Spadł pierwszy śnieg. Jak to zwykle w takiej sytuacji bywa, zaskakuje to wszystkich. Dziwne, mamy końcówkę listopada, a tu pada śnieg? Zdziwienie rozciąga się od ludzi w letnich, przemoczonych butach sterczących na przystankach w wyczekiwaniu na spóźniony autobus. Poprzez kierowców stojących w korkach, bo ciężko ruszyć na letnich oponach, w tej brei która pokrywa drogi. Aż po drogowców, których znów zaskoczyło, że koniec listopada to odpowiedni moment, żeby być zwartym i gotowym do czyszczenia ulic z owej brei pośniegowej.


VIRB0015 - Strefa komfortu
Dojeżdżam do Czarnej
Zdziwienie też maluje się na twarzy mojego sąsiada, którego mijam po 19-stej dojeżdżając cały oblepiony śniegiem na rowerze do domu 🙂 Bałwan któremu odbiło.

Zadziwiające jest to, jak ludziom ciężko jest wyjść poza granicę strefy swojego komfortu. Jak ciężko zrozumieć jest to, że ktoś może z niej wyjść i czuć zadowolenie. Jak mało wyobrażalną rzeczą jest spróbować z niej wyjść samemu.


Spoko, miałem tak samo. Pamiętam jak kilka lat temu, w czasach kiedy Ptaq był nielotem, mój „szef szefów” rzucił mi przy jakiejś okazji: „Ty Ptaku to mógłbyś do roboty rowerem jeździć”. What?? „Pojebało?? Trzydzieści kilometrów do roboty rowerem? Jeszcze na głowę nie upadłem”. Taka była moja reakcja, gdzieś w głębi mojej głowy. Oczywiście w stosunku do Niego wyraziłem to w sposób bardziej ugładzony 😉

Dziś potrafię wsiąść na rower i dymać 130 kilosów na około do domu. Jak sprzyjają warunki 🙂 Albo i te trzydzieścipare… w takich warunkach jak ostatnio: deszcz, śnieg, ciemna puszcza, minus dwa.


20141120 181452 LLS - Strefa komfortu
W lesie na rozstaju
Oczywiście to nie jest proste. Człowiek walczy sam z sobą, z myślami, ze swoimi ograniczeniami. Głosy w Twojej głowie przekonują, że jest za zimno, za mokro i za ciemno, żeby ruszać rowerem.  W lasach straszno, wilcze sfory przemykają w cieniach drzew. Brrrrr… Strefa komfortu ma cholernie ciężką granicę do przekroczenia. Ile to trzeba się na przemawiać do samego siebie. Do tego drugiego, dzikiego JA. O ileż prościej jest wsiąść do ciepłego samochodu, przekręcić kluczyk, włączyć ogrzewanie i ruszyć w półgodzinną podróż do domu.

20141120 164914 - Strefa komfortu
Ready for the battle!

Ale nie, jesteś gotowy. Jesteś świadomy. Chcesz tego. Już nie raz uwierzyłeś temu swojemu dzikusowi w głowie, że warto. Że warto wyjść spoza granicy swojego własnego komfortu, bo poza nią czekają cię fantastyczne doznania. Jeśli tego nie zrobisz sam, nigdy się do tego nie przekonasz. Będziesz zawsze niezmiernie zdziwiony patrząc na ludzi, którzy zdobywają ośmiotysięczniki, wędrują na bieguny, biegną przez Saharę, czy przemierzają rowerem na wskroś Amerykę lub w poprzek Polskę na Bałtyk – Bieszczady Tour. I zawsze Cię to będzie dziwić, jeśli będziesz to obserwował tylko z pozycji miękkiej kanapy, w cieple domu, z zimnym piwem w ręku. Będziesz żył marzeniami, życiem papierowych bohaterów seriali telewizyjnych. Marzenia nigdy nie zmienią się w cele, jeśli nie wyjdziesz ze strefy swojego komfortu. Nie włożysz butów i nie pobiegniesz nad ranem we mgle. Nie wyciągniesz roweru z piwnicy i nie poczujesz zapachu łąk podczas zachodu słońca. Nie oddasz kluczyków samochodu, żeby poczuć, jak to jest wracać rowerem do domu przez puszczę podczas pierwszych śniegów. To są małe cele, ale rusz dupę, żeby wyjść ze swej strefy komfortu!

20141120 182404 LLS - Strefa komfortu
Ciemna puszcza, gdzieś tam czają się wilki 😛

Nie, to nie jest tak jak myślisz. To nie boli, naprawdę. Jest w nas coś pierwotnego, z czego siebie nie zdajemy sprawy. Nasz organizm to lubi, nasz mózg to toleruje, mięśnie tego pragnął. Łączy się to wszystko w niesamowite doznania, które przerabiane przez nowe dawki hormonów zadowolenia, otwierają nam inne okna szczęścia. Endorfiny, adrenalina… Komfort jest iluzoryczny… bo komfort jest bezpieczny. Ale prawdziwe zadowolenie leży gdzie indziej, poza naszą strefą komfortu. Tam gdzie mięśnie pracują, serce tłoczy krew w wyższych strefach tętna, w obiegu są hormony szczęścia, do mózgu docierają dawki świeżego tlenu. W nas to siedzi, od wieków w nas to siedzi. Tak jesteśmy skonstruowani. I z reguły nie zdajemy sobie z tego w ogóle sprawy. Dopóki nie spróbujemy.

Uwierz mi. Twoim ograniczeniem jest strefa komfortu w której siedzisz każdego dnia wybierając rozwiązania proste, oczywiste, bezpieczne. Wychodząc spoza schematów dnia codziennego, budujesz inną jakość życia. Dla siebie samego, dla Twojego ciała, dla Twojej przyszłości.
Zrób ten pierwszy krok, poza STREFĘ KOMFORTU.


20141120 191034 - Strefa komfortu
Ciężka przeprawa