Człowiek w góry wsiąka. Po prostu.
Wpadasz głęboko, dostajesz w pierdol, wszystko Cię boli. Ledwo oddychasz, łapiesz powietrze krótkimi zrywami, czujesz się momentami jakbyś się topił. Za chwilę wydostajesz się na powierzchnię… i chcesz znów zanurkować. Czysty masochizm 🙂
Takie są góry. Doznania wysiłkowe niby podobne do każdego innego wyścigu czy zawodów jechanych na maksa. Ale w górach to jest jak jazda na rollecoasterze. Boli nie tylko w górę, boli też w dół, a nawet po płaskim. Boli Cię cały czas i boli cię wszystko. Nogi bolą, to w kolarstwie oczywiste. Mięśnie płoną, gdy przepychasz korbę niby na najlżejszym przełożeniu, ale ostatkiem sił. Boli głowa, gdy tak przepychając już następną minutę widzisz, że za zakrętem wcale się ten podjazd nie kończy. Że jeszcze musi trochę poboleć. Czujesz to raz, drugi, dziesiąty. Boli jak widzisz podjazd po płytach w Koniakowie. Widzisz przed sobą zawodników, którzy schodzą z rowerów i pchają swoje maszyny ostatkiem sił. Ból zyskuje słodki smak, gdy przejeżdżasz w siodle obok nich i wjeżdżasz na górę 🙂 Jak to krzyczał klasyk: Jesteś Zwycięzcą! 🙂

DSC02417 - Góry
Cisnę pod Ochodzitą

Znów boli pod Ochodzitą, ale pokonanie Koniakowa już całkiem inaczej Cię napędza. Wiara w siebie, swoje nogi, w to że ból nie jest wrogiem. Odpowiednia kadencja i ciśniesz po płytach czując jak noga dobrze podaje.
A później stany przed skurczowe. Nie, nie na podjeździe. Na zjeździe z Ochodzitej. Spięcie w całym ciele, bolące ręce, plecy, nogi trzymające rower w ryzach. Tak mocno i tak długo, że aż za łydki kurcze łapią. Kiedy wreszcie odpocznę na siodełku? Krótko… Następny zjazd, tym razem po kamieniach, wśród płynącego błota, śliskiej mazi. Na krawędzi… a obok Ciebie przelatuje zawodnik, dla którego nie ma żadnej krawędzi. Tak jakby w ogóle tych kamieni i trudności nie było. Kolarz z innego świata. Głowa boli, odcina ciało. No rzesz ku***a, puść się Ptaq! Zjeżdżam dotykając tej cienkiej granicy zdrowego rozsądku i badając siłę swojego instynktu samozachowawczego.
Jednocześnie próbuję zauważać to co dzieje się dookoła mnie. Głębokie doliny, dalekie szczyty, ścielące się mgły i kolory jesieni. To co piękne dla oczu łączy się z bólem w mięśniach, z całym zmęczeniem i produkuje wielką dawkę… zadowolenia 🙂

DSC02765 - Góry
Na mecie w Istebnej

Wnioski są takie same jak po trasie w Stroniu Śląskim. Tylko pomnożone kilkukrotnie. Istebna to całkiem inna bajka. Prawdziwa górska trasa. Ilość ciężkich podjazdów a przede wszystkim technicznych sekcji i zjazdów to dla mnie wyzwanie. Umiem podjeżdżać, daję radę. Nie umiem zjeżdżać 😛 Taki urok przygotowania i startu na nizinach. Podjazd do katowania to się jeszcze znajdzie. Ale technicznego zjazdu to można sobie szukać… kilkaset kilometrów na południe 😛
Góry wciągają. Szlaki górskie wciągają. Górskie ściganie wciąga. Oby tylko była okazja… będę nurkował dalej 🙂

DSC02788 - Góry
Zadowolenie 🙂