Tak, jeżdżę i słucham muzyki. Ostatnio w sposób maniakalny i nałogowy. Dla jasności odpowiedzialnie. Według moich standardów. I to w dwóch kwestiach.

Po pierwsze nie słucham muzyki w trakcie zawodów. Ponoć co poniektórym pomaga. Ja mam na tyle wyczulone wszystkie zmysły w trakcie wyścigu, że muszę słyszeć dokładnie co się koło mnie dzieje. Czy z tyłu ktoś nie nadciąga, czy żwir chrzęści pod kołami z lewej, czy z prawej strony. Jakie odgłosy wydaje mój rower i czy nie dzieje się coś niepokojącego. Kto i co nawołuje daleko z przodu lub co się dzieje na właśnie miniętej piaskownicy z tyłu. Nie wyobrażam sobie kontrolowania wyścigu z muzyką w uszach i niepełnym przeglądem sytuacji.

FILE0714 - Niech muzyka płynie...

Ale na treningu to już inna sprawa. Tutaj podczas nawet krótkiej przejażdżki (czytaj godzinnej) przydaje się jakaś muza w uchu. Do tej pory w jednym. Takie rozwiązanie stosowałem dla bezpieczeństwa, szczególnie na szosie. W prawym uchu słuchawka i muzyka, lewe wolne i nasłuchujące. Wsadzenie zwykłej słuchawki dousznej skutkowało odcięciem się dość skutecznie od dźwięków świata otaczającego. Że nie jest to wskazane, a może być niebezpieczne, tłumaczyć nie muszę.

Powyższe odnosi się w zasadzie tylko do jazdy na szosie. Jak wjeżdżam w las, w Puszczę Knyszyńską, którą mam pod domem, to lubię słuchać odgłosów natury. Kiedyś wjechałem z muzyką w uszach… i po prostu beat nie pasował do miejsca i tego, co mnie wokół otaczało. Natura pachnie, natura pieści wszystkie zmysły, natura wali po oczach… i musi uderzać w uszy. Na szosie natomiast, gdzie z reguły tych naturalnych odgłosów nie ma, lub nie są tak nasilone (i miłe dla ucha), to w żaden sposób nie przeszkadza. A tłumi w jakiś sposób głosy niepożądane, nienaturalne, czyli przede wszystkim samochody. Ale coś tam słyszeć jednak według mnie trzeba, więc zawsze jedno ucho było wolne i nadsłuchiwało. To lewe od strony środka szosy.

Do czasu, gdy nie zacząłem poszukiwać i nie kupiłem słuchawek innego typu. Douszne, wciskane do środka dość skutecznie odcinają odgłosy z zewnątrz, bo po prostu muszą wypełniać na wcisk kanał ucha, żeby nie wypaść. Kupiłem więc takie, których wciskać nie trzeba. Po krótkim przekopywaniu internetów, a także przeglądzie tego co na rynku, wybór padł na model Jabra Sport Corded.

Jabra SPORT CORDED 04 White - Niech muzyka płynie...

Jedynym znakiem zapytania było, czy słuchawki na moje uszy będą pasować. Z opinii ludzi wynikało, że nie dla wszystkich dobrze leżą i w zasadzie nie da się z góry tego przewidzieć. Zamówiłem (było to dobre trzy miesiące temu), doszły, zdążyłem już sporo pojeździć. I na moje małżowiny pasują idealnie 😀 Trzymają się bez problemu, nic nie uciska, są lekkie i w zasadzie nie czuję, że mam coś na uszach. Tylko muzyka gra 🙂

I to jak gra. Jakość jak dla mnie (nie jestem melomanem, zastrzegam, ani fachowcem w tej kwestii, to moje odczucia) jest rewelacyjna. Tak wykonania jak i jakości odtwarzanej muzyki. No i to co najważniejsze, słuchawek nie trzeba na wcisk wkładać do ucha. One oczywiście tam siedzą, ale luźno. I to, że są luźno sprawia, że nawet jak siedzą dwie, to doskonale słychać wszelkie odgłosy zewnętrzne. Nie są przytłumione, nie ma odcięcia od świata, doskonale można się orientować w odgłosach dochodzących z tyłu. Oczywiście przy założeniu, że nie słucha się muzyki na maksa, aż uszy bolą. Ja mam zawsze ją ściszoną do odpowiedniego poziomu.

Drugą i chyba ważniejszą rzeczą w tym wszystkim jest… w jaki sposób się zdobywa muzykę do słuchania i technicznie jak to się odbywa. Jeszcze do niedawna było to po prostu strasznie upierdliwe. Z reguły dodatkowe urządzenie. Jakaś mp-trójka czy czwórka. Zdobywanie utworów. Często nie da się ukryć “piracenie” z sieci. Lub ripowanie z dysków. Kupa roboty i czasu. Przewalanie do urządzenia. Kasowanie, szukanie nowych itd. Przy i tak ograniczonym czasie, człowiekowi się po prostu nie chce w to bawić. I tak nigdy nie jesteś na czasie, nie nadążasz za nowościami, hitami, nowymi wydaniami. I przez wiele lat i przejechanych kilometrów nie zaprzątałem sobie w ogóle głowy muzyką.

open graph default - Niech muzyka płynie...

