Ostatnio tak to z moim pisaniem bywa… że w ogóle nie piszę 😛 Już się z tego tłumaczyłem wcześniej. Ale obok jednego wydarzenia nie mogę przejść obojętnie 🙂
Tatra Road Race, bo o nim mowa, wyzwoliło we mnie tak dużo emocji, że cały czas się trzęsę na wspomnienie tego, co się działo w ten weekend. Mam to cały czas w głowie, w nogach, w sercu. To nic, że roboty kupa, że trawnik nie skoszony, a jutro trzeba o czwartej rano wstać i pojechać znów przez pół Polski. Jeśli dziś o tym nie napiszę, nie przeleję tych emocji na “papier”, to i tak nie zasnę 😉

#jaramsie 😎 #tatraroadrace #technical #briefing

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Adam (@ptaqnabajq)



Do tej pory podchodziłem do wyścigów szosowych trochę jak do jeża. Niby człowiek trenuje głownie na szosie i większość kilometrów w sezonie to te po asfalcie. Ale startuje głównie w maratonach MTB, których po prostu jest więcej i łatwiej na nie dotrzeć. Cykl lokalny (Maratony Kresowe), coś pobocznego (Mazovia, Poland Bike), do tego jeszcze drużyna, która robi Puchar Polski XCM. W tym roku dopiero tak naprawdę obrodziło (na fali polskich sukcesów) w wyścigi szosowe dla amatorów. Ale wcześniej kalendarz startów zaplanowany (generalka MK i PP XCM), więc wcisnąć cokolwiek już ciężko i wygospodarować jakiś dodatkowy weekend. I tak sobie z boku stoję i obserwuję to szosowe ściganie, które mnie, muszę to przyznać, ciągnie 🙂



Jakiś miesiąc temu gdzieś zobaczyłem zajawkę Tatra Road Race. Trafiłem na profesjonalnie przygotowaną stronę, poczytałem. Spojrzałem w kalendarz… wolne 🙂 A może by tak dla odmiany w góry na wyścig szosowy skoczyć – zaczęło mi kołatać w głowie. Temat rzucony w eter, rodzinka delikatnie nakierowana na pomysł. Który zaskoczył 🙂 I tak od słowa do słowa, po malutkim kroczku, dotarcie do Zakopca na 11 lipca stało się moim celem. A Ja, jak już sobie jakiś cel postawię, to choć końmi by mnie wstrzymywali, to ciężko jest mnie zawrócić. Nic mnie nie powstrzymało i w piątek w nocy pojawiłem się z moją rodzinną grupą wsparcia w Kościelisku 🙂

W sobotę standardowy plan przygotowania do startu, wcześniejsza pobudka, dwa śniadania, kask na głowę, pampers na dupę, Sidacze wpięte w pedały i jadę na rozgrzewkę do hotelu Mercure Kasprowy, gdzie było Biuro Zawodów i miejsce startu (a także mety). Od razu można było poczuć, że organizatorzy podeszli do tematu z odpowiednim wyczuciem i zaangażowaniem. Wszystko przygotowane na tip-top, odpowiednia atmosfera, mili ludzie, szybka obsługa. Brak tłumów, kameralność jak na pierwszy raz przystało. I jak na szosowy wyścig przystało brak konieczności czepiania numeru na kierownicę. Dostaję dwa: nalepkę na sztycę i numer na plecy. Profeska! 🙂

DSC03025 - Tatra Road Race... i wszystko jasne!
Na starcie

Oczywiście przed ustaloną godziną startu miejscówka się zapełnia. Spotykam trochę znajomych, są rozmowy, padają pierwsze opinie. Wszyscy od początku czują się tu dobrze, wszyscy oczekują ciężkiej trasy, padają pierwsze pozytywne opinie o przygotowaniach i organizacji. Start o czasie, początek spokojny. Będzie się gdzie zmęczyć!

DSC03088 - Tatra Road Race... i wszystko jasne!
Start, na pierwszym wirażu pod hotelem

Pierwszy podjazd (Salamandra pod Gubałówkę) od razu weryfikuje stawkę i ustawia wszystkich na odpowiednich pozycjach. Jadę swoim tempem, spoglądam do góry. Widzę przed sobą na prostej kilkudziesięciu zawodników, weryfikuję swoje miejsce w peletonie gdzieś tuż za pierwszą pięćdziesiątką. Ale od razu na tym pierwszym podjeździe kilka osób zostaje za mną. Po dziesięciu kilometrach ustawia się grupa, z którą w zasadzie jedziemy z niewielkimi zmianami składu cały dystans.

