… do pisania. Ani trochę tej głowy nie mam 🙂
Zero weny, zero zaparcia w tym kierunku. To niebywałe w moim wypadku, żeby nie napisać przynajmniej jednego posta na tydzień. Bo zawsze kilka pomysłów do przelania w głowie mam i z weną jakoś problemu nie miałem. A tu koniec miesiąca i ledwo na liczniku dwa. Maj nie będzie płodny. Choć tematów jest, nawet rozpoczętych szkiców rożnych tekstów mam kilkanaście. I co… no jajco 🙂 Wielkie nic 😛

VIRB0444 - Nie mam głowy
Trening “na obczyźnie” – trasa Stryków Brzeziny pod wieczór

Mija dzień za dniem, tydzień za tygodniem. Nie chcę zwalać na brak czasu, ale on przemyka przed oczami jak oszalały. Ciężko nadążyć. Zaczynając od roboty. Coraz więcej czasu w samochodzie, coraz więcej daleko od domu. I co z tego, że rower w samochodzie? Więcej czasu na czterech kółkach niż na dwóch. A w ostatnich latach było zdecydowanie odwrotnie. No ale mimo wszystko przynajmniej jeżdżę 🙂
Baza wypadowa na następne miesiące tego roku to będzie centralna Polska, Koluszki. Kończymy pewien duży firmowy projekt i moje zaangażowanie w temat jest coraz większe. Ostatnio praktycznie co tydzień naginam. Cztery godziny w trasie od samego rana. Tematy i spotkania na miejscu. Jakiś trening dłuższy lub krótszy po okolicy. Poznawanie nowych terenów, dróg, segmentów na Stravie 😉 Całkiem to nawet ciekawe. Zwykle drugi dzień podobnie, z tym że trening rano. A na wieczór powrót do domu. Znów cztery godziny w aucie. Jak Cię Warszawa i wylot w Markach nie zablokuje na dodatkową godzinę 😛

VIRB0301 - Nie mam głowy
Gdzieś w okolicach Koluszek

W zasadzie co weekend jakiś start. Bliżej lub dalej. Jak dalej, to oczywiście cały weekend “wyjęty” z normalnego życia – w rozumieniu zwykłych ludzi. Bo u mnie (inaczej: u nas) to już standard, że normą jest wyjazd, start, powrót. W międzyczasie kupa innych “etapów”. Jeszcze trzeba coś puścić w eter, obrobić zdjęcia, jakiś filmik zmontować. A od poniedziałku znów robota, trening, jazda, trochę prywatności. Nawet wieczorem nie chce się nic z musu robić, a pisanie jakoś na przymus mi wchodzi 😛

11026252 1008564599153715 7986298874087610226 o - Nie mam głowy
Cyklokarpaty Kluszkowce – zapierdzielam na którymś szutrowym zjeździe

A byłoby o czym pisać. Na przykład o górach. Cyklokarpaty w Kluszkowcach. Puchar Polski, trzecia edycja. Zapierdzielałem równo. Super zajawka. Coraz bardziej mnie to kręci i coraz bardziej oddalam się od takich naszych “nizinnych wyścigów”. Jakoś ostatnio wszyscy idą na łatwiznę. I zawodnicy i organizatorzy. A mnie jara podnoszenie poprzeczki coraz wyżej. Chociaż Kluszkowce to nie było jakieś ekstremum, czy super trudny (szczególnie od strony technicznej) wyścig, ale prawie 90 kilosów po górach i ponad 3 tys. metrów przewyższenia robi wrażenie. Przynajmniej na mnie 😉
Przerobiłem nawet kalendarz startowy na ten sezon. Kilka startów za łatwych i nie wnoszących już dla mnie żadnych emocji odpuszczam. Jakoś bez sensu klepać w peletonie rundę po płaskich piachach, kiedy w głowie tli się coś innego, inna zajawka 😉

DSC06935 - Nie mam głowy
MK Mielnik – na trasie

Wiedziałem już to w zasadzie na początku sezonu, teraz jestem pewien. To mój ostatni rok zaliczania generalki w Maratonach Kresowych. Nie jara mnie to już w ogóle. To co mnie tam trzyma to drużyna, zaangażowanie w organizację, fajni ludzie. Ale nie mam już w tym wszystkim takiego fanu jak kiedyś, brak już emocji i czegoś nowego. Na starcie już nawet tętno mi nie podnosi się ponad normalne zakresy. Rano przed startem w Kluszkowcach miałem nerwa, do kibelka wędrowałem kilka razy, a na minutę przed startem Garmin pokazywał HR na poziomie ponad 100. Były emocje, było wyzwanie, był strach i było spełnienie na mecie. Tego potrzebuję 🙂

2015 05 24%2B20.19.50 - Nie mam głowy
Medale z Kresowego weekendu – Siemiatycze i Mielnik, na trzecich miejscach podium w kategorii Master

Pewnie, że będę na MK dalej, będę zaliczał ulubione trasy. Ale pewnie w przyszłym roku nie znajdę ich w liczbie przynajmniej ośmiu na generalkę. Za to fajnie by było zaliczyć coś jeszcze, dodatkowo, coś bardziej wymagającego, podnoszącego ciśnienie. Mniej, a jednak więcej… jakościowo 🙂 Góry, etapówka, może więcej wyścigów szosowych i eventów których coraz więcej w naszym kolarskim kalendarzu.
A wracając do pisania. W tym wszystkim, w tych godzinach treningów, przejazdów, startów, roboty i jakby nie było obowiązków rodzinnych, to już się po prostu nie chce klepać w klawiaturę. Mimo, że pomysłów dużo, to z drugiej strony musu nie ma 🙂
Kiedyś powrócę, z dodatkowym bagażem doświadczeń i rad. Z nową energią i pomysłami. Dokończę te wpisy, które zacząłem, mimo że nie będą na czasie. A kto wie, może właśnie wtedy ich czas nadejdzie i rozwiną się w całkiem innym kierunku 😉
Mimochodem, trzeci majowy wpis udało się zrobić 😉 Jestem grubo poniżej średniej, ale zerwałem się mimo wszystko na finisz przed metą końca miesiąca 🙂

DSC07821 - Nie mam głowy
Kresowy w Mielniku – finisz pod Górę Zamkową