… dziś dostałem. Boli 😛

No i w dupę też z tą pogodą. Chociaż nie powinienem narzekać, jeździ się przynajmniej 😀 Ale dziś mnie, powiem to  szczerze, wyrolowała. Od tygodnia wiedziałem, że mam weekend, który mogę przeznaczyć na dłuższe jeżdżenie. Nastawiałem się na to, bo i prognozy były takie, że zapowiadały całkiem ładne dwa wolne dni końca tygodnia. Zaczęło się to psuć około czwartku, ale głównie w odniesieniu do niedzieli. Dla soboty prognozy były cały czas całkiem ciekawe. Jeszcze w piątek obwieściłem, że może się trafi dzień #tarmacweather.



Pojęcie i hashtag ukuty przez mojego kumpla, który zaczyna żyć własnym życiem i się przyjmować. Nie wiem co takiego w sobie ma zabawa w te hashtagi… ale to jest zabawa 🙂 Gdzieś tam ostatnio czytałem, że to oznaka dysfunkcji i braku zdolności wyrażania się w sposób złożony. I to jest wygodne 😉 Czekam sobie spokojnie już dwa miesiące, żeby na Tarmaca wyskoczyć. Jest zima, nie da się ukryć. Sprzęt nowy, spod igły. Nie chce go zrypać w niesprzyjających warunkach. Tak po prostu. Mam trochę sprzętu do wyboru, więc wolę uwalić CX’a, Scale lub Onix’a, niż próbować nowiutkiego Tarmaca w niesprzyjających warunkach. Więc sobie spokojnie czekam, przyzwyczaiłem się do tego stanu, nic mnie nie goni i do tego nie zmusza. Nawet już wewnętrzna potrzeba została przez czas okiełznana i nie mam z tym problemu. Choć wypatruję dobrej pogody, żeby wreszcie na nim się śmignąć 🙂

IMG 20150207 161912 - No i w dupę...

I to jest właśnie #tarmacweather. Pogoda w środku zimy, odpowiednia do wyskoczenia na nowego bajka. W skrócie: ładnie, sucho, bez syfu na drogach i z czystym, przyczepnym asfaltem. Tak żeby mieć frajdę z jazdy i testu nowego sprzętu. Żeby później nie musieć go specjalnie z zimowego syfu czyścić. Szczególnie, ze szlauch w ogrodzie zamarznięty i ciężko by było 😉 Nie mówiąc już o sytuacja w której człowiek na takiej pierwszej jeździe by jakieś szlify zaliczył. Na pewno się kiedyś pojawią, to pewne jak w banku. Ale jak najdłużej człowiek chciałby tego uniknąć 🙂

Niestety w sobotę rano od razu wiedziałem, że to nie ten dzień. Mgła, szaro buro i ponuro. Kostka przed domem mokra. Krótka ocena sytuacji i decyzja, żeby jeszcze Onix’a wykorzystać, póki nie sprzedany. Łypie na mnie smutno z wieszaka na ścianie gdy tylko wchodzę do garażu i szykuje któregoś z jego kumpli. Mógłbym przysiąc, że słyszę często jego cichutkie piszczenie: “Weź mnie na przejażdżkę, proszę.” Wierny kompan, od kilku lat, szosowy wół roboczy na którym dobre kilkadziesiąt tysięcy kilometrów się przebujałem. Dobry druh.
IMG 20150207 121901 - No i w dupę...

No więc spełniam jego marzenie, żeby dotknąć kołami szosy i znów popędzić przed siebie. Montuje cały osprzęt i szykuję się do wyjazdu. Mógłbym przysiąc, że Onix podskakuje z zadowolenia 🙂 Pod domem na kostce mokro, choć czuję że trochę but się ślizga. Ale kiedy but w blokach się nie ślizga? 🙂

W Czarnej szosa mokra, tak samo krajówka w kierunku na Sokółkę. Wiem, że od Straży na Lipinę może być w lesie ślisko, więc postanawiam pojechać dalej i skręcić na Janowszczyznę. Po kilkuset metrach dociera do mnie, że jest ślisko. Staję, koło przy hamowaniu się ślizga. No, jest rzeczywiście ślisko. Jadę dalej. Za chwilę robi się dla odmiany mokro, zaraz znów widać, że asfalt się świeci. Tak jak to przy temperaturze około zera, stan powierzchni asfaltu potrafi się zmieniać co jakiś czas.

IMG 20150207 191557 - No i w dupę...

Na podjeździe za Janowszczyzną mam zamiar mocniej docisnąć na krótkim interwale. Naciskam więc na korby, starając się utrzymać ponad 400W. Czuję w którymś momencie, przy większym nachyleniu w drugiej części podjazdu, jak tylne koło się ślizga. Uślizguje się raz, potem drugi, ucieka na zewnętrzną drogi. Robi się niebezpiecznie. Popuszczam trochę z mocy, żeby nie zrywać przyczepności.

Na zjeździe jest gorzej. Onix się rozpędza i go nosi jak narowistego ogiera. Muszę się pilnować i kontrolować. Nawet nie muszę mocniej naciskać na pedały, żeby poczuć jak co raz opona traci przyczepność i koło się ślizga i zjeżdża delikatnie na prawą stronę drogi. Zawsze na prawą 🙂

 

Post użytkownika PTAQ na BAJQ.

 

Trzymałem się drogi do zakrętu w Słojnikach. Przy niewielkiej prędkości uciekły tym razem dwa koła i nie było możliwości się utrzymać. Ślizgnąłem się jeszcze ze dwa metry zostawiając sznyty na drodze i ledwo wstałem na lodzie. Dupa zabolała 😛 No i do Kamionki tak jeszcze ze trzy razy. Bez większych konsekwencji na szczęście.
IMG 20150207 134256 - No i w dupę...

Powrót już krajówką z Sokółki. Wśród samochodów i po mokrym, ale przynajmniej przyczepnym asfalcie 🙂 Także Onix się wyczekał, ale też dostał po dupie. Kilka dodatkowych szlifów na zaciskach, pedałach i owijce. Ale myślę, że i tak jest zadowolony z posmakowania szosy i cykniętych kilometrów 🙂

IMG 20150207 192002 - No i w dupę...