Już wiem, że ta jesień jest stracona. Niestety.
Plany były inne, ale rzeczywistość je pokonała. Czasami nie za bardzo mamy wpływ na to co się wokół dzieje i co przeszkadza. Okazało się, że mi przeszkadza robota. Nigdy bym tego nie przewidział, zawsze udawało mi się robotę okiełznać. Zorganizować czas, wydłubać wolne godziny, ustawić priorytety, realizować plan.

VIRB0809 - Po sezonie

Miał być ogień. Na przełajach. Żadnego tam pierdu, pierdu roztrenowania, trzymanie formy i godzina w weekend do porzygu. Zabawa i przedłużenie sezonu. A wyszło, że ogóle nie jeżdżę, jak nigdy. Pusty sezon. Zabieram do Koluszek rower, który tylko mnie denerwuje gdy na niego patrzę. Denerwuje, gdy o nim myślę, że stoi na górze i czeka. BajQ czeka na swojego PtaQa. A ja mam tyle na głowie, że nie potrafię się obrobić i aż w żołądku ściska, gdy trzeba podjąć decyzję… dziś znów nie pojadę 🙁

VIRB0860 - Po sezonie

Zamiar wstawania o 6 rano i porannego kręcenia… rozbija się o brak chęci. Gdy pracujesz intensywnie kilkanaście godzin na dobę, to przy kładzeniu się spać około północy masz dobre zamiary. Nastawiasz zegarek, obiecujesz sobie, że będziesz twardy i zmotywowany. Gdy nad ranem dociera do Ciebie ten dźwięk z komórki, który oznacza pobudkę… okazuje się, że sił jednak nie ma. Nie ma motywacji, jest zmęczenie i rezygnacja. Te tysiące głosów na NIE w Twojej głowie jednak wygrywa. Pozostaje później po tym wielki wyrzut sumienia… ale nic na siłę. Do takich wniosków dochodzę. Nic mi szarpanie się z własnymi słabościami i rzeczywistością nie da. Już jesienny sezon przełajowy można uznać za stracony. Startów nie będzie. Pozostały czas można spożytkować… po prostu na jeżdżenie.

VIRB0784 - Po sezonie

I tak do tego muszę podejść. Na luzie. Nie ładuję dziś Tarmaca do samochodu. Po raz pierwszy nie pojedzie ze mną. Tylko wkurza jego obecność na miejscu w Koluszkach. Kusi, szarpie za nerwy, tłucze po głowie i rozprasza. Gdy kalkulujesz, czy zdążysz dziś wyskoczyć. Lub czy zdążysz jeszcze go postawić o ludzkiej porze na trenażer. A później się okazuje, że jest 23 i od trenażera jednak lepsze jest łóżko.
Szykuje się więc następny tydzień bez jeżdżenia. Prawdziwy koniec sezonu. Nawet nie roztrenowanie. Brakotrenowanie po prostu 🙁

VIRB0916 - Po sezonie

Pozostaje czekanie na weekend. Na te dwa dni, w których można coś na spokojnie pojeździć. Można łyknąć swoje kilometry, zaliczyć niedzielną rundę, pozachwycać się jesienną przyrodą. Aby tylko w jako taką pogodę trafić. W poprzednią niedzielę tylko lało. Cały czas lało. Ten weekend był łaskawszy. W sobotę udało się jeszcze po południu na dwie godziny wyskoczyć. W niedzielę na godzinę rano. Zawsze to coś. Coś dla nogi, dla serca i dla oczu. W takie słoneczne, jesienne dni jak te, człowiek cieszy oczy ferią barw i jesiennym klimatem. Ładuje akumulatory. Oby starczyło do następnego weekendu 🙂

VIRB0880 - Po sezonie