Nie wiem czy zauważyliście, ale zimowa jazda na rowerze odbywa się w rytm 30 minut. Pół godziny, w taki dokładnie cykl wchodzi organizm. Przynajmniej mój 🙂 Chciałbym się dowiedzieć czy inni podobnie to odczuwają.

hdr 1419692829803 - W cyklu 30 minut

Dziś był idealny dzień na sprawdzenie w zimowych warunkach po raz któryś tego cyklu i jego potwierdzenie. Czwarty dzień #Festive500 zapowiadał się wcześniej w prognozach całkiem ciekawie. Nie wyszło aż tak fajnie, bo zamiast słońca i kilku kresek poniżej zera, były chmury i średnio minus osiem. Planowałem wyjechać o 8-mej, ale się poślizgnąłem za długo w łóżku leżąc i wyjechałem prawie godzinę później. Oczywiście odpowiednio przygotowany i zabezpieczony… mimo wszystko ze świadomością, że i tak będzie boleć. Nie jestem lekarzem, nie znam się na fizjologii ludzkiego ciała, ale przy takich temperaturach poniżej minus pięć zawsze powtarza się ten sam scenariusz. Ogólnie jest ciepło, jak człowiek wie jak się przygotować do takiej jazdy. Nogi, korpus, stopy, głowa, ręce. No właśnie ręce. To tam się jako pierwsze kończy ciepło. Już po pięciu minutach zamienia się to w zimno i palce zaczynają sztywnieć i marznąć. Około 10-tej minuty jest apogeum, ta faza w której człowiek traci czucie w palcach. Cały czas do tej pory robię jedyną rzecz, która w takich momentach przynosi efekty. Ruszam palcami na kierownicy. Robię ruchy, jakbym ją ściskał, dodatkowo wbijając opuszki palców w górnym chwycie w owijkę. Albo obejmuję i rozwieram na zmianę ręce na klamkach. W ten sposób wymuszam szybsze krążenie krwi, rozgrzewam ręce od początku jazdy. Wiem, że to zdaje egzamin i od 10-tej minuty jest już coraz cieplej.

hdr 1419692180927 - W cyklu 30 minut

Ale zanim będzie ciepło jest najgorszy moment. Ten, kiedy zmarzlina odchodzi i nadchodzi ból. Ten ból, który wbija szpilki, szczypie, wchodzi pod paznokcie odrywając je od paców. Ból odchodzącego, zmarzniętego ciała. W tym momencie jest panika, bo wydaje się, że lepiej już nie będzie, że ledwo po kilkunastu minutach trzeba wracać, bo jak tu wytrzymać jeszcze godzinę czy dwie w takich warunkach?

Ale znam ten cykl i ten ból. To się powtarza i zawsze pisze ten sam scenariusz. Organizm wchodzi w tą samą pętlę. Po tym jak zaczynasz czuć powoli palce i ból odchodzi, zaczyna wreszcie być znośnie. Około 20-stej minuty jest już w ręce ciepło i kończy się panika. Przestajesz zauważać problem. Po następnych 10 minutach w rękawicach są już normalne, ciepłe ręce. Można jechać dalej. Mija 30 minut, pół godziny. Sięgasz pierwszy raz po bidon jeszcze z ciepłym izo 🙂

Zaczyna się drugie trzydzieści minut… w którym dla odmiany zaczynasz czuć nogi 🙂 Delikatnie, ale mówią ci że zaczyna do nich docierać chłodek. I następne pół godziny pracujesz nad stopami, ruszając palcami w butach. W moim przypadku nie dochodzi do takiego stanu jak w wypadku rąk. Ot po prostu takie pierwsze odczucie chłodu. Jak nie zapominam o ruszaniu co jakiś czas paluchami, to po następnej pół godzinie nie ma już chłodu. Dlatego tak ważny jest luz na palce w butach. Trzeba pozostawić wolne miejsce, nie wolno ściskać buta. Raz, że wtedy krew spokojnie krąży w stopach, dwa że właśnie takie małe ruchy palców pozwalają dodatkowo stopy dogrzać. No i miejsce na dwie pary skarpet, a nawet warmery (dziś miałem) się jak najbardziej przydaje. Minął drugi cykl 30 minut, całe ciało jest w dobrej formie. Można drugi raz sięgnąć po bidon z coraz chłodniejszym izotonikiem (mimo bidonu termicznego).

hdr 1419692773916 - W cyklu 30 minut

Następne pół godziny to powrót chłodu w dłoniach. Przez ostatnie pół godziny było w nie ciepło, nawet bardzo ciepło. Wydaje mi się, że dłoniom jest na tyle ciepło, że trochę się pocą. Wilgoć zaczyna je wychładzać i zaczyna się po wtóre zabawa ze ściskaniem kierownicy i wbijaniem opuszków palców w owijkę. Na szczęście w tym cyklu nie dochodzi do takiego stanu jak podczas pierwszego “przymarznięcia” palców. Mija półtorej godziny jazdy, można się napić trzecią dawkę całkiem już zimnego izotonika.

Czwarty cykl nie jest podobny do trzech poprzednich. Dziś to poczułem dosadnie. Skręciłem w Sokolanach na południe i zacząłem jechać pod lekki wiatr. Mimo, że docisnąłem bardziej, ogólnie zacząłem odczuwać większy chłód. Najbardziej dostały znów ręce, ale stopy także oberwały swoje. Te czwarte 30 minut to już walka na wszystkich frontach. Kończy się łykaniem lodowatego wręcz izotonika (nie bez przyczyny na moim bidonie Elite pisze, że trzyma ciepło do 2h 😉 Ostatnim aktem cyklu jest zajechanie do spożywczaka w Sokółce, uśmiechniecie się do Pań ekspedientek z prośbą o zagotowanie wody w czajniku. Kupienie batonika lub banana, rozrobienie izotonika z saszetki, dolanie gorącej wody z czajnika i ogólne rozgrzanie się. Oby nie za długo! Wiem z doświadczenia, że więcej jak 15 minut takiego postoju to większy problem z dalszą częścią trasy.

hdr 1419692891723 - W cyklu 30 minut

Dziś postanowiłem po tym postoju zamykać już pętle. Wstępnie planowałem jeszcze na Krynki uderzyć i dobrą setkę zaliczyć. Ale… się po prostu nie chciało. Jednak temperatura w okolicach pod minus 10 to maksymalnie te 2-3h jazdy. Dalej już organizm wariuje i nie chce się podporządkować żadnym cyklom i przewidywaniom. I z reguły po prostu jest zimno 🙂

Co z tego wszystkiego jest najważniejsze w jeździe na rowerze w takich warunkach? Ubrać się odpowiednio, ale też nie za ciepło. Wychodząc z domu ma być wręcz chłodno. Dopiero po pierwszych 10 minutach ciało się rozgrzewa i zachowuje komfort termiczny. Gdy jest za ciepło i się spocimy… wychłodzimy się bardzo szybko. Ja zakładam przy takich temperaturach trzy warstwy. Pierwszą potówkę z długim rękawem. Na to bluza lekka, oddychająca z wyższym kołnierzem dla ochrony gardła. Trzecia to kurtka cieplejsza, termiczna, chroniąca od wiatru z przodu, ale odprowadzająca wilgoć z tyłu. Ja mam Peral Izumi Elite i sprawdza się doskonale w warunkach od minus 10 do plus 10. Przy temperaturach od 5 stopni na plusie rezygnuję z drugiej warstwy w postaci bluzy i jeżdżę w samej pierwszej warstwie i kurtce.

Druga sprawa to luz i miejsce tak w butach jak i w rękawiczkach. Stopy i dłonie są najbardziej narażone na wychłodzenie. Kiedy dodatkowo ściskamy, brakuje luzu dla krążenia krwi, nie możemy swobodnie ruszać palcami, szybko zaczyna się problem. Prewencyjne ruchy i rozgrzewanie w ten sposób kończyn i palców to najlepszy, spraktykowany przeze mnie sposób.

No i trzecia sprawa to poznać cykle własnego ciała, jak reaguje na zimno i jazdę w takich warunkach. Dla mnie po tylu doświadczeniach, to co się będzie działo jest przewidywalne. Nie panikuję, wiem w jakim cyklu i jak organizm u mnie działa.

A jak jest u Ciebie, masz podobne doświadczenia? Podziel się nimi, czekam na komentarze 🙂

hdr 1419692478310 - W cyklu 30 minut