11698837 804537403001012 8756261147721605945 o - Tatra Road Race... i wszystko jasne!
Pogoda i widoki, podjazd Salamandra

Nie da się ukryć, że dużą część roboty za organizatorów tego dnia zrobiła pogoda. Ale jak to się mówi: “najlepszym szczęście sprzyja”, widocznie sobie na to zasłużyli. Na pewno inaczej się jedzie taki wyścig, gdy mokro, szaro i ponuro, nic dookoła nie widać. A inaczej, gdy jedziesz i mimo, że z należytą uwagą obserwujesz co się przed tobą dzieje, to nie możesz się odciąć od tego, co się dzieje dookoła Ciebie. Od tych wspaniałych widoków gór skąpanych w słońcu i błękicie nieba. Od tych zielonych przestrzeni, wijących się asfaltów, podjazdów i zjazdów które się przed tobą rozciągają. Po prostu głowa pełna zachwytów 🙂

11140746 804467676341318 5149190950614035147 o - Tatra Road Race... i wszystko jasne!
W drodze na Ząb

Wiało tego dnia i to wiało momentami “łokrutnie”. Na zjazdach trzeba było uważać, bo potrafiło nieźle miotnąć z boku. Przy ponad 70 na godzinę, nie było to miłe 😛 Pilnowałem się na zjazdach. Chowałem w peletonie, czasami wychodziłem na czoło. Generalnie dużo tutaj było indywidualnej jazdy i tasowania, rozwagi, oceniania współzawodników. Przynajmniej w mojej grupie. Ktoś się urywał, grupa też potrafiła się rozerwać i podzielić na kilka, by za kilka kilometrów być znów razem. Ktoś odpadał i już się nie pojawiał, kogoś “przygarnialiśmy” z przodu. Ale cały czas miałem wrażenie, że w klasyfikacji idę do przodu. Potwierdziło się to w późniejszych wynikach. Na pierwszym pomiarze czasu byłem 38, na drugim już 32, skończyłem na 29 miejscu Open (11 w kategorii M3). Patrząc na to, że pierwsze TOP10 (a może nawet więcej) to starzy wyjadacze i “nazwiska” w tej profesji, uznaję ten wynik za naprawdę dobry. Gdzieś tam liczyłem na pierwszą 50-tkę, więc miejsce o dobre 20 pozycji wyżej cieszy!

DSC 4739 - Tatra Road Race... i wszystko jasne!
Grupa na pierwszej rundzie

Dobrze rozłożyłem siły. Nie szarżowałem na pierwszych podjazdach. Nie szalałem na zjazdach i w grupie, oszczędzałem energię i siły. Jak usłyszałem gdy dojeżdżaliśmy na Pitonówkę: “kończy się zabawa, zaczyna się walka” i zobaczyłem podjazd… wiedziałem że będzie ciężko. Przepychałem już na asfalcie ścianki ponad 20%, ale nigdy w warunkach wyścigowych. Walczyłem, żeby utrzymać się w grupie i nie spłynąć. Udało się, ale korby odbijało niesamowicie. A Garmin, cholera jasna, denerwował i pikał: “moc jest za wysoka” 🙂 Na szczycie Premia Górska, tłum kibiców, przygrywa góralska kapela. Co za doping! 😀 Aż na ostatnich metrach chciało się docisnąć 😛 Bufet na szczycie z wielką obsługą, wydawało się że cała gmina tu pomaga!

