… czyli późno wstać, dobrze pojechać, i szybko wrócić do domku na piwo 🙂

Wasilków to w zasadzie mój “domowy” wyścig, kilkanaście kilometrów od domu. Kiedyś nawet rozgrzewkę od razu robiłem na rowerze, wyjeżdżając na start z domu. Ostatnio zmądrzałem, więc 10 minut i jestem na miejscu samochodem 😉 Poza tym można pospać dłużej, spokojnie zjeść śniadanie, spakować się i wyjechać “za pięć dwunasta”.

IMG_0209

Aby przed siebie, aby do celu…

Drugi start w tym sezonie, po niezłej wyrypie w Mrągowie. Oczywiście jak to zwykle bywa kilka pytań i niewiadomych. Tym razem najważniejsze, czy znów dopadną mnie skurcze?? Następne związane z trasą. Organizator zmienił początek, wyłączając kilka(naście) kilometrów asfaltów na początku. Ma być bardziej terenowo, początek wzdłuż rzeki, łąkami, trochę piachów, pagórków i błotnych kałuż. Lubię ten maraton, nie tylko ze względu na bliskość, ale też za charakter trasy. Leśna, prowadząca duktami i ścieżkami Puszczy Knyszyńskiej. Sporo interwałowych pagórków, trochę singli, cały czas ciekawie, niewiele szutrów. Ta trasa da się lubić, mimo że nie ma żadnych trudności technicznych i nie jest wymagająca. Co najwyżej kilka sztywnych, krótkich podjazdów w drugiej części maratonu, daje w kość. W tym słynna Jałówka. Według Stravy 100 metrów podjazdu z przewyższeniem 31 metrów, dającym średnio 19% nachylenia. Jest moment który na pewno ociera się o 25%. Chociaż główną trudnością jest luźne podłoże i korzenie, na których koło traci przyczepność. A w czasie zawodów przeciwnicy, którzy spadają z siodeł 😉 Dlatego jeszcze nigdy podczas zawodów nie udało mi się Jałówki podjechać. Albo już po kilkudziesięciu kilometrach noga była zbyt zmęczona, albo popełniałem błędy techniczne, albo trafiałem na tłok, który uniemożliwiał bezproblemowe podjechanie. Na treningach odbywało się bez takich problemów i udawało się Jałówkę podjeżdżać. Jak będzie dziś na tej “podlaskiej wiedźmie”?


Rozmowy przed startem

Przyjazd wcześniej, bo to pierwszy w sezonie start w Maratonach Kresowych. Trzeba odebrać numer, sprawdzić chip czy działa. Okazuje się, że bateria żyje i jej stan wskazuje, że do końca sezonu da radę. Już trzeciego! 🙂 Oczywiście krótka rozgrzewka, spotkania, rozmowy. Wcześniej staję w sektorze, gadam z Żebrem i Darkiem.

Start punktualnie i bez większych problemów. Oczywiście jak to u mnie na początku nie umiem pojechać na tyle mocno, żeby czołową grupę utrzymać. Ale też już wiem, że nie ma co się szarpać. Że się rozkręcę i będę doganiał co moje 😉 Początek trochę piachu, pola, szutry. Na piątym kilometrze dojeżdżamy do niewielkich, bagiennych kałuż, które okazują się jednymi mokrymi miejscami na trasie. Ale wystarczają, żeby przemoczyć buty i uwalić rower na maksa. Poprawka będzie w drodze powrotnej.


Start
Za Studziankami zaczyna się ściganie. Po dziesiątym kilometrze noga zaczyna pracować na odpowiednim poziomie, a serce daje radę. Ogólnie cały początek, pierwsze 10 km na tętnie powyżej 180 (max 188) i mocy 272W. Rewelka, mocno 😀 Najmocniej w tym sezonie. Krzywa mocy pokazuje z 20 minut 279W i jest to wynik nawet lepszy od czasówki z marca na Coll de Rates (275W) 🙂 Strava szacuje mi FTP po tym wyścigu na 271 W, a TrainingPeaks na 264W. Ciekawe, co na to mój trener 😉
13055148_496865693851193_8641129153913343285_o

Początek, jak zwykle gdzieś z tyłu…

Później, co oczywiste, jechałem już lżej. Doganiając następne grupy i zawodników odpoczywałem, oszczędzając energię. Kilka razy mocno pociągnąłem, spawając grupę z przodu. W połowie dystansu byłem już wśród tych, wśród których powinienem jechać. Oczywiście jak to zwykle bywa, nie okazuje się to takie łatwe. Niestety na sztywnej górce na Zacisze grupka się dzieli. Jest nas około 10 osób i robi się tłoczno. Trzeba butować, jedyny raz na tym wyścigu, ale takie sytuacje zmieniają układ sił. Zaczyna się gonitwa. Doganiam Skalskiego z Renault, który jest konkurentem w mojej kategorii, tak samo jak Muryghin ze Sprintu. Przed nami, jak dobrze liczę Jusiński i Żeber, więc wśród nas rozegra się walka o trzecie miejsce. Gdzieś z tyłu zostaje na szczęście Wiesław z Obstu, który byłby czwartym do brydża w tej sytuacji.

IMG_8996

Jacek, Ja, Tomek Skalski z Renówki

Mam do pomocy Jacka z teamu, z Muryginem jedzie jeszcze Marcin i Andrzej, obaj ze Sprintu. Jedynie Tomasz z Renówki nie ma żadnego wsparcia. Tasujemy się trochę na trasie. Pamiętam, jak w Mrągowie obydwoje mieliśmy skurcze. On to lepiej przetrzymał, był mocniejszy, wygrał. Teraz jedziemy równo, u mnie skurcze się nie pojawiają, u niego też nie widzę, żeby go trapiły. Tu jeszcze mamy Muryghina do “tańca” i wydaje się mocny. Będzie ciekawa rozgrywka.


Na trasie

Na Jałówkę wjeżdżamy w takiej niewielkiej grupie. Nie ma ścisku, zachowuję dystans. Widzę, że kilku wyżej już butuje. Ja jadę mocno i równo, dociskam siodło na samym czubku, kontroluję tor jazdy. Nie jest aż tak luźno jak zawsze, rower dobrze się trzyma, nie popełniam błędu… i wjeżdżam Jałówkę po raz pierwszy na zawodach 🙂
13055645_496912813846481_1729556003765751000_o

Jałówka… zaciśnięte zęby, skupiony wzrok. Podjeżdżam! 🙂

Zostaje ostatni odcinek, już bez żadnych trudności, 10 ostatnich kilometrów. Atak przepuszcza Muryghin i ucieka z Andrzejem… było to do przewidzenia, ale nie miałem siły dopowiedzieć. Zostaję z Renówką i Jackiem z tyłu. Wjeżdżamy na łąki wzdłuż rzeki, znów zaliczamy bagienko i dostajemy dodatkową dawkę kąpieli błotnej na zakończenie. Tu jak dzik idzie Marcin ze Sprintu swoją masą, przemyka i robi od razu kilkadziesiąt metrów przewagi. Jacek zostaje gdzieś z tyłu, ja jadę ze Skalskim z Renault. A więc to będzie bezpośrednia walka 😛

Ostatnie kilometry, pilnujemy się z Tomkiem

Ostatnie kilometry, pilnujemy się z Tomkiem

Ostatnie kilometry, doganiamy Andrzeja, który osłabł, przed nami Marcin i w oddali Muryghin. Wiem, że go już nie dogonimy. Wjeżdżamy na asfalt, ostatni podjazd. Trzymam się Tomka na kole, patrzę na jego korby.. nie naciska zbyt mocno.

Ostatni podjazd przed metą... czaję się :)

Ostatni podjazd przed metą… czaję się 🙂

W połowie podjazdu naciskam i atakuję. Nie ma czym odpowiedzieć, zostaje 20 metrów z tyłu. Samotnie wjeżdżam zadowolony z takiego rozdania na metę. Chociaż wiem, że najprawdopodobniej z Muryghinem przegrałem podium, to zwycięstwo na ostatnim podjeździe przed metą z zawodnikiem, z którym ostatnio przegrałem, smakuje rewelacyjnie 😀


Zadowolenie na mecie
Co do miejsca to dochodzę do wniosku, że przyzwyczajam się do czwartych i nie są takie złe 🙂 Człowiek jest wysoko, więc zadowolony, a może się szybko zmyć, nie czekając na dekoracje. I szybko zasiąść w domu z zimnym piwem w ręku 😀

Bardzo dobry i ciekawy wyścig. Równo pojechany, bez kryzysów, z odpowiednim zapasem mocy do końca, jestem zadowolony. Szczególnie z danych, które już przeanalizowałem. W tamtym roku, w tym samym mniej więcej momencie (Wasilków był 1 maja) miałem o wiele gorsze wyniki 🙂

NP – 2015: 252W, 2016: 261W

średnia moc – 2015: 229W, 2016: 240W

średnie tętno – 2015: 171 ud/min, 2016: 175 ud/min

średnia moc 20 min – 2015: 255W, 2016: 279W

30 min – 2015: 251W, 2016: 266w

60min – 2015: 244W, 2016: 255W

Miejsce – 2015: Open 25/140, Master 4/34, 2016: Open: 17/91, Master 4/25 …konkurenci o wiele mocniejsi

Rating – 2015: 93,99%, 2016:91,25%

No to jest dobrze! 😀

Tym bardziej, że NIE pojawiły się skurcze 🙂 Cały maraton przejechany bez tych uciążliwości. Dopiero przy ataku na ostatnim podjeździe przed metą coś tam głęboko poczułem, ale to było jakby wspomnienie tego, co mam nadzieję, już nie wróci. Wraca za to wszystko do normy 😀

Powadzę grupę

Gdzieś na podjeździe na czele grupy

Przy okazji maratonu w Mrągowie zacząłem prowadzić moją subiektywną ocenę organizacji i wszelkich aspektów zawodów, w których startuję. Myślę, że należałoby to pociągnąć, tworząc jakiś ranking 😉 i oceniając tym razem Maraton Kresowy w Wasilkowie.

Pogoda

Udała się niesamowicie. Rano padało, w czasie zawodów było ciepło, świeciło słońce… a teraz wieczorem znów naszły chmury i leje. Organizator ma szczęście 😉 Oczywiście to nie podlega żadnej ocenie.

Lokalizacja

Bardzo dobra w Wasilkowie, w okolicach stadionu miejskiego. Może zbyt mało parkingów, ale uliczek dookoła cichych na zaparkowanie dostatek. Nie ma rewelacji, ale jest bardzo poprawnie i bezproblemowo. Start, biuro zawodów w hotelu obok stadionu, stołówka, namioty. Bez tego klimatu co w Mrongoville, ale nic więcej nie potrzeba.

Ocena: 8/10

Biuro Zawodów

2016-04-16 14.37.25Jak zwykle na MK (choć początki kilka lat temu były trudne) wzorowe, czy wręcz rewelacyjne. Każdy wie co ma robić, bez problemów, wszystko dopięte na ostatni guzik, żadnych zaskoczeń i problemów. Człowiek nie zdąży się rozjechać i przebrać po maratonie, a wyniki już na tablicy wiszą. I to prawidłowe 🙂 Tutaj kilka lat doświadczenia i “szlifowania formy” daje bardzo pozytywny wynik. Wielu orgów mogłoby się uczyć i brać przykład!

Ocena: 10/10

Oprawa zawodów

Za krótko byłem, za dużo nie widziałem. Ale wszytko jest na miejscu. Namioty, podium, banery, dobrej jakości nagłośnienie. Pojawiła się na dodatek jakaś Pani, która potrafiła mówić do mikrofonu i przekazywać komunikaty. Wszystko w najlepszym porządku i na dobrym poziomie. Po zawodach masaże, dużo szybkich przekąsek (ciastka, banany, woda itp.). Nie wiem co się działo w trakcie, czy podczas zawodów, albo między dekoracjami. Na dekoracje nie czekałem 😛 Jako posiłek regeneracyjny dwie zupy (pomidorowa i grochowa?) i bigos z chlebem. Nie za bardzo “kolaskie”, ale dobre i wystarczające. Do tego dodatkowy namiot, w którym można było dokupić coś innego, kawę itp. Generalnie wszystko na tip-top 🙂

Ocena 9/10

Wyniki i dekoracje

13047948_1028516640517011_3126868987713880310_o

Podium Open: Sarunas Pacevicius, Grzegorz Maleszka, Domas Manikas

Jak już wyżej wspomniałem Biuro Zawodów, pomiar czasu i aplikacja obsługująca, generują wyniki błyskawicznie. Po rozjeździe i przebraniu się, są już dostępne i bez błędów. Widziałem dekoracje Półmaratonu, na resztę nie czekałem. Przywilej okupowania czwartego miejsca 😉 Ale były od razu, bez problemów i jak zwykle na wysokim poziomie.

Ocