… dziś przeprowadziłem 🙂
Jeden sprzętowy, drugi wydolnościowy. Nierozerwalnie się z sobą łączą. Bo w teście sprzętowym zamontowałem wreszcie do swojego Scale ramię korby z miernikiem Stages. Jeden już mam w szosie. Sprawdza się doskonale. Używałem go przez ostatnie kilka miesięcy tak w szosówce, w plenerze, na trenażerze jak i w przełaju. Rower MTB sobie spokojnie wisiał w garażu i czekał na swoją chwilę,… czyli sezon startowy.

2015 04 04%2B12.28.27 - Testy dwa...

Tarmac ze swoim Stages stoi jeszcze w Hiszpanii i czeka na powrót. Jak to u Hiszpanów… “maniana” 🙂 Mieli odebrać paletę z rowerami w piątek przed Świętami. Wszystko było dograne, potwierdzone nawet na miejscu przes hiszpański oddział DHL. No a w piątek się okazało, że nikt nie przyjechał, bo mają już święta 😛 AyJay pilnujący spraw na miejscu wkurzył się niesamowicie, bo w sobotę wszyscy już opuszczają #MorairaCamp i odlatują do Polski. Na szczęście okazało się, że sąsiad nam pomoże i we wtorek wyda paletę na samochód. Słynne hiszpańskie “maniana” więc się potwierdziło. Z tym że zamiast “jutro” to paletka będzie czekać na odbiór dni kilka. Ech… 🙂

DSC06266 - Testy dwa...

No więc przyszedł czas na zamontowanie ramienia X9 z miernikiem Stages do mojego Scotta. Waga wskazuje na 40 gram więcej, niż zdemontowane ramię XX. Za to mogę zdemontować niepotrzebny czujnik kadencji/prędkości Garmina 😉 Montaż trochę bardziej problematyczny, niż w wypadku ramienia Ultegry. Inny system montażu, mocowałem się trochę przy odkręcaniu korby. Zamontowana też na oko, bo klucza dynamometrycznego z odpowiednio dużym zakresem Nm niestety w garażu brak. Ale na szczęście w trasie nic się nie odkręciło 🙂

Ciężko mi na razie powiedzieć coś więcej o wersji terenowej Stages na X9 niż to, że się po prostu spisała. W trasie bardziej skupiałem się na jechaniu i odczuciach, niż zwracałem uwagę na miernik czy jego pracę. Cyferki latały dobrze 😉

Po tygodniu od powrotu, lżejszym tygodniu w odniesieniu do obciążenia treningowego (bo nadrabiane w robocie to odwrotnie, niezły wyścig), można powiedzieć regeneracji i powrotu organizmu do stanu stabilności, przydaje się test zrobić. Co i jak z organizmem, jak noga podaje nie w sensie odczucia, ale w odniesieniu także do czystych, wymiernych cyferek.

Bo odczucia po #MorairaCamp dobre. Na samej zgrupce, to co z siebie wycisnąłem, było zadowalające co najmniej w stopniu dostatecznym 🙂 Nie popadam w samozachwyt, ale tak czasy podjazdów, gdy cisnąłem, jak i osiągnięte cyferki, były lepsze niż rok wcześniej.

VIRB0079 - Testy dwa...

Nie zamierzam się w żaden sposób wpisywać w dyskusję na temat treningu, jego sensu, cyferek itd. Dużo już na ten temat napisano, skomentowano i przegadano. Każdy jeździ jak chce. Ja akurat trenuję z cyferkami, zwracam na nie uwagę i mam z tego fun. Nie spalam się, to jest po prostu satysfakcja z tego co robię. Gdybym miał napisać, dlaczego trenuję, opisałbym to podobnie jak Łukasz z rovver.pl: Ale po co to trenowanie? Taką drogę wybrałem. Amen.

No więc cyferki jak i odczucia były lepsze. Teraz przyszedł czas na potwierdzenie tego w teście. Ponad miesiąc temu go robiłem. Taki wprowadzający test do sezonu. Straciłem dobre 40W pod koniec roku na progu FTP. Trzeba było sprawdzić ile przez trzy miesiące odzyskałem. Poleciałem na 20 minut. Dlaczego tak a nie inaczej, co z tego wyszło, jak to wygląda i z czym “się je” te całe FTP opisałem w tym poście. Polecam przeczytać dla nieobeznanych z tematem 🙂

VIRB0090 - Testy dwa...

Tym razem uzgodniłem z trenerem test godzinny. Bardziej męczący, tak fizycznie jak i psychicznie. Tutaj rozłożenie odpowiednie sił i później wytrzymanie tempa, utrzymanie mocy, jest nie lada wyzwaniem. Przeszedłem już to kilka razy, więc wiem czego można oczekiwać. Za pierwszym razem mało płuc nie wyplułem i nie porzygałem się na koniec. Zacząłem za mocno, organizm ledwo to wytrzymał. Odezwał się brak doświadczenia. A także brak znajomości własnego organizmu.

Teraz mam już w tej kwestii więcej doświadczenia. Nie mówiąc już o tym, że wiem jak mój organizm pracuje, umiem go słuchać i oceniać jego możliwości. Coraz częściej udaje mi się jechać na wyczucie i “na oko”. O coraz częściej intuicja mnie nie zawodzi.

