… czyli jak się zjechać jak koń po Westernie.

942547_1584304635193083_3456309310193829626_n

I to  jak na kanon tego gatunku przystało… w samo południe 😛

Na początek prywata. Podziękowanie.

Arek, dziękuję Ci chopie za to, że były tylko trzy rundy 🙂

Na czwartej bym umarł. W okropnych męczarniach. Miałbyś mnie na sumieniu. I nie tylko mnie, wdów by przybyło. Nawiedzałyby cię w nocnych koszmarach. Wkręcałyby cię w wózek tylnej przerzutki mieląc powolutku korbą z wielką tarczą na sto zębów. Masz więc chopie szczęście 😀

W zasadzie to i dwie rundy by mi tego dnia wystarczyły. Bo na początku drugiej już prawie umarłem. A psychika mi podszeptywała… jeszcze dwie, jeszcze aż dwie rundy tej Arkowej męczarni… kufa 😛 Na szczęście się nie dałem podpuścić, sprawdziłem Cię do końca. Masz więc chopie szczęście podwójne 😉

No ale może zaczniemy od początku, skąd tyle w tym Mrągowie szczęścia tego dnia było. Bo warto to opisać.

Pomysł na początek sezonu był zachęcający. Widzieliście jaką zajawkę fajną chłopaki z Mrągowa skręcili? Oglądając można było przewidywać, że będzie atrakcyjnie. Nawet jak na zajawkach pokazywane są tylko najlepsze sceny, to i tak tylko z tych scen wyglądało to już dobrze. Więc w kalendarzu, zamiast płaską Narewkę Kresowych, zaznaczyłem dobrze obiecującą niewiadomą z Mazur.

 

Na podstawie startu w Mrągowie zastanowiłem się “co robi” wyścig? Co sprawia, że po przekroczeniu linii mety czuję się dobrze, jestem w euforii, mam go w pamięci? Z czego wynika ten banan na twarzy mojej i większości startujących?

Z kilku czynników, które będę się starał w tym sezonie na zawodach opisywać i oceniać według mojej subiektywnej ptaqbajkowej oceny 😛

Pogoda

Czynnik niezależny od organizatora. Losowy. Nie da się przewidzieć planując dzień startowy czy będzie lało, czy świecić będzie słońce. Czy natura obdarzy nas ciepłem i słońcem, czy też chmurami, chłodem i wiatrem. Jako takiego więc nie powinno się go brać pod uwagę, ale bez dwóch zdań w jakiś sposób robi on robotę za organizatora. Dla niego lub przeciwko niemu. Oczywiście bez dwóch zdań najlepsza jest pogoda typu full lampa i ciepło 🙂 Bo kto lubi jechać w deszczu i chłodzie? No dobra, może ktoś tak, ale na pewno większość oczekuje dobrej pogody na zawodach. Przykładem dobrej roboty pogody dla orga był zeszłoroczny Tarta Road Race (przy oczywiście całej furze wielkiej, dobrej roboty samego organizatora), był też wyścig w Mrągowie 🙂

Prognozy były dobre i się sprawdziły. Słońce, praktycznie bez chmur, choć nie za ciepło. Tak aby jechać w rękawkach na pograniczu komfortu cieplnego, przegrzania w słońcu i schłodzenia pod wiatr. Było około 12 stopni, więc jak na początek kwietnia wystarczająco 😉 Pogoda super, ale nie podlega rankingowi oceny, jako niezależna od organizatora.

Lokalizacja

12916174_1584260021864211_6912899522227724368_oMiasteczko Westernowe Mrongoville. Ciekawa próba przeniesienia takiego klimatu w nasze realia.

