Nadszedł punkt przełomowy sezonu kolarskiego. Można w to wierzyć lub nie, zauważyć lub przejsć koło tego obojętnie. Można w sezonie letnim po prostu jeździć, albo trenować. Ale nawet Ci, którzy po prostu jeżdżą, także mają w tym momencie czas “przesilenia”. Kilometry przekręcone wiosną i latem, czas spędzony na rowerze, odkłada się w jakiś sposób w organizmie. Jesienią następuje naturalne “wyciszenie”. Pogoda nie najlepsza, dni coraz krótsze, czasu i chęci na aktywności fizyczne po prostu brak. Nawet jadąc po bułki człowiek częściej wybierze samochód niż rower lub spacer 😉

VIRB0076 - Droga do Celu - założenia

Dla tych co świadomie trenują miesiące jesienne są także świadomym wyluzowaniem. Całosezonowe nagromadzenie treningów, dni wyścigowych, TSS-ów, obciążeń psychicznych i fizycznych sprawia, że organizm domaga się odpoczynku. I jakby do fazy “roztrenowania” nie podchodzić, ona po prostu sama nadchodzi. W głowie pojawia się świadomość, że odpuścić trochę trzeba. Wyluzować, “popuścić pasa”, Mniej lub bardziej świadomie polega to na obniżeniu intensywności treningów, mniejszej ilości czasu na nie poświęcanych, ograniczonej liczny dni wyścigowych i mniejszym zaangażowaniu w sport.

Powiem szczerze, że osobiście nie uważam aby dla takiego amatora jak Ja, faza roztrenowania była szczególnie ważna i niezbędna. Ona po prostu sama przychodzi, nie planowana, bez specjalnie ustalonej struktury. Nie mamy, wbrew pozorom, aż tak wiele startów i takiej intensywności, żeby jak Prosi podchodzić sztywno do tego okresu. Mi on po prostu się “przytrafia” niezależnie od moich planów czy chęci. Jak w tym roku. Wcale go nie planowałem, a sam mnie trafił. Ciało i głowa powiedziały dość. Do tego doszła robota. Wyszedł reset, odpuszczenie sezonu startowego, całkowite wyłączenie z aktywności na miesiąc. Dużo. Czy to ważne? Widocznie mój organizm i głowa tego potrzebowały. Szczególnie głowa i chyba w tym całym roztrenowaniu bardziej chodzi o odpoczynek psychiczny, wyzerowanie ustawień, niż odpoczynek fizyczny. Dziś czuję się o wiele lepiej i wiem (czuję to) że mam chęć do powrotu na rower, do treningów, jeżdżenia i zajmowania się aktywnością fizyczną. A jeszcze dwa tygodnie temu nie było to takie oczywiste.

W całej dyskusji dotyczącej roztrenowania i jego sensu ja twierdzę jedno: zależy to od Ciebie, Twojej głowy i tego co mówi Twoje Ciało a także okoliczności. Jeśli czujesz, że Ci się już nie chce, że nie możesz, że za dużo, za wcześnie, za zimno lub za ciężko… odpuść. Jeśli nadal z entuzjazmem podchodzisz do treningów, jazdy, startów – to po prostu to rób. Pewnie za miesiąc czy dwa trochę zluzujesz, odpoczniesz i szybko wrócisz na właściwe tory.

Dla mnie będzie ciężko wrócić na właściwe tory, mam tego świadomość. To nie jest tak, że zaczynam od zera. Ale zaczynam z bardzo niskiego pułapu. Tak dużej “dziury” w treningach, lub szerzej mówiąc aktywności fizycznej, jeszcze nie miałem w ciągu ostatnich lat. Nie płaczę, nie tragizuję, stwierdzam fakty. Dawno nie siedziałem na rowerze i nie kręciłem korbami, więc ciężko mi stwierdzić jak noga będzie chodzić. Z doświadczenia poprzednich sezonów wiem, że będzie sztywno, dziwnie, z poczuciem “drewnianej” łydy i braku mocy. A jednocześnie świeżo i bez zmęczenia. Tylko ta świeżość w żaden sposób nie będzie chciała się rozkręcić w nodze i odczucia będą dupne 😛

VIRB0017 - Droga do Celu - założenia

W kwestii cyferek znów pewnie FTP zjechał ze 40 watów. W tamtym roku wzbudziło to we mnie, powiem szczerze, panikę. Wydawało mi się, że strata takiej ilości mocy, którą buduje się miesiącami (a traci w kilka tygodni) jest czymś nie do odrobienia. Na szczęście osoby, które mają w tym więcej doświadczenia mówiły “easy, PtaQ…”. Oczywiście miały rację, w sezonie odrobiłem straty z nawiązką 🙂

Innymi cyferkami obserwowanymi w kwestiach formy, lub jej braku, wypoczynku i ogólnie gotowości organizmu do dużego wysiłku jest CTL, ALT, TSB… które niechybnie pokazują dołek 🙂 Trenujący, którzy korzystają z rozmaitych programów lub portali online do monitoringu treningu i jego postępów, zapewne wiedzą o co kaman. Dla “nie wtajemniczonej” reszty będę jeszcze temat wykładał później 🙂

Bo ten wpis jest tylko wprowadzeniem, przedstawieniem założeń cyklu, który na blogu zamierzam prowadzić. Opisywać “drogę do celu”, którym jest podniesienie własnego poziomu wytrenowania i przygotowanie do startów w przyszłym sezonie, których plan zaczynam układać. Będzie w tym wszystkim trochę cyferek, skrótów, wskaźników, definicji i wyjaśnień. Taki już jestem, lubię cyferki, podejście naukowe, pomiary i wszelkie analizy. Od zawsze, niezależnie od dziedziny życia siedziałem w cyferkach i ich analizie. W analizie wskaźników treningowych, progach, strefach, pomiarach znalazłem swoje prywatne hobby. Nie spalam się tym, ale się tym interesuję i lubię te kwestie zgłębiać. Być może dla niektórych jest to strata czasu, ocieranie się o wariactwo, czy głupotę. Może po prostu jeździć? A może po prostu robić to, co się lubi, niezależnie od tego jak dziwnie to na zewnątrz wygląda?

Wracając do punktu przełomowego w sezonie kolarskim. W takim punkcie jestem. Zakładam, że w dołku od którego będę się odbijał. Powoli, krok po kroku, starając się swoje doświadczenia z wielu sezonów treningów i przygotowań do startów przekazywać w swoistej kronice. Nie będzie to poradnik jak trenować i jak się przygotować do sezonu. Trenerem nie jestem. Wiem bardzo mało, nie zamierzam się wymądrzać i pisać jak trenować się powinno. Jestem na to za mały, kilka przepracowanych sezonów nie zrobi ze mnie trenera kogokolwiek. To co chcę uzyskać, to zainteresowanie czytelników, być może jakiś feedback. Ktoś może coś z tego dla siebie wyciągnąć, nie musi. Ktoś może mieć inne zdanie na przedstawianie kwestie, a mając je, może (a nawet powinien) je wyrażać. Bo na pewno coś robię źle, albo mogę robić inaczej, lepiej. W moich doświadczeniach i przemyśleniach zapewne nie będę sam i będę wręcz szczęśliwy, jeśli to wzbudzi jakąś dyskusję i nowe tematy lub pytania. Rozkminka i analizowanie co się dzieje z ludzkim organizmem, na bazie różnych doświadczeń, opierających się na różnych podejściach do treningu to jest to, co mnie jara. Poważnie 🙂

Podstawowym założeniem całości cyklu będzie więc opis “drogi do celu” jakim jest uzyskanie jak największego poziomu wydolności organizmu, czyli mówiąc krótko – wytrenowania. Przy tym dla każdego odcinka najważniejszą kwestią będzie istnienie i zrozumienie poniższej klauzuli:

Autor w poniższym tekście przekazuje swoje doświadczenia i przemyślenia dotyczące treningu kolarskiego. Tekst nie jest poradnikiem “jak trenować” i nie ma na celu pouczanie kogokolwiek, jest natomiast zapisem własnych treningów Autora na bazie jego doświadczeń, wiedzy i własnego podejścia do treningu. Podejście to może być tak samo prawidłowe, jak też i błędne, z czym Autor się liczy, jak też powinien liczyć się z tym sam Czytelnik. Autor otwarty jest na wszelką polemikę, dyskusję a nawet krytykę przedstawionych założeń treningowych.
Czytelnik może stosować zawarte w poniższym tekście założenia treningowe, co czyni na własną odpowiedzialność, a Autor nie gwarantuje ich skuteczności. Zastosowanie poniższych podpowiedzi i amatorskich doświadczeń Autora przez innego amatora treningu kolarskiego, ich ewentualna skuteczność i zadowolenie Czytelnika, będzie największą i jedyną nagrodą dla Autora.

No więc wsiadamy i jedziemy DdC (Drogą do Celu) 😀

VIRB0092 - Droga do Celu - założenia