Trzy lata temu posmakowałem co oznacza zatańczyć w rytmie tej muzyki 🙂
A co to za muzyka? Treningowa. Wybitnie 😉
Ride, Eat, Sleep, Repeat…

ao065 rideand massive - W rytmie RESR
 

Kiedy kilka sezonów temu wsiadłem na rower i zacząłem “na poważnie” jeździć, widziałem piękne zdjęcia z górskich przełęczy, nadmorskich dróg i zajawkę ludzi, którzy jeżdżą w lutym i marcu w słońcu po pięknych Hiszpańskich szosach. Kręcą kilometry na rowerach, gdy z reguły w Polsce warunki nie są ku temu najlepsze. Pewnie, że można się ciepło ubrać, założyć błotniki i jechać wśród deszczu, śniegu czy błota. Najczęściej… bo pogoda też się ma prawo w naszym kraju trafić 😉 Ale czy nie lepiej jednak kręcić te kilometry w słońcu, temperaturze bliskiej dwudziestu stopni i na podjazdach, które nie kończą się po dwóch minutach? Nie mam zamiaru w żaden sposób wpisywać się w dyskusję “Calpe czy Sraple”. Bo kręcę tak w jednych jak i w drugich okolicznościach. Dobrze mi tak samo na północy jak i na południu. Ale od trzech lat po prostu wybieram w marcu ciepłe południe 🙂

hdr 1426358567025 - W rytmie RESR

Widząc tą kolarską zajawkę zaczęło we mnie te trzy lata temu kiełkować marzenie. Byłem już wtedy na etapie w którym wiedziałem, że marzenia tylko ograniczają. Pewnie do dziś bym patrzył w te zdjęcia i dalej marzył. Marzenie więc szybko urosło i wykiełkował cel: pojechać na zgrupkę kolarską do Hiszpanii. Cel zrealizowałem, nie muszę już marzyć 🙂 Co roku startując w lot powrotny do Polski po dwóch tygodniach i patrząc na oddalające się lotnisko w Alicante, mam tą samą myśl: wracam tu za rok! 🙂

W trzecim sezonie kolarskiej zgrupki dochodzę do wniosku, że tu już nawet nie do końca chodzi o warunki. Słońce czy temperaturę. Bo pogoda jest jakaś kiepska w tym roku 😛 Już ktoś mi napisał: “… eee, do dupy, u nas pogoda lepsza, wracaj.” Może i tak. Góry na południu Polski też się znajdą… co prawda nie takie i na razie z reguły w śniegu. Bardziej tu chodzi o tą całą zajawkę i ten “tryb zgrupki” w który człowiek wpada. Na dłuższą metę podejrzewam, że jest to nie do wytrzymania, ale dwa tygodnie czy miesiąc, człowiek tu po prostu tańczy jak w transie 😀 I możecie mi wierzyć lub nie, ale ma to swój zajebisty klimat. Codziennie wszystko kręci się koło roweru, trasy, treningu. Wszystko pod to jest podporządkowane. Nawet pogoda powinna się pod Nas zmieniać… trasy także 😉

Wstajesz, ładujesz owsiankę lub inne węglowodany w dużej ilości na śniadanie. Pijesz jeszcze kawę, układając w międzyczasie trasę, patrząc na pogodę (i zaklinając ewentualne chmury, żeby poszły bokiem) i robiąc izotoniki na wyjazd. Krótkie przygotowania i sru na trasę. Wracasz umordowany (mniej lub bardziej) po kilku godzinach. Rozciąganie, szybkie węglowodany, kąpiel… żarcie. Człowiek by konia z kopytami zeżarł. Jeszcze masaż, ogarnianie zdjęć, fejsa, opowieści i dyskusje. Wino (coraz częściej), piwo (coraz rzadziej), kolacja… i w wyro! 🙂 Na drugi dzień od nowa. I tak w kółko. Repeat! 🙂

hdr 1426372725053 - W rytmie RESR

Nic innego Ci głowy nie zajmuje. Budzik nie dzwoni, telefon też nie, maile nie istnieją. Nie musisz warować w robocie, odliczać czasu do wyjazdu, nie musisz być na obiad czy kolację w domu. Jak z trasy wyjdzie, tak wyjdzie. Aby noc nie zaskoczyła. A makaron i tak gotuje się dziewięć minut 😉

W tym wszystkim jest niezaprzeczalny urok, ta zajawka o której się pisze, mówi i czyta. Nie zrozumiesz tego, dopóki nie znajdziesz się w takim miejscu, na zasadach i w rytmie “tańca” RESR.

I nie jest to wcale trudne. W tym roku w zasadzie zorganizowaliśmy sobie wyjazd sami. Takie okoliczności się nadarzyły, tak wyszło. Grupa ludzi, ktoś znalazł i ogarnął apartament, ktoś zorganizował transport rowerów, reszta sama załatwiała bilety i inne własne sprawy. Dołączyło się jeszcze kilkunastu następnych znajomych, gdy się puściło info pocztą pantoflową czy ogłoszeniami na fejsie. I wyszło bardzo dobrze 🙂 Nie zamierzam nikomu kto organizuje takie wyjazdy zabierać chleba. Zresztą na początek zdecydowanie polecam skorzystać z oferty tych, co zajmują się tym zawodowo. Każdy może się wyrwać. Kolarz powinien 😉 Czasami gruba kasa idzie na rower, osprzęt, gadżety. Ten kto ładuje w ten sport pieniądze, nie powinien mieć z reguły problemu ze sfinansowaniem i wyrwaniem się na dwa tygodnie. A kto ma… no cóż. Nie wypróbuje swojego sprzętu na czasówce pod Coll de Rates 😉

hdr 1426527833171 - W rytmie RESR

Z perspektywy trzeciego sezonu i następnej zgrupki wiem jeszcze więcej. Nauczyłem się dużo, poznałem świetnych ludzi. Sięgnąłem po następne doświadczenia, których w żaden sposób bym nie poznał, robiąc tysiące kilometrów w Polsce. Poznałem prawdziwe znaczenie takich pojęć jak: Trening, Doświadczenie, Nauka, Pokora, Respekt. To jest największa wartość takiego zgrupowania. Tutaj tkwi głęboko ukryta magia zgrupki i życia w rytmie RESR.

Ale o tym w następnym odcinku “zgrupkowego” wpisu 😉

… jak będzie mi się chciało pisać 😛

hdr 1426528335299 - W rytmie RESR