VIRB0103 - Testy dwa...

W lutym pojechałem 20 minut testu na 261W. Odejmując zgodnie z zasadami 5% od wyniku próg został ustawiony na 248W. Wiedziałem, że w jeździe godzinnej każdy wynik powyżej 250W będzie moim zwycięstwem 🙂 Zresztą po miesiącu treningów ciężko by było oczekiwać wyniku innego, a szczególnie gorszego.

Tu właśnie tkwi pułapka. Ocena własnej formy. Jest lepiej, dokładam 20 wat. Często może być to za dużo, o czym boleśnie można się przekonać pod koniec testu. Pierwsze minuty zacząłem więc dokładnie na 250W badając odczucia swojego organizmu. Było dobrze. Po pięciu minutach podkręciłem trochę suwaczek mocy, żeby tak około 5W więcej z nóg wychodziło. Średnia testu zaczęła rosnąć i dochodzić do 260W. Kluczowym dla całego testu okazał się chyba odcinek około 15 minuty. W Podłubiance wyskoczyły na mnie dwa szczególnie kąśliwe burki. Sytuacja nie przewidziana. Sytuacja ciężko kontrolowana. Nie to, że jakoś psów szczególnie się boję, ale te były wyjątkowo wściekłe i zaczęły za pięty chwytać. Dołożyłem do pieca, było akurat po nawrotce na południe pod wiatr i jeszcze pod górkę. Prędkość więc nie pozwalała mi się od nich szybko oderwać. Na szosie przy sprzyjających warunkach depniesz mocniej i po trzydziestu sekundach masz już po problemie. Tu się kundle trzymały dobre dwie minuty moich nóg. Leciałem na ponad 300W i tętno skoczyło na 188. Masakra. Spaliłem zapałkę i zużyłem dużą część energii, której potrzebowałem do testu. Średnia z testu skoczyła do 265W, co z tego skoro przez następny kilometr pod górę i pod wiatr nie mogłem utrzymać 250W. Zakwasiłem się i spaliłem 🙁

VIRB0105 - Testy dwa...

Skręciłem z Osierodka na Jezierzysk, tam wyskoczyłem na asfalt. Plan miałem cały test zrobić na szutrze. Ale jadąc na asfalcie odzyskałem rytm i zacząłem ponownie “jechać po swoje”. Robienie w terenie testu jest jednak trudniejsze. Dziury, piach czy błoto wybijają z rytmu. Na asfalcie łatwiej jest ciągnąć i utrzymać równy rytm, a także i moc. Pozostałem więc na twardym już do końca testu. Po chwilowym “zjeździe” zacząłem odzyskiwać moc i już do końca cisnąłem równo. Co prawda ostatni kwadrans to już mordęga. Odliczanie minut. Patrzenie na Garmina. Nogi już bolą, serce wali, rzygać się chce. Człowiek się skupia na jechaniu, trudno nawet po bidon sięgnąć. Ostatnie trzy minuty. Ostatnie rezerwy organizmu. Walka o wynik 😛

Naciśnięcie przycisku LAP po godzinie testu jest jak wybawienie 🙂 Koniec. Ufff… dałem radę 😀 Na liczniku wynik zadowalający, oznaczający progres. 258 wat przy średnim tętnie 176 ud/min. Zadowolenie. Dałem z siebie wszystko, o to mi chodziło. Moje cyferki, mój świat treningu 😀

power%2Bcurve%2B2014 2015 - Testy dwa...

Porównanie do zeszłego roku pokazuje progres. Wynik w watach lepszy, nie mówiąc już o przeliczniku W/kg. Jestem lżejszy o jakieś 2 kg i tutaj różnica jest znaczna. Prawie 4 W/kg w moim wypadku, przy moim wieku i stażu treningowym, to wynik całkiem przyzwoity. Dobrze podsumowujący okres przygotowawczy i mogący dobrze prognozować na sezon. Osiągniecie dla mniej tej magicznej liczby byłoby wynikiem docelowym. Być może w sezonie będzie to do zrobienia, jeszcze w zasadzie cały przede mną 🙂

VIRB0116 - Testy dwa...

Pół godziny lekkiego kręcenia do domu. Oddech, łapanie równowagi. Zahaczam o zalew, żeby zobaczyć jak kaczki się mają po zimie, spokojnie cyknąć kilka fotek. W międzyczasie pogoda była naprawdę “w kratkę”, co widać na zdjęciach. Było trochę słońca przebijającego się przez chmury. Był deszcz, śnieg, płaty i kuleczki. Była minuta gradobicia. Na koniec znów słońce. A po powrocie do domu znów krótkotrwała, obfita śnieżyca 😀

2015 04 04%2B12.56.19 - Testy dwa...

Jak to w naszą, polską wiosnę. White Christmas! 😉

Korzystając z okazji, wszystkim czytającym te słowa, moim znajomym bliższym i dalszym, tym rowerowym i tym nie całkiem rowerowym – Wszystkiego Najlepszego z okazji Świąt Wielkanocnych!*

*… mimo aury za oknem wskazującej na inne święta 😉

bicycle bunny - Testy dwa...