Autor w poniższym tekście przekazuje swoje doświadczenia i przemyślenia dotyczące treningu kolarskiego. Tekst nie jest poradnikiem “jak trenować” i nie ma na celu pouczanie kogokolwiek, jest natomiast zapisem własnych treningów Autora na bazie jego doświadczeń, wiedzy i własnego podejścia do treningu. Podejście to może być tak samo prawidłowe, jak też i błędne, z czym Autor się liczy, jak też powinien liczyć się z tym sam Czytelnik. Autor otwarty jest na wszelką polemikę, dyskusję a nawet krytykę przedstawionych założeń treningowych.
Czytelnik może stosować zawarte w poniższym tekście założenia treningowe, co czyni na własną odpowiedzialność, a Autor nie gwarantuje ich skuteczności. Zastosowanie poniższych podpowiedzi i amatorskich doświadczeń Autora przez innego amatora treningu kolarskiego, ich ewentualna skuteczność i zadowolenie Czytelnika, będzie największą i jedyną nagrodą dla Autora.

Trening dla mnie to doświadczenia. Doświadczenia na własnym organizmie. Jestem sam dla siebie laborantem, a moim laboratorium jest droga. Szosa, asfalt, leśna ścieżka, szybki szuter. Podchodzę do własnego ciała i organizmu jak do przedmiotu badań i doświadczeń, daje mi to niesamowitą frajdę. Jeżdżę z przyjemnością, trenuję z przyjemnością, przeprowadzam te wszystkie doświadczenia z przyjemnością. Jeśli wynik jest dobry… tym więcej w tym przyjemności 🙂

Każdy trening to odrębne doświadczenie, każdy tydzień składa się z innych składników mieszanych w próbówkach, do których składniki dodaję, odejmuję, dozuję, modyfikuję ich skład. Obserwuję co się dzieje. Próbuję, testuję. Testowanie mieszanki jest momentem kulminacyjnym takiego doświadczenia, na który składa się pewna sekwencja treningów.

Dziś minęło mniej więcej sześć tygodni od ostatniej próby i testowania całej mieszanki treningowej. Samopoczucie jest dobre, czuję moc w nogach. Odczucia są prawidłowe, mieszanka smakuje prawidłowo. Trzeba uruchomić tester, żeby sprawdzić czy odczucia idą razem z cyferkami 😛

VIRB0462 - W Drodze do Celu - po sześciu tygodniach
Zestaw testowy w laboratorium

Testerem jest stały zestaw: Tarmac ze Stages plus Garmin. Współpracują zgodnie od jakiegoś czasu i wypluwają z siebie wyniki testów. Ja wypluwam płuca 🙂 Do testu FTP zawsze podchodzę trochę spięty i niepewny. I wcale nie powiem, że go lubię. Zmotywowanie się samodzielnie do jazdy przez pół godziny na najwyższych obrotach, to naprawdę trudne zadanie. Nie dość że ciało cierpi, to psychika także. Jakże inaczej jest na zawodach, gdy masz dookoła siebie przeciwników, gdy trzymasz koło, gdy walczysz. W samotnej walce z drogą, wiatrem, górkami i watami wyświetlającymi się na Garminie, jesteś w gorszej pozycji. Jak frajer z grupetto, który nie wiadomo po co ma gonić uciekający peleton. Więc z motywacją ciężko.

VIRB0437 - W Drodze do Celu - po sześciu tygodniach

Dziś na szczęście pogoda dopisała. Zima wytrzymała u nas ledwo miesiąc. W tamten weekend jeździłem po zimowej, białej i śnieżnej Puszczy. W sobotę cx’em w świeżym i kopnym śniegu, w niedzielę na biegówkach (po raz pierwszy po 25 latach przerwy!). Było tak fajnie, pięknie, że miałem nadzieję na dalszy ciąg zabawy na nartach biegowych. Ale w ciągu tygodnia zima po prostu znikła. Praktycznie zero śniegu, plus 5-6 stopni. Szosa czysta, tylko w cieniu lasu trochę lodu zalegało, na szczęście na pojedynczych kawałkach jezdni, więc można było bez problemu omijać. W lesie za to błotnisto i grząsko, więc bez sensu było się pchać. Tym chętniej wyskoczyłem na szosę na Specu, choć pogody z rodzaju #tarmacweather nie było.

VIRB0411 - W Drodze do Celu - po sześciu tygodniach
Pozostałości zimy w lesie

To co dziś przeszkadzało to wiatr. I to przeszkadzał na dwa sposoby. Bo w plecy przy testowaniu też nie jest wskazany. Za lekko się jedzie, ciężko utrzymać wysoką moc. Więc tak zakręciłem dziś trasą w pętelkę, żeby choć początek był pod wiatr i przy okazji z większą ilością jazdy pod górę. W czasie testu się to sprawdziło. Za to na powrocie, gdy człowiek już styrany, oczywiście wmordewind wkurzał 🙂


W ostatnich tygodniach, podczas treningów i próbkowania czułem, że trener dobrze podaje składniki, a ja je dobrze “mieszam”. Nogi coraz mocniejsze, tętno się stabilizowało, wskaźnik EF poprawiał. Kręciłem z coraz większą lekkością, przy coraz niższym tętnie. Założyłem więc, że te 10-15 Wat powinno do progu FTP dojść. Oczywiście test (zawsze to powtarzam… za trenerem) warto zacząć nie za mocno, z rezerwą. Żeby nie przesadzić i jednak dokończyć te 30 minut próby.
VIRB0436 - W Drodze do Celu - po sześciu tygodniach
Wiosenna szosa 🙂

W ostatnim teście wykręciłem 245 Wat. Dołożyłem więc owe przewidywane 15W i zaczałem na 260W. Po pięciu minutach zauważyłem, że jest dobrze. Było ponad 260W, a kręciło mi się nadzwyczaj dobrze i przy umiarkowanym tętnie. Zwiększyłem więc intensywność i przy dziesiątej minucie testu pojawiło się na liczniku średnio 270W. A tętno nie dobiło nawet do 180 (gdzie w grudniu szalało na 190 bpm!). No więc powiedziałem sobie, jest dobrze, jedziemy i testujemy na całego starając się utrzymać mniej więcej taką moc. Oczywiście trochę się przy tym zagotowałem i nie utrzymałem mocy na stałe. Do tego jeszcze sytuacja nie przewidziana na drodze. Jakiś autobus zawracał na zjeździe do Straży i blokował mi drogę w taki sposób, że na dobre 15 sekund, musiałem “zdjąć nogę z gazu”. Zera w takiej chwili mają to do siebie, że średnia nurkuje gwałtownie.

W dwudziestej minucie było 265W i cały test, jak też przewidywania wyniku, szły w dobrym kierunku. Coraz ciężej, z coraz większym wysiłkiem, ale z dodatkową motywacją kręciłem waty przez ostatnie 10 minut. Tętno już spokojne być nie chciało i wchodziło na rejestry powyżej 180, ale było dalekie od maksymalnych 194 bmp z grudnia.

Naciskając w 30 minucie przycisk lap na Garminie cyferki pokazywały 262W średniej mocy. Test w laboratorium skończony. Pozytywnie 🙂 Skład treningu prawidłowy, proporcje dobre. Można dalej mieszać 😉

VIRB0419 - W Drodze do Celu - po sześciu tygodniach
Koniec testu… ciężko złapać oddech przez kilka minut

Średnia wyższa o 17W przy wadze niższej o 1,5 kg. Co to oznacza, wie każdy trenujący na mocy kolarz. Nie dość, że sam próg FTP poszedł dobre 15 wat do góry, to jeszcze znacznie poprawiły się W/kg. W grudniu test pojechałem na 3,55 W/kg, dziś 3,88 W/kg. To już w styczniu zbliża mnie do wyniku, który w tamtym sezonie miałem w kwietniu 🙂 Nowy skład mieszanki treningowej na razie sprawdza się wyśmienicie 😀

krzywa mocy... do góry

krzywa mocy… do góry

Bo skład jest inny. Trenuję w tym sezonie inaczej, w sposób oddalający się od dotychczasowych kanonów. Tak trener jak i Ja zaczęliśmy do tego inaczej podchodzić. Mieszanka jest bardziej wybuchowa, potrzebuje mniej czasu na dojrzewanie i efekt jest lepszy. Trochę to pewnie tajemniczo brzmi, ale kto śledzi aktualne metody treningowe, kierunek w którym się to rozwija, czyta trochę w necie, to zna pewnie pojęcie: time crunched cyclist. W skrócie: trenuję mniej objętościowo, ale za to bardziej intensywnie. A jeśli chodzi o rozwiniecie tematu, postaram się go rozwinąć w innym, następnym wpisie z serii DoC 🙂
VIRB0443 - W Drodze do Celu - po sześciu tygodniach
Wiosna!