Siedziałem wczoraj w saunie. Długo. Trzy razy po dziesięć minut. Taki set. Siedziałem i rozmyślałem. W saunie nic innego nie możesz robić, jak tylko rozmyślać. Nie zajmiesz się krajobrazem i obserwacją tętna jak w czasie jazdy. Nie zajmiesz się smartfonem, jak siedzisz w jakiejś poczekalni. Gazety też nie poczytasz. Możesz tylko siedzieć, obserwować powoli tworzące się na skórze kropelki potu, jak łączą się i powolnymi stróżkami spływają w dół. Kropla spada na deski i szybko w nie wsiąka. Druga, trzecia, kap, kap, w rytm upływających powoli minut. I powoli przebiegających przez głowę myśli. Sauna to świetne miejsce na rozmyślania.

20140826 162521 - W saunie


Skąd ja w tej saunie się znalazłem? Co takiego się w moim życiu stało, jak ono musiało się zmienić, że siedzę sobie w niej regularnie? Że wiem, jak z niej korzystać i widzę, że ludzie którzy najczęściej z niej korzystają, w ogóle nie wiedzą o co kaman. Że regularnie też korzystam z basenu, pływam kilkadziesiąt długości w jednej sesji. Chodzę także na siłownię i pracuję tam według ustalonego zestawu ćwiczeń. I to wszystko w zimie, na przełomie roku, pomiędzy serią trafiających się w tym czasie Świąt. Nie wspominam już o tych kilkuset kilometrach miesięcznie, które mimo niesprzyjającej zimowej aury zaliczam na rowerze. I kilkunastu godzinach bawienia się w chomika na ustawionym w garażu trenażerze.


To wszystko składa się na średnio około dziesięć godzin aktywności fizycznej tygodniowo. Wkomponowane w życie zwykłego, mającego swe obowiązki i ograniczenia człowieka. Jeszcze kilka lat temu sprawa nie do wyobrażenia. Nie do przeskoczenia i czas teoretycznie nie do zorganizowania.

Co się więc takiego zdarzyło? Z mojego punktu widzenia dużo… bardzo dużo. Coś zrozumiałem, coś do mnie dotarło. Przestawiłem się, zorganizowałem. To nie jest tak, że nagle zrozumiałem jak ważna dla mojego życia jest aktywność fizyczna czy kolarstwo. To aktywność fizyczna, zdrowy tryb życia i zmiany z tym związane, tak samoistnie, mozolnie dawały mi znać, jak powinny być dla mnie ważne.

Ta cała różnorodność aktywności o tej porze roku ma swoje znaczenie. Wiadomo, w sezonie to w zasadzie tylko rower. Treningi, starty, ustawki. Rypiesz kilometry, bo robisz to co kochasz. W zimie musisz znaleźć ekwiwalent. Żeby nie zardzewieć. Z tym, że po kilku latach aktywności to Twój własny organizm kieruje Twoją głową i Twoimi planami w tym zakresie. Jak nie można wyskoczyć na rower, jest substytut w formie trenażera. Nie muszę w żaden sposób się zmuszać, żeby rano pozytywnie odpowiedzieć na wołanie budzika i po prostu wcześniej wstać. Jak jest konkretny format do zrobienia, robię plan. Jak nie, to po prostu rano ruszam lekko, tak aby pobudzić metabolizm, uwolnić wolne rodniki, aktywować kwasy tłuszczowe w pozyskiwaniu energii. Człowiek funkcjonuje wtedy przez cały dzień na całkiem innym poziomie, a bonusem jest ciągły, regularny spadek wagi i poziomu tłuszczu w organizmie.

Siłownia to drugi po rowerze/trenażerze czasowo format treningowy. Dwa a nawet trzy razy w tygodniu. Z reguły po południu, po robocie, półtorej godziny. Ćwiczenia podczas których zwykli bywacze siłki patrzą na mnie ze zdziwieniem. Żadnego przerzucania żelastwa w standardowych ćwiczeniach na masę. Stabilizacja, ćwiczenia funkcjonalne, trochę na siłę dolnych partii, ale też i górnych, ważnych w kolarstwie. Dużo wytrzymałości, rozdzielania stron ciała, samodzielnej pracy nóg i różnych, zwykle na rowerze nie pracujących mięśni. 

Basen, bez którego przynajmniej raz w tygodniu…. teraz sobie tego tygodnia nie wyobrażam. Wystarczy pół godziny pływania, a po dziesięciu tygodniach zmiany są widoczne gołym okiem. Pracują wszystkie mięśnie, ciało się wyszczupla, robi się sprężyste. Zmęczenie po basenie jest takie… fajne 🙂

Po basenie sauna. Albo w dzień wolny, regeneracyjny. Rewelacyjna sprawa, jak się stosuje regularnie. Wydaje mi się, że regularność w tym wypadku to słowo-klucz. Ja nie choruję, od kilku lat. Nawet ostatnio nie wiem co to ból gardła czy kaszel. A nos mam zapchany tylko podczas jazdy w zimnie (ale to akurat naturalna reakcja organizmu). Oczywiście to nie jest zasługa tylko i wyłącznie sauny, raczej wielu czynników i aktywności łącznie. To samo wychodzi przy badaniach krwi. Wszystkie parametry w normie i bardzo dobre.

sauna4 - W saunie



Wracając do rozmyślań w saunie. Zmiany nadchodzą powoli. To nie jest tak, że człowiek na coś wpada i przewraca swoje życie do góry nogami. To nadchodzi powoli. Jeśli zmiany będą zbyt gwałtowne, nigdy nie będziesz na nie gotowy. Zmiany potrzebują czasu. Twojego czasu. Konsekwencji. Zaangażowania. Wiedzy. Doświadczenia. Jeśli będziesz się poruszał w osi czasu, każda taka zmiana znajdzie na niej swoje miejsce. Nie wcześniej i nie później. Ważne aby poruszać się we właściwym kierunku. I odpowiednim tempem po osi czasu. Jak kropla potu w saunie. Najpierw jest małą błyszczącą perełka powoli wydostającą się spod skóry. Rośnie nieśpiesznie, zasilana sąsiednimi drobnymi kropelkami. Robi się na tyle duża, że powoli się przemieszcza, wchłaniając następne mniejsze. Przyśpiesza, jest coraz większa. Coraz pewniejsza siebie zasuwa po skórze. Wreszcie jest tak duża, że przekracza granicę ciała i skapuje na deskę. Plask!. Dotarła do celu.