Wielka piaskownica wokół której rozlokował się Saloon (Biuro Zawodów), Sheriff, City Hall, Hotel El Dorado, City Bank… budynku grabarza nie zauważyłem 😛 Jak na lokalizację miasteczka zawodów miejsce bardzo ciekawe, klimatyczne, dobrze położone na obrzeżach miasta i na trasie. Jedyny minus to wielki piach na linii startu mety… jedyny na całej trasie 😉 Taka lokalizacja to smaczek i zawsze lepsza opcja niż ławka w parku czy przystanek autobusowy, lub wyniesione na zewnątrz biurko ze szkoły podstawowej 😉

W wypadku Mrągowa lokalizacja wybrana pewnie jedna z najlepszych możliwych, więc org ode mnie dostaje 9/10 w tej kategorii.

Biuro Zawodów

Zlokalizowane w tym wypadku, jakżeby inaczej, w lokalnym Saloonie. Dużo miejsca… wystarczająco żeby ustawić większe biuro i obsługa nie musiała się tłoczyć przy jednym stole. Trzy czy cztery osoby, jeden laptop, drukarka. Zawodników do rejestracji wieli nie było, więc się jakoś obsługa wyrabiała, ale na dłuższą metę jeden komputer do wszystkiego to zdecydowanie za mało. Plus konieczność rozdzielenia kolejek dla tych którzy załatwiają wszystko od początku od tych co tylko już numery przyjechali odebrać i obsługi drużyn. Wszystko w tej kwestii jeszcze przed organizatorem, dorośnie do tego 😉

12890922_718531111622184_9000749190750622830_o

Obsługa miła, pomocna, chociaż nie za bardzo ogarniająca na razie temat. Byłem zarejestrowany wcześniej, opłaciłem start online, po czym się dowiedziałem, że mój start nie jest opłacony i nie ma potwierdzenia tego w zestawieniu. Na szczęście fakt opłaty został potwierdzony mailowo i wystarczyło pokazanie tego na komórce, by miła dziewczyna w biurze przyjęła ten fakt do wiadomości jako pewny.

Największa wtopa tego dnia… brak numerów startowych. Byliśmy zaraz po 9 rano. Przy pierwszej wizycie dowiedzieliśmy się, że numery będą około 10. Na spokojnie więc przebraliśmy się, przygotowaliśmy do startu, odpaliliśmy nasze rumaki, zrobiliśmy krótką rozgrzewkę i zaraz po 10 byliśmy powtórnie w biurze. Numerów nadal brak. A więc znów w trasę, tym razem w drugą stronę. Jesteśmy po raz trzeci gdzieś około 10.30. Numerów nadal brak. Widać nerwowość. Jest pierwsza informacja o przesunięciu startu na 11.30. Jedziemy do samochodu, biorę banana w kieszonkę, już wiem że start pewnie będzie, jak na Western przystało, w samo południe 😉 Po raz czwarty pojawiam się w Saloonie gdzieś około 10.55. Numery są… klejone 😛 Tzn. trzy dziewczyny siedzące przy jednym stole naklejają po kolei czipy na numerki. Dostaję swój o 10.58, a więc na dwie minuty przed pierwotnie planowanym startem. Widząc ilość czekających zawodników mam przekonanie graniczące z pewnością, że start będzie w południe. Znów jadę na rozgrzewkę, żeby nie stać bez sensu i się nie wychładzać. Dobre to, bo trudne sekcje, bliskie Mrongoville mogę potrenować i przejechać kilka razy. Minus jest taki, że na rozgrzewce schodzi mi łącznie ponad godzina, TSSów rąbię około 80 i posiłek przedstartowy szybko znika z żołądka. Będąc przezornym na szczęście zjadłem go pół godziny później niż zwykle przewidują,c że za pierwszym razem organizator z godziną startu najprawdopodobniej się poślizgnie 😛12957649_718531431622152_2173277003376058487_o

Oczywiście jest wkurzenie w narodzie i komentarze idą odpowiednie. Nie jest to komfortowa sytuacja na pewno, natomiast takie są początki. Zanim wszystko się dogra, obsługa popełni już swoje błędy, nauczy się wszystkiego, uzyska sprawność, a organizator uzyska świadomość co zrobił źle, żeby zrobić dobrze następnym razem, to jednak kilka wyścigów trzeba przerobić. Ja zawsze dla takich sytuacji mam dużo wyrozumiałości. Byłem przy początkach Maratonów Kresowych, nowego systemu, organizacji Biura Zawodów, widziałem kilka schrzanionych różnych “uruchomień”, sam też organizuję różne projekty i wiem, na ilu rzeczach nieprzewidzianych można się poślizgnąć. Naprawdę zaczynając jakiś temat, trudno wszystko przewidzieć i dopiąć na ostatni guzik.

