadrabiałem na podjeździe, traciłem na długich zjazdach za szczytem. Brałem dziesiątkę zawodników pod górę, a na zjeździe mnie doganiali i przeganiali. Następny wjazd to samo. Dokręcam, przeganiam, mam wrażenie że jadąc w tej grupie robię to z łatwością. Na górze mam minutę-dwie przewagi. Po kilku minutach zjazdu… dogania mnie jeden, drugi, piąty.
W Stroniu były to głównie szybkie, długie i twarde zjazdy. Wydawało się, że pędzę, że więcej się nie da… niestety da się :/ Bardziej doświadczeni zawodnicy puszczali się bez oporów. Ja cały czas mając za mało doświadczenia bałem się puścić bardziej. Gdy doganiałem swoją granicę, traciłem kontrolę nad rowerem, zaczynał pływać i nie czułem się z tym dobrze. Cały czas w głowie tykało, żeby nie przesadzić. Skończyć maraton na drzewie, to nie jest dobra opcja. Za mało doświadczenia, za mało obycia. Dużo w tej kwestii mam do poprawienia 🙂
W zasadzie był tylko jeden techniczny zjazd. Też nie był super szybki w moim wykonaniu… ale go zjechałem do końca. Do końca nie znaczy, że od początku 😛 Przed zjazdem było błoto, w którym wywrócił się przede mną zawodnik, ja też położyłem się na bok. Wystartować nie było szans w tym miejscu i zaraz ostry uskok w dół. Musiałem podejść kilka-kilkanaście metrów szukając dogodnego miejsca do startu na tej stromiźnie. Udało się to ostatecznie… i pojechałem na dół 🙂 Yeahhh… ale fun 😀

FILE4845 - Jestem kolarzem górskim?
trasą prologu MTB Sudety Challenge – zjazd z Czarnej Góry

Góry to inna bajka, inaczej się jedzie na zawodach. Nie ma ciśnienia na początku, nikt się nie śpieszy. Wiadomo, że pierwszy podjazd zweryfikuje wszystko i ustawi stawkę. Tu nie ma pociągów, trzymania się koła, “twojej grupy”. Tutaj jak po dwóch minutach wpatrywania się w swoje przednie koło zaliczające kolejne metry podjazd podniesiesz wzrok… nie znajdziesz już tych samych zawodników. Każdy jedzie swoim tempem, albo wolniej, albo szybciej. Oczywiście gdzieś w połowie trasy okazuje się, że tasujesz się z kilkunastoma tymi samymi zawodnikami w rytm podjazdu-zjazdu.

FILE4853 - Jestem kolarzem górskim?
trasą prologu MTB Sudety Challenge – zjazd z Czarnej Góry

Z tego mojego chrztu bojowego jestem zadowolony. Nie jest tak źle, jak przewidywałem. Szczególnie pozytywnie zaskoczony jestem podjazdami. W dół było gorzej… tutaj tylko doświadczenie i obycie może poprawić moje umiejętności. Parafrazując: żeby zjeżdżać… trzeba jeździć w góry 🙂
NA PEWNO się jeszcze wybiorę i stanę na starcie 😀
Do mety dojechałem. Nie ważne miejsce, to był trening górski. Chociaż miejsce w połowie drugiej kartki wyników myślę, że złe nie jest 🙂

DSC08701 - Jestem kolarzem górskim?
na mecie maratonu –  Stronie Śląskie