Powoli się ją buduje. Szybko można ją stracić. Wystarczy tydzień wakacji i luzu 🙂 Nie pamiętam, kiedy ostatnio takie wakacje w środku sezonu miałem, żeby jednocześnie odpoczywać od roweru. W tym roku spróbowałem… i wrażenia są ciekawe.
Ledwo tydzień wystarczy. Całkowity chillout, ciepłe kraje, basen, piwko, drineczki, zwiedzanie. Po powrocie nogi drewniane… ale będzie dobrze, szybko je rozruszam. Nogi to pół biedy, rozruszane. Ale organizm jako całość inaczej pracuje. Dopiero w warunkach wyścigowych to czuć i widać po jeździe, a także wynikach. Pierwszy maraton po tygodniu, w Sejnach. Totalna bomba i najgorsza jazda w sezonie. Myślałem, że tego nie przeżyję. W połowie pierwszej rundy kołatała w głowie myśl, żeby w ogóle odpuścić. Ale jak, że co, że ja? Ot tak odpuścić. Kazałem głowie rządzić ciałem. Udało się. Odżyłem, zaczęło się jechać lepiej. Do około 60-tego kilometra było całkiem jeszcze znośnie. Ale trafił się najdłuższy wyścig sezonu – 78 kilometrów. Giga, cholera, takie Kresowe giga 😛 Powinniśmy kończyć a tu jeszcze prawie dwie dychy jazdy. Najgorsze dwadzieścia kilometrów jakie pamiętam. Powłóczyłem nogami, całkowite odcięcie, po prostu bomba. Zżarłem wszystko co miałem po kieszeniach, wypiłem wszystko z bidonów. To wszystko na ten dzień było za mało. Niestety. Na kole mojego druha Saszy dojechałem do mety. Miny zadowolonej mieć nie mogłem :/

DSC05269 - Forma wraca powoli

Po wyścigu panika, pytania. Dosadnie… co jest ku*#@%&aaa!
Analiza, rozmowa z trenerem.
Jakby na to nie patrzeć, podnoszenie poziomu sportowego, trening, starty… to analiza tego wszystkiego co się w aktywności sportowej dzieje. To tętno, moc, strefy, progi, obciążenia, TSS, IF, cyferki, wykresy. Oczywiście jeśli ktoś woli jeździć na wycieczki, roadtripy, podjeżdżać sobie przełęcze i górki dla satysfakcji, spełnienia, zrobienia setki fociszy, to może się z tego śmiać. I tu nie chodzi o to w co wierzysz. Chodzi o drogę, którą wybierasz. Co cię jara 🙂 Mnie jara podnoszenie mojego poziomu sportowego i pokonywanie następnych etapów wtajemniczenia treningowego. Na tym się skupiam, to mój świadomy wybór. Może dlatego, że kiedyś byłem ptakiem nielotnym i wygrzebałem się z dołka. Postępy mnie fascynują i lubię te cyferki. Pewnie kiedyś przyjdzie czas, że sobie to wszystko odłożę do archiwum i będzie to już przeszłość. Na razie tym żyję i to dla mnie po prostu zaangażowanie w przyszłość. Dla zdrowia, zabawy, fanu z rywalizacji czysto sportowej. Stawiam sobie CELE i je realizuję. Cele sportowe. Taką mam zajawkę 🙂
No i co mi z tej całej analizy wyszło? Z cyferek wyszły wykresy. Z wykresów wyszedł dół formy. Czy w to wierzę? To nie jest kwestia wiary, tylko przyjęcia do świadomości, że istnieje pewien ciąg przyczynowo – skutkowy. Gdzieś tam na trasie w Sejnach w ten dół właśnie wpadłem.

wykres%2Bforma%2BSejny - Forma wraca powoli

Muszę jeszcze dopisać, że popełniłem błąd. Wytknięto mi, że w ciągu tygodnia nicnierobienia formy nie stracisz. Oczywiście, to nie jest tak, że spadasz na sam dół. Ale organizm na pewno na to reaguje. Dodatkowo zrobiłem trening w sobotę przed maratonem. Miał być w piątek, ale z pewnych przyczyn niestety go nie zaliczyłem. W sobotę miał być odpoczynek. I tak trzeba było zrobić, pewnie by mi się lepiej jechało. Ale pomyślałem, że nogi potrzebują rozruszania, że nic się nie stanie. Błąd. Dwie godziny kręcenia, kilka mocniejszych depnięć. Spadek kondycji plus zmęczenie po treningu. Organizm nie zdążył się zregenerować, wrócić do równowagi. Ciężki, długi maraton dnia następnego, kumulacja przemęczenia organizmu, brak rezerwy i znany już efekt.