Niestety jakby na to nie patrzeć w Mrągowie organizacja Biura Zawodów i opóźnienie startu to był największy zgrzyt. Tragedii może nie było, wszystko odbywało się w miłej atmosferze, była odpowiednia informacja, ale takie sytuacje nie powinny mieć na zawodach miejsca.

Ocena więc jest mierna 3/10.

Oprawa zawodów

Nagłośnienie było i to nawet bardzo dobre. Jakieś pokazy były, rodziny mogły coś pooglądać. Główny organizator – Arek, doskonale się sprawdził jako konferansjer. Ma gadane i znając zawodników, a także realia zawodów, trasy, wyścigów MTB wiedział co mówi i do kogo. Żarcie po maratonie dobre. Podchodzę do kuchni, proszę o posiłek. Słyszę: “To może na początek bigosik jako przystaweczka?” 😀 Wow, czemu nie. Bigos dobry. Później danie główne… grillowana szyneczka, pierwyj sort. Do tego dwa rodzaje chleba, musztarda ketchup. Typowo kolarskiego żarcia, czyli rozgotowanego makaronu lub klejącego się ryżu z sosem brak 😛 Było piwo dla chętnych, w Saloonie można było kupić herbatę, słyszałem że kawy nie było 😛

Ocena powyżej średniej, 7/10.

Wyniki i dekoracje

12967445_1122755084438132_4502364178413560115_oByć może dlatego, że wyścig długiego dystansu trwał tak długo, nie trzeba było czekać zbyt długo na wyniki. W zasadzie przyjechałem, przebrałem się, spakowałem, wypiłem regen szejka, zszedłem do miasteczka zawodów i już przy bigosie zaczęły się dekoracje najkrótszego dystansu. Między bigosem a szyneczką miałem już zdjęcie klasyfikacji dystansu Maraton. Co prawda pierwsza wersja była błędna, zawierała na czołowych miejscach zawodników którzy zaliczyli DNF, a mnie osobiście w ogóle tam nie było, ale pomogłem sędziom w ogarnięciu tematu wg stanu rzeczywistego 😉 Podobne błędy widziałem w Półmaratonie i zastanawiałem się, czy poniektórzy znani mi zawodnicy rzeczywiście osiągnęli tak duży progres od zeszłego sezonu. Na szczęście dekoracje chyba szły już prawidłowo 😛

12888645_718532098288752_3852912891126251302_o

Po wciągnięciu dania głównego zaczęła się od razu dekoracja Maratonu. Sprawnie, z fajnymi nagrodami i odpowiednią oprawą. Szkoda, że znów zaliczyłem najgorsze z możliwych miejsc w swojej kategorii (czyli czwarte), bo na podium nie stanąłem i oryginalnej nagrody nie mam. Ale kategoria okazała się najmocniejsza w przekroju Maratonu, dwa pierwsze miejsca Open to M4 i łącznie 4 zawodników tej kategorii w TOP 10. Na pocieszenie 10 miejsce Open daje mi jeden mały, pierwszy i najprawdopodobniej jedyny, punkcik w Super Klasyfikacji MTB 😀

Ocena 7/10

[EDIT]

W całym pośpiechu z przygotowaniem wpisu na najlepsze okienko do publikacji, czyli w niedzielę do 22.00, ominąłem jeden bardzo ważny aspekt dość poważnie rzutujący na ocenę zawodów.