Do czasu aż pojawiły się usługi strumieniowe. W moim wypadku dobre ponad rok temu trafiłem na Spotify. Szwedzki serwis streaming, który dziś jest liderem rynku (z tego co ostatnio wyczytałem). Od początku się przy nim trzymam i jakiekolwiek zaglądanie gdzie indziej i tak się kończy powrotem. Po prostu są najlepsi, interfejs jest super, funkcjonalności takie jak trzeba. Wszystko jest ładnie opakowane, przemyślane i dobrze podane.

android2 medium - Niech muzyka płynie...

Wszystkie ograniczenia dotyczące muzyki, które istniały wcześniej nagle przestają istnieć. Jestem subskrybentem Premium i za 19,99 zł miesięcznie mam wszystko co chciałbym mieć. Pełen dostęp do całej biblioteki muzycznej (nie było sytuacji w której bym nie znalazł tego, czego szukam). Aplikacja w komórce, więc nie muszę wozić dodatkowego urządzenia. Przy płatnej wersji ma się możliwość zapisania plików muzycznych offline. A więc nawet wyłączenia netu na czas jazdy i słuchania mimo to przez kilka godzin ,bez nadmiernego zżerania baterii, poprzez wymianę danych. Dodatkowo, co nie jest często bez znaczenia, pobiera się muzykę przez Wi-Fi do pamięci, ograniczając ewentualne koszty przesyłu danych po sieci komórkowej, w wypadku odtwarzania on-line.

Możliwość tworzenia własnych playlist, zapisywania konkretnych albumów, obserwowania wykonawców, a także “odkrywania”, poprzez podpowiedzi na podstawie tego co słuchasz, nowych wykonawców i innej muzyki. To wszystko sprawia, że nagle nieograniczony świat muzyki staje otworem. Można wrócić do swoich starych, ulubionych kawałków, płyt, wykonawców z czasów młodości. Ja od jakiegoś roku przerabiam wszystko co można. Odświeżam, odkrywam. Nigdy bym się nie spodziewał, że słuchanie muzyki stanie się niejako moim pobocznym hobby 🙂 I na dodatek wciągnie.

lifestyle browse lg - Niech muzyka płynie...

Dodatkowo, co nie bez znaczenia, wszystko to jest legalnie. Zawsze mnie to trochę cisnęło, że coś tam się ściąga z netu nielegalnie. Że to nie jest w porządku. Że człowiek w gruncie rzeczy był piratem. Wszyscy tak robili, takie czasy były. Ale chyba już nie wrócą. Własnie dzięki takim usługom jakie daje np. Spotify. Kupienie płyty CD w sklepie to wydatek rzędu 50-60 złotych. Czy coś koło tego, nie wiem, nie pamiętam kiedy ostatni raz płytę kupowałem. Mam ich w domu na pewno dobrze ponad setkę. Wartości pewnie kilku tysięcy złotych 😛 Leżą i się kurzą. W cenie zakupu jednej płyty dziś legalnie można przez trzy miesiące słuchać… nieograniczonej ilości płyt i muzyki. Całkowicie legalnie. Spotify rozlicza się i płaci wykonawcom. Ja mam czyste sumienie. Wykonawcy tantiemy. Wszyscy wygrywają 😀

ogromna oryginalna kolekcja plyt cd audio okazja 4423725059 - Niech muzyka płynie...

Nie dość, że mam muzykę na telefonie, to instalując aplikację na innych urządzeniach (np.laptopie) i logując się na swoje konto… tą samą muzykę, playlisty, albumy mam też na urządzeniu stacjonarnym. Podłączenie go do systemu i wzmacniacza w domu, to już jest najprostsza sprawa. I impreza z głośną muzyką i tańcami gotowa! 🙂

Spotify Overview%2B(1) - Niech muzyka płynie...

Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że świat staje się lepszy. Wygodniejszy. Bardziej sprawiedliwy i uczciwy. W kwestii legalności muzyki wszyscy zaczynają wygrywać i być “wporzo”. Daje nam to możliwości, żeby zmienić swoje przyzwyczajenia. Żeby być odpowiedzialnym, płacić wykonawcom. I jednocześnie nie wydawać fortuny na płyty, które się kurzą. A nie wszyscy o tych możliwościach wiedzą i ostatnio jeden z moich dobrych znajomych był zdziwiony tym, że takie możliwości istnieją.

PS.
Artykuł nie jest sponsorowany przez żadnego producenta sprzętu ani właściciela żadnej z usług 🙂

FILE7087 - Niech muzyka płynie...