DSC 4789 - Tatra Road Race... i wszystko jasne!
Walka na Pitonówce

Druga taka ścianka to Bachledówka. Jak tylko ją zobaczyliśmy, to ilość westchnięć, “łojezu”, “matkobosko” i po prostu “ja pie…” która przetoczyła się przez nasz peletonik, przekroczyła wszelkie  normy. Ledwo pięćset metrów podjazdu, ale wykańczającego psychicznie. Prosta droga, widać szczyt… który w połowie drogi ginie za garbem ponad 20%. Tu było w peletonie “tropienie węża”. Na górze do mnie dotarło, że jeszcze raz będzie trzeba to podjechać. Tak samo jak wcześniejszą Pitoniówkę 🙂

P7110459 - Tatra Road Race... i wszystko jasne!
Gdzieś na drugiej rundzie

Po pierwszej Bacheldówce zaczęła się nasza grupa dzielić. Kilku z nas przyśpieszyło, zaczęliśmy jechać mniejszą grupą. Drugi raz Pitonówkę podjechałem już chyba sam. Drugi raz podjeżdżając Bachledówkę dogoniłem kilku następnych zawodników. Na górze ktoś podawał statystyki: 19 minut straty i 32 miejsce. Już wiedziałem, że jest dobrze 🙂 To dodało mi skrzydeł i motywacji, żeby spróbować łyknąć jeszcze kilku zawodników i wskoczyć do trzydziestki. Co prawda żołądek już podchodził do gardła, ciężko było przyjmować izotonik, a żele już się odbijały. Nogi natomiast pracowały całkiem sprawnie 🙂 Jadę i liczę sobie: 31… 30. Przed ostatnim podjazdem łykam jeszcze jednego Sponsera z kofeiną. Ledwo go mieszczę, ale wiem że działa na mnie dobrze. I o dziwo, uspokaja żołądek. Włączam turbo i jeszcze kilku zawodników przeskakuję.

P1230945 - Tatra Road Race... i wszystko jasne!
Za Bachledówką

Ostatni zjazd. Ktoś mnie jednak dogania. Najpierw jeden z zawodników, którzy jechali w mojej grupie, później jeszcze jeden. We trójkę wpadamy na ostatnia prostą w Zakopanym do hotelu. Krótkie zmiany… ale każdy zachowawczo. Ostatni zakręt do hotelu i finisz pod górkę na metę. Zawodnik z Gdańska jest o wiele mocniejszy, odrywa się na dobre kilkanaście metrów. Ja trzydzieści metrów przed metą naciskam mocniej na pedały i wyskakuję z koła dla “Movistara”. Zmordowany przecinam linię mety.

DSC03530 - Tatra Road Race... i wszystko jasne!
Zmordowany przekraczam linię mety

Co to był za wyścig! Mega doznania, super doświadczenie. W mojej dyspozycji zgrało się wszystko. Noga podawała, pikawa nadążała, Tarmac spisywał się świetnie, tarcze rządziły na zjazdach. Może to nie był szczyt formy i odczucia oceniam na 9/10, ale jestem zadowolony. Jedyne co zawiodło to… Stages. Niestety szwankuje, nie skalibrował się dobrze przed startem i chyba drugi pójdzie do reklamacji. Ktoś oglądając moje waty na Stravie podsumował, że powinienem z takimi jechać teraz we Francji, a nie w Zakopanem 🙂

Od strony organizacyjnej Tatra Road Race to majstersztyk. Naprawdę wielkie słowa uznania należą się organizatorom. Zaczynając od trasy, która była po prostu fantastyczna. Zostało z tych bliskich okolic Zakopanego wyciśnięte chyba wszystko, co najlepsze. Trasa wymagająca, dająca “wpierdol”, a jednocześnie tak zachwycająca, że będzie się ją pamiętało na długo. “Nie ma to jak upodlić się w doborowym towarzystwie” napisał do mnie organizator. True! 😀

DSC03542 - Tatra Road Race... i wszystko jasne!
Z Leszkiem w dłoni

Trzeba też powiedzieć dużo dobrego o zabezpieczeniu trasy. Na pewno została tak dobrana, że nie było dużego ruchu. Ale też ilość osób pilnujących, policji, strażaków, zabezpieczenia, była tak duża, że człowiek czuł się komfortowo. W ogóle nie miałem wrażenia, że odbywa się to w ruchu otwartym. Jechałem jakbym ścigał się w zawodowym peletonie, nie przymierzając w TdP czy TdF 🙂 Super bezpiecznie i “doglądany” na każdym kroku. Dziury zaznaczone w asfalcie kolorową farbą, strzałki też namalowane na żółto, żeby nie było niejasności. Jedyne, do czego można było się  przyczepić w tej kwestii, to malutkie kolorowe strzałki wieszane na znakach. Ostrza strzałek były tak małe i słabo widoczne, że trudno było z daleka odczytać, czy pokazują w prawo, czy w lewo. Dopiero bliżej, dla mnie na kilka metrów, (bo PtaQiem jestem, ale na pewno nie Sokołem, raczej ze mnie Ślepowron) można było rozpoznać w którą stronę pokazują. To taka sugestia dla organizatorów, żeby na przyszłość były bardziej widoczne kierunki z dużej odległości, bo przy dużej prędkości to jest zgadywanie, a niezdecydowanie co do kierunku na dohamowaniu, bywa niebezpieczne…

Biuro zawodów i “miasteczko” świetnie zorganizowane i bijące dobrą atmosferą. Fajna konferansjerka, komentarze, krótkie wypowiedzi zawodników po minięciu linii mety. Każdy też w łapę dostał zimnego Lecha Free, żeby ugasić na szybko pragnienie.

Szybki bufet: full wypas, banany, arbuz, rogaliki, drożdżówki, woda, izotonik. A posiłek regeneracyjny… z czymś takim się nie spotkałem. Przygotowany przez hotel catering, makaron nakładany do woli, dwa sosy do wyboru. I to jakie! Palce lizać 🙂 Najadłem się i to smacznie 😀

2015 07 11%2B15.18.44 - Tatra Road Race... i wszystko jasne!
Bufet…

Malutki minusik za dekoracje i czas oczekiwania. Powtarza się sytuacja z Cyklokarpat (to samo biuro zawodów i pomiar czasu), że trzeba długo czekać. My się ostatecznie nie doczekaliśmy 😉 Nie wiem dlaczego krótkiego dystansu 42 km nie można było zrobić wcześniej, około 15-tej. Do tej pory już raczej wszyscy zjechali… a później to już raczej się rozjechali. A o zapowiadanej 16.30 zacząć już długi dystans. W konsekwencji o 16.40 nie było nawet jeszcze dekoracji krótkiego… więc zmęczeni zmyliśmy się spod hotelu. Ale to naprawdę mały minusik w tym wszystkim, nie widoczny zza gromady plusów. Na mecie widziałem naprawdę fajne statuetki, puchary. Do toreb z nagrodami rzeczowymi nie zaglądałem, ale słyszałem że też były na poziomie. I ponoć same dekoracje też niezły show! Jak cały wyścig 😀

11267432 413163652201086 3599073281010881265 o - Tatra Road Race... i wszystko jasne!
Salamandra, pierwszy podjazd

Bo jasno trzeba napisać, że to najlepszy wyścig sezonu był! I to nie tylko sezonu, dla mnie to najlepszy organizacyjnie ścig, w jakim brałem udział. Dopięty we wszystkich szczegółach, zaczynając od fantastycznej, wymagającej trasy, poprzez świetnych zawodników, zabezpieczenia i dozór, kibiców na trasie, masę fotografów, dobre bufety, posiłek regeneracyjny, dobrze zorganizowane biuro zawodów (wyniki kilka minut po przekroczeniu mety na sms i na ścianie), masę innych szczegółów po drodze (które składają się na końcowy sukces), aż do zamówionej pogody włącznie 🙂

11741821 1202051366478179 137131532 n - Tatra Road Race... i wszystko jasne!

Organizatorzy stanęli na wysokości zadania i stworzyli wyścig, który teraz wszyscy, w pełni zasłużenie, komplementują. Szacun dla wszystkich, bo widać że włożone zostało w to serce, masę pracy i zaangażowania. Stworzono wydarzenie, które już przeszło do klasyki szosowego ścigania w Polsce i nie wyobrażam sobie, żeby w przyszłym roku zabrakło Tatra Road Race w kalendarzu! I co najlepsze w tym wszystkim, Organizator wyczuwając pozytywną atmosferę i oczekiwania… już podał wstępny termin wyścigu w przyszłym roku. 10 lipca 2016 – dla mnie żelazny punkt w kalendarzu startowym na przyszły sezon! Już wpisane, zaklepane, poszło, AMEN!

11733851 381040488773745 567034643 o - Tatra Road Race... i wszystko jasne!