Oznaczenie i zabezpieczenie trasy

W tej kategorii najlepiej widać doświadczenie lub jego brak u organizatorów wyścigów. W wypadku Mazury MTB brak doświadczenia wyszedł dość duży. Znakowanie trasy było rzadkie, niejednoznaczne, często nawet mylące. Naprawdę trzeba było się rozglądać za strzałkami i równie rzadkimi tasiemkami, żeby nie przestrzelić. Ludzie się gubili, takich przypadków było sporo. Pod koniec pierwszej rundy doganiałem i ponownie wyprzedzałem zawodników, których zostawiłem z tylu jeszcze przed najtrudniejszą sekcją wąwozów koło jeziora. Tak samo zawodników półmaratonu, który startował przecież później. W jakiś więc sposób ominęli te najtrudniejsze fragmenty. Nie podejrzewam, że specjalnie, bo oznakowanie naprawdę było kiepskie. Na szczęście bardzo selektywna trasa sprawiła, że te skróty dla wyników nie miały żadnego znaczenia. Nie zauważyłem, żeby w czołówce znalazł się ktoś, kto nie powinien się tam znaleźć.

Sam w kilku miejscach miałem problem jak jechać, w jednym pojechałem kilkaset metrów źle, zanim trafiłem na ślad, po którym już wcześniej jechałem. Szybko więc zawróciłem i na wyczucie pojechałem dalej, jak się okazało prawidłowo. Przy końcu rundy, na dojeździe do Mrongoville, gdy wylatywało się na asfalty koło obwodnicy Mrągowa, strzałek w ogóle nie było i tak w zasadzie kierowałem się logiką jak jechać. Jeden zakręt, drugi na ostrym zjeździe w prawo i dopiero tam strażak który kierował w lewo i krzyczał, że następny zakręt w prawo.IMG_0490

Ogólnie ta końcówka, 2-3 kilometry były najgorzej oznakowane. W tamtych okolicach na drugiej rundzie natknąłem się na dziewczynę, która pytała czy tędy dojedzie do mety. Krzyczę, że tak i jadę dalej szybko długim zjazdem w dół i później ostra nawrotka w prawo na ostatni dłuższy podjazd rundy. Za pół minuty z tyłu słyszę: “Nieeee, ku@^&#@, ja pie&%##%, nieeee… ja już tu byłam, ku@%$#, nie mogę!!!” … płacz, krzyk i rozpacz z tyłu. Dziewczyna naprawdę była przerażona i zagubiona. Nie wiedziała gdzie się znajduje. Podejrzewam w którym miejscu źle pojechała z braku doświadczenia, gdzie ja jechałem na wyczucie. Pięćset metrów dalej, po wyjeździe z lasu, była tabliczka 1 kilometr do mety. Nie wiem czy do niego dojechała i jak dotarła do Mrongoville, na trzeciej rundzie już jej nie spotkałem.

Jeśli chodzi o zabezpieczenie i weryfikację zawodników na trasie, to punktów było kilka, można powiedzieć że całkiem dużo bo około 10 (przypominam, na rundzie niecałe 20 km). Miałem wrażenie że nie zawsze w logicznych miejscach ludzie stali, a tam gdzie być powinni to nikogo nie było. Nie widziałem też żadnego punktu medycznego na trasie, która jednak była trudna i mogło się zdarzyć, że ktoś będzie potrzebował pomocy szybko.

Tylko strzałki proste, brak kierunkowych “zakręcanych”, brak wcześniej zapowiedzi skrętu. Przy tym rzadkie tasiemki dla upewnienia się, że dobrze się jedzie. Duża ilość zagubień i ogólna zła ocena znakowania potwierdzona na mecie przez większość zawodników. Może organizator wziął za dosłownie nazwę swojego wyścigu “Śladami Billego Kida” i zawodnicy rzeczywiście powinni zachowywać się jak tropiący ślady i jechać na orientację 😉 Żartuję… 😀

Ocena niestety słaba: 3/10

[KONIEC EDIT]

Trasa

Wisienka na torcie, creme de la creme każdych zawodów 🙂

W pierwszej rozmowie, jeszcze przed zawodami, Arek rzucił hasło: “Wiem że kilka rzeczy nie wyjdzie organizacyjnie i nie wszystko pójdzie sprawnie, ale trasa mnie obroni”.

