Tydzień w górach i czas powrotu. A więc pa pa góry. Jadę na swoje Pa Góry 😉

Jadę z zamiarem zdobycia kilku lokalnych przełęczy. Może nie tak są wymagające, jak te w Karkonoszach, ale ujdą w tłoku nie płaskich przestrzeni 😛 Już za Czarną zaczynają się na rozgrzewkę pierwsze Pa Góry. Wyciskają pierwsze poty, generują pierwsze mili waty w nogach. Pomykam najpierw szerokim szlakiem w kierunku Straży, która chroni bramy wstępu na Większe Pa Góry. Przekraczam dolinę Sokołdy i lecę leśnym, krętym  szlakiem aż do Podgórza Lipiny. Tam zaskakuje mnie pierwszy śnieg i temperatura, która spada poniżej zera… Brrr…, minus półtora stopnia. Pa Góry mają niestabilną i niespodziewaną, jak na grudniową porę, pogodę…

Pogórze Lipiny... naprawdę padał śnieg :)

Pogórze Lipiny… naprawdę padał śnieg 🙂

Tuż za pierwszymi wierchami Lipiny – Planteczka. Krótka, ale ciężka przełęcz z solidnymi 40-stoma pro centami, których mocna woń roznosi się po pobliskich lasach. Z tym że nie atakuję jej tym razem, tylko odbijam na zachód na Przełęcz Janowszyzna. Długi i wymagający podjazd, którego sztywność na karku pozna każdy śmiałek. Z jego szczytu rozpościera się przepiękna panorama na dolinę Kamionki poniżej. Chwila zachwytów i zjeżdżam te kilka kilo metrów w dół…

VIRB0936

Widok z Przełęczy Janowszczyzna na dolinę Kamionki

Przejeżdżając dolinę przecinam szlak przemytniczy Pod Kamieniami. W sekretnym kodzie międzynarodowych przemytników zwany DK19 😛 Szybko uciekam z otwartej przestrzeni, aby nie nadziać się na jakąś ich karawanę. Pędzący wóz przemytniczy bywa niebezpieczny na szlaku, gdy zaskakuje Ciebie od tyłu 😛

Dalej niewielkie przewyższenia na Rozedrankach: Starej i Nowej. I Czarnym Szlakiem Pod Reglami w kierunku na schronisko Sokółka. Szlak wije się czasami serpentynami, dając mi dużo frajdy na zjazdach 😉

Czarny Szlak na Sokółkę i jego serpentyny...

Czarny Szlak na Sokółkę i jego serpentyny…

Schronisko leży w malowniczej dolince pomiędzy kilkoma kolejkami nie górskimi. Mają to do siebie, że potrafią światło zapalić i jakiś szlaban na chwilę zamknąć 😛

Stop! Jedzie kolejka nie górska!

Stop! Jedzie kolejka nie górska!

Z Sokółki zjeżdżam znów do doliny Kamionki, by przez Hale na Słojnikach i Wysokie Laski dotrzeć tym razem od drugiej strony, do Przełęczy Planteczka. Teraz jej już nie odpuszczam i atakuję! Mili jardy watów i dwadzieścia minut podjazdu mija jakby dwadzieścia sekund to było. Planteczka zdobyta 🙂 Kilka kilometrów na przełęcz do góry i nogi mam z waty.

Przełęcz Planteczka od strony Wysokich Lasek

Przełęcz Planteczka od strony Wysokich Lasek

Zjeżdżam nakręcony w dół do Zakrętu Śmierci i odbijam na południe, tym razem po prawej zostawiając zdobytą już dziś Janowszczyznę.

Zakręt Śmierci z Planteczki

Zakręt Śmierci z Planteczki

Znów jadę po graniach Podgórza Lipiny, Drogą na Straż i przekraczam dolinę Sokołdy w drodze powrotnej. Tu muszę częścią szlaku przemytniczego znów się przemknąć, ale oczy mam dookoła głowy. Ponoć skrót sekretnego kodu tego szlaku powstał ze słów gieroj przemytnika Wasyla, który krzyczał, że tu właśnie “Dorwie Kolarzy 19-stu”. Nie wiem na ilu licznik się zatrzymał, więc ryzykować nie będę. Okazuje się, że Straż Czyszczenia Szlaków nie śpi tej “zimy” i szlaku strzeże 🙂

VIRB1000

Zima w tym roku zaskoczyła Straż… swoją nieobecnością 😛

Dociskam następne mili jardy watów i dojeżdżam szczęśliwie do Czarnej, ale jednak Białej Stockiej, gdzie ciepła strawa znad ognia już czeka 🙂

Garmin coś oczadział na tych Pa Górach, bo zliczył tylko jakieś cztery setki przewyższenia. Według mojej chłodnej oceny wszystkich dziś pokonanych przełęczy i kilku setek kilometrów, zapewne jakieś cztery razy tyle być powinno 🙂

VIRB0989 1 1024x576 - Po Górach... Pa Góry

Kilo metry przełęczy, mili jardy watów, pro centy podjazdów

PS. Po jeszcze bardziej chłodnej ocenie, ale drugiej ciepłej herbacie, doszedłem do wniosku że jednak nie tyle Garmin oczadział, co moja Głowica szoku tlenowego doznała 😛
Jeżdżąc Po Górach Wyższych, w rozrzedzonym jednak powietrzu i przy mniejszej zawartości tlenu, zjeżdżając na lokalne Pa Góry, w większą zawartość O2, coś nie zatrybiło prawidłowo. Szok za duży 🙂 Stąd pewnie cośik w jednostkach się mi pomyliło, zera jakieś doszły do wyliczeń, procenty też się rozmnożyły, metry pomnożyły 🙂
Ale spoko, wracam do równowagi 😉