Sam zadaje sobie to pytanie cały czas. Od początku. Od dwóch lat. Od kiedy założyłem bloga 🙂

Właśnie mija rocznica, dwa lata. Od kiedy zaczęło mi coś tam w głowie w sprawie blogowania kiełkować. Wiosna, nowa energia, inspiracje, chęć do działania. Coś do powiedzenia, coś do napisania.

Po co… ?

O czym… ?

Co by tu jak i o czym – tytuł pierwszego wpisu 🙂 Oryginał pod tym linkiem 😀 Kilka zdań wyjaśnienia, dlaczego zacząłem pisać. Trochę kwestii się zdezaktualizowało, szczególnie jeśli chodzi o główną inspirację 😉

Miałem wcześniej bloga na bikestats. W zasadzie kto zna ten serwis to wie, że to bardziej bikelog, do którego wrzuca się kilometry, opisuje jazdy, wycieczki itd. Moje początki 🙂 Kto chce spojrzeć na początki PtaQa jeżdżącego na bajku, zapraszam do zajrzenia w te zamierzchłe dzieje, pierwsze kilometry, od roku 2009, jeszcze pod ksywką Dater na bikestats.

Desktop 2016 03 30 20 25 58 820 - Z motyką na słońce, czyli na co mi ten WordPress?

Dater także Ptaq zwany na Bikestats

Wtedy myśląc nad “prawdziwym” blogiem i pisaniem, miałem w głowie temat WordPressa. Większość blogów korzysta z tego CMSa i nie tylko blogów. Ma dużo możliwości, strony można dowolnie budować, korzystać z fajnych szablonów… ale choć trochę trzeba się na tym znać. Przynajmniej z założenia. Ja jestem dyletantem. Całkowitym. Jakoś tam sobie z bikestats radziłem, grzebiąc nawet na zasadzie prób i błędów w kodzie HTML, wstawiając widżety, kombinując z kolorami, układem, zawartością. Postawienie bloga na WP to poza tym hosting, baza SQL, PHP i inne upierdliwości, o których pojęcia nie miałem i nie chciałem się zagłębiać.

Byłem zmotywowany i zapalony, żeby szybko zacząć pisać i zrobić to najprościej. Najprościej, więc padło na Bloggera. Bardzo prostą i przyjazną platformę, która okazała się na tyle dla mnie do ogarnięcia, że w kilka dni uruchomiłem PtaQnaBajQ 🙂

FILE0730 003 1024x768 - Z motyką na słońce, czyli na co mi ten WordPress?

Początki PtaQnaBajQ 🙂

Pomysł WordPressa wrzuciłem w kąt, mimo że się naczytałem ochów i achów w temacie i sugestię… i tak kiedyś trafię wcześniej czy później w szpony WP. Pomyślałem, że lepiej później… bo po co mi on?

No własnie, a po co mi on teraz?

Nadal nie wiem 😛 Poważnie 😀

Ot, zachcianka. Dążenie do zmiany. Do zrobienia czegoś nowego, innego. Odświeżenia strony, bloga, poznania innych narzędzi, realiów, do nauki. Trochę też dla lansu… chociaż według niektórych na razie słabo to wyszło 😉

A tak naprawdę temat zaskoczył mnie swoją rozległością. Przed wyjazdem do Hiszpanii zacząłem załatwiać hosting, transfer domeny (którą przezornie zarejestrowałem już w 2014 roku 😛 ), interesować się motywami do wykorzystania. Trochę roboty z tym wszystkim było, ale i tak najwięcej z …motywami właśnie. Setki, a może tysiące do wyboru. Standardowe, zaszyte w instalację WP. Darmowe do ściągnięcia i zainstalowania. Płatne do kupienia. Głowa boli. Człowiek przegląda, wyszukuje, ogląda, ocenia. Jak będzie wyglądał mój blog? Czy ten się nada? Czy da się go ustawić tak, żeby blog wyglądał tak jak chce?

W dzień jeżdżenie po hiszpańskich górkach, wieczorem obrabianie zdjęć, w nocy przeglądanie netu. Do tego jeszcze pogadanki, rozmowy, spotkania, wspólne kolacje, wyjścia… i tak mi zszedł pierwszy tydzień w Calpe bez żadnego widocznego efektu w temacie nowego wyglądu bloga.

W międzyczasie powstał jeszcze problem techniczny, jak przenieść w odpowiedni sposób blog z Bloggera, żeby działał, były wpisy, przekierowania i odbyło się to bez zbędnych strat. Udało się… i bez strat się obyło. Kilka wpisów, wydaje mi się, że jest niekompletnych. W kilku na pewno brakuje zdjęć lub na przykład postów wklejonych z fejsa. Ale to akurat sprawy do nadrobienia. Generalnie sposób na to jest i działa. Opisywać go na razie nie będę, chociaż w wolnej chwili dla potomnych i zainteresowanych być może jakąś instrukcję zrobię 🙂

wordpress-logo

Po imporcie bloga na WP próbowałem ze standardowymi motywami. Nic mi się nie podobało. Szperałem więc w “kupnych”. Kilkadziesiąt dolców do wydania na themeforest.net i można mieć prawdziwy kombajn. Tylko na który się zdecydować? Zmęczony szukaniem poszedłem ostatecznie na łatwiznę i po linii najmniejszego oporu, oceniając że jak coś jest popularne i często kupowane… to musi być dobre 🙂

Aktualny wygląd strony bloga to pewien kompromis. Pomiędzy tym co było i w nawiązaniu do tego co było wcześniej, do tego co nowy motyw proponuje. W zasadzie wykorzystałem podstawowe możliwości, bo jakbym miał się uczyć i kombinować, to nie tylko do przyszłych Świąt Bożego Narodzenia by mi zeszło, ale i do następnej Wielkanocy 😛

Wiem, już niektórzy ocenili, że mało lansu. Że słabo, że bez polotu, wodotrysków i mało nowocześnie. Zgadzam się z Wami 🙂 Widzę to, ale brak mi zdolności i umiejętności na stworzenie czegoś więcej. Na zrobienie czegoś ładniejszego i bardziej nowoczesnego. Ale obiecuję, że będę powoli ogarniał, doczytywał, uczył się i coś poprawiał.

Na razie wychodzę z założenia, że podstawa została zrobiona w starym, dobrym stylu. Nawiązującym do pierwszego bloga. A poza tym, co w blogu jest najważniejsze?

Treść!

O! I na tym się muszę skupić 🙂 Nie zaprzeczę, że u podstaw zmiany wyglądu graficznego, platformy, umiejscowienia bloga, była też nadzieja, że będzie to nowa motywacja do pisania treści. Że mnie to zdopinguje do bardziej regularnego stukania w klawisze (chwytania za pióro) i pisania. Mam nadzieję, że te założenia wypełnię.

Na razie usiadłem i wykonałem zadanie numer jeden… napisać pierwszego (i jedynego) posta w miesiącu marcu. Tak, aby luki w archiwum nie było 😉

Zadanie wykonane PtaQ, good job 🙂 To nic, że wpis nie rowerowy. Czasami można się oderwać od tych dwóch pedałów 😀

BTW. Tak na marginesie, kto zgadnie jakiego motywu użyłem do bloga? 😀