Oj tak chopie, miałeś rację. Trasa Cię obroniła 🙂

12938097_985752278145743_5453755053652151780_n Jedna z najlepszych tras jakie jechałem. Jedna z najtrudniejszych. Dla niektórych była na pewno zbyt trudna. Dla mnie była bajeczna 🙂 Urozmaicona, wymagająca, ucząca, jednym słowem mega! Wyciśnięto z okolic Mrągowa to co najlepsze dla kolarstwa MTB. Taka trasą nie pogardziłyby zawody XC wysokiej kategorii, nie powstydziłby się Puchar Polski czy impreza rangi mistrzowskiej. Teren i ta trasa ma niesamowity potencjał. Bardzo interwałowa, selektywna, z technicznymi ostrymi i krętymi zjazdami. Sekcjami syngli, błotnistymi wąwozami, leżącymi drzewami, błotem, kilkoma dłuższymi podjazdami na najlżejsze przełożenie. Było gdzie kręcić, bać się, gnieść kapustę, naciskać heble do oporu, ślizgać się w drifcie i było gdzie butować.IMG_0574

Wydawało mi się na rozgrzewce, że kilka ciekawych i trudnych miejsc przetrenowałem. Ale dalej okazało się jeszcze ciekawiej i trudniej. Z tego co wiem nikt, nawet zawodnicy z czołówki, nie przejechali tej trasy bez butowania. Ponoć jakiś czas temu pokonał ją bez skuchy Patryk Piasecki, jeśli to prawda, to szacun!DSC_0497

Pierwsza połowa rundy była jeszcze znośna. Choć tu już niektórzy mieli problemy, były wywrotki i OTB. Było zatrzymywanie się przed ostrymi ściankami w dół i było blokowanie zawodników z tyłu. Orłem technicznie nie jestem, Ci najlepsi to przelecieli. Mi wystarczyło moich średnich umiejętności do początku wąwozów. Tam zaczynały się dosłownie… schody. Góra-dół non stop, rollercoaster, po prostu ciężko. Na początku drugiej rundy miałem wątpliwości, czy w ogóle dam radę. Do tego zaczęły mnie skurcze łapać. Odpuściłem delikatnie i starałem się kręcić bardziej miękko i bez szarpania. Ciężko jest to robić, kiedy mielisz na żółwiu z kadencją 60 i przy 300 watach na podjeździe. Cały czas stan “przedskurczowy” miałem, ale od głębokich ataków na szczęście się uchroniłem. Ogólnie już dawno nie widziałem takiej ilości zawodników schodzących z rowerów, stojących i rozciągających skurczone mięśnie. Interwałowa i trudna technicznie trasa wybitnie skurczom sprzyjała. No i czas w siodle. Najlepszy do pokonania niecałych 60 km potrzebował ponad trzy godziny. W moim wypadku ponad trzy i pół. Średnia wyścigu 16,20 km/h… nie pamiętam czy kiedykolwiek tak wolno coś pojechałem, nawet w górach 😛12921915_965432863553747_187266239_o

Na szczęście druga runda ogólnie poszła gładko. Jak człowiek już wie co go czeka, to idzie jakoś inaczej, sprawniej, lepiej. Zaczyna się trening, próby sprawniejszego pokonania sekcji, odpuszczanie tych nie do pokonania. Wjeżdżając na trzecią rundę już się tym wyścigiem i trasą bawiłem. Szło całkiem dobrze, chociaż odcinało. Ale trening techniki i pokonywanie trzeci raz tych samych trudnych sekcji, było mega doświadczeniem. Jechałem w zasadzie sam dla siebie, nikogo z przodu, nikogo z tyłu, bez presji. Miałem świadomość, że kolega z Reanult, którego w wąwozach puściłem być może jest z mojej kategorii i odbiera mi podium (i tak było rzeczywiście). Jednocześnie miałem taką przyjemność z tego jak jadę, że w ogóle mnie to nie ruszało do pościgu. Miałem świadomość, że może się to skończyć skurczem na poboczu 😛

