Niedziela.
Teoretycznie powinienem być dziś z dala od domu. Powinienem to złe słowo, odnosi się bardziej  do zamiarów i planu jeszcze sprzed kilku tygodni. Raczej wypadałoby napisać, że miałem wcześniej takie chęci. W planie miałem rozpoczęcie sezonu przełajowego. W sobotę w Ptakach (no jak tu PtaQ nie być w Ptakach!;) ), w niedzielę Godzina w Piekle w Lublinie.
Jestem za to w domu. Wczoraj też zresztą nigdzie nie pojechałem. Na czterech kołach. Na dwóch oczywiście pojechałem… nie dalej niż ich zasięg do trzech godzin wytrzymałości tlenowej 🙂

VIRB0566 - Ładowanie akumulatorów

No więc całkowita porażka jeśli chodzi o początek przełajów. Niestety czuję, że na ten moment nie jestem w stanie do tego wrócić. Za dużo roboty przy magazynie w Koluszkach, za mało czasu na cokolwiek. Jestem po prostu zmordowany robotą i nie za wiele się chce. Na pewno nie chciało mi się zarywać weekendu na wyjazdy i starty. Musiałem po prostu odpocząć, wyspać się, naładować akumulatory.
Więc odpoczywałem. A że na rowerze też odpoczywam, to przy jako tako sprzyjającej pogodzie po prostu w sobotę wyskoczyłem na trzy godziny. Ot tak, bez planu, aby pojeździć. Aby zrobić trochę kilometrów, łyknąć trochę świeżego powietrza, przedmuchać mózg, przepalić trochę nogi. Nawet nie wiedziałem czy pojadę dwie godziny, czy cztery. Założyłem że pojadę tak daleko, jak noga pokręci. Generalnie lekko i tak, jak mi się chciało. Ale jak dotarłem do Góry Wojnowskiej to zachciało mi się docisnąć… więc docisnąłem. Moc i forma już niestety nie ta, co jeszcze kilka tygodni temu. Brak regularnej jazdy, zmęczenie organizmu robotą, więc przepaść w cyferkach jest.

VIRB0591 - Ładowanie akumulatorów

Cyferki, właśnie… We wtorek miałem ciekawe doświadczenie. Jestem cyferkowcem, lubię na cyferki w trakcie treningu patrzeć, lubię je analizować po. Coś się stało we wtorek z Garminem. Chyba nie wyłączyłem go po ostatnim treningu. Przy włączeniu pokazał wyładowaną baterię. Przyznam szczerze… miałem chwilę zawahania. Co teraz? Jak to co, głupcze! To nie prawda, że trening bez zapisu na Stravie jest treningiem nie ważnym i się nie odbył. To tylko zapis pracy serca, mięśni, pracy organizmu. Najważniejsze jest to, co w tym organizmie bezpośrednio dzięki treningowi się zapisuje. Więc pojechałem, po kilku minutach Garmin padł. I tak sunąłem dwie godziny, bez cyferek przed oczami, jadąc na oko (jeśli chodzi o czas) i na wyczucie (jeśli chodzi o moc w nodze). Wydaje się, że na tyle dobrze już sam potrafię określić, ile przykładam mocy do pedałów, że jakoś w strefach się mieściłem. Gorzej z czasem, bo interwał 10 czy 15 minut ciężko jest na oko dokładnie odmierzyć. Ale nie ważne. Przekręciłem dwie godziny robiąc piec interwałów, mniej więcej w strefie tempa, po mniej więcej 12 minut 🙂

VIRB0608 - Ładowanie akumulatorów

Nie mam zielonego pojęcia na jakich cyfrach ten trening mi wszedł. Ale pewne jest jedno… został odbyty 😉
Ważne że jeżdżę, choć nie mam za dużo motywacji i siły. Pogoda jaka jest za oknem każdy widzi. Szaro, buro, ponuro… i mokro. Ale wiem, że jak już się przemogę i wskoczę na rower, to gdy jadę… czuję, że żyje 🙂 Całkowicie inaczej odbieram rzeczywistość, o wiele lepiej się czuje. Rower ładuje mi akumulatory 😀
I tego będę się trzymał 😛

VIRB0572 - Ładowanie akumulatorów