12959371_965432680220432_1622838434_oCzłowiek gdy wjeżdża na metę po pokonaniu takiej trasy, po tej całej zabawie, ale i wielkiej męce, to ma takiego banana na twarzy, że trudno zęby w gębie utrzymać. Satysfakcja, zadowolenie. Zapomina się o niedociągnięciach, o opóźnieniu startu, nic nie jest ważne tylko to, że dałem radę. I to w całkiem niezłym stylu 🙂 Jak na średniaka w kwestiach technicznych przystało, sprawiłem się we własnej ocenie nieźle. Widziałem obok ludzi padających i odpadających. Zrezygnowanych i wycofujących się. Wiem już, że to głowa rządzi ciałem, że odpowiednia głowa prowadzi zawodnika do końca.

Poza tym dochodzę do wniosku, że mam coś w sobie z masochisty. Nie lubię umierać, ale uwielbiam ten stan, w którym człowiek zmartwychwstaje 😀 Miałem na drugiej rundzie myśli, że po cholerę mi to MTB?? Na szosie jest łatwiej, bezpieczniej, bardziej “luźno”, bez chodzenia, gładko i czysto. Ale gdy drugi i trzeci raz pokonywałem te zjazdy i podjazdy i zaczynałem się tym bawić, to już głowa mówiła: MTB jest super! 🙂

DSC_0170Wracając do oceny trasy. Innej nie może być jak 10/10.

Trasa przekozacka, niesamowita, urokliwa, trudna i dająca w dupę. A o to przecież w tym MTB chodzi 🙂 Oczywiście góry to nie są. Nie ma kilkukilometrowych podjazdów i zjazdów po kamieniach. Ale tak naprawdę to nie pamiętam, żebym się w górach tak uwalił jak na Mazurach. Intensywność tej trasy i tego wyścigu przeskoczyła jak na razie to wszystko, z czym miałem na razie do czynienia. Zliczone przewyższenie na około 1500 metrów łącznie na niecałych 60 km też mówi wiele. A i wykres wysokości, który przypomina zęby ostrej piły, obrazuje dobrze to, jak trasa wyglądała.

Podsumowanie

DSC_0397Świetny wyścig, mega trasa, drobne niedociągnięcia organizacyjne. Jeśli tylko Organizatorzy odrobią lekcję z tych niedociągnięć, to na Mazurach rośnie nam całkiem ciekawy cykl z niezłymi trasami. Przynajmniej niezłymi, bo nie wiem jak będzie reszta zawodów wyglądać i co nam Arek z ekipą przygotuję. W miarę możliwości będę sprawdzał 🙂

Ogólna ocena Mazury MTB za wyścig w Mrągowie to 7/10. Dużo powyżej średniej i dużą perspektywą poprawy ocen na przyszłość.

 

[EDIT]

Zastanawiałem się, czy po uzupełnieniu wpisu o ocenę znakowania i zabezpieczenia trasy, nie powinienem obniżyć oceny ogólnej zawodów w Mrągowie. Orzekłem, że nie. Że mój poziom zadowolenia z jakości trasy i całości starań organizatora jest własnie na około 70% i mimo wszystko ocena 7/10 zostaje. Trasa broni Mazury MTB w Mrągowie w sposób skuteczny 🙂

[KONIEC EDIT]

Zdjęcia dzięki uprzejmości: Pijącego Mleko, Leszka Żebrowskiego, Marty Królik, Łukasza Szymańskiego, Radosława Nysztala i… internetu który to wszystko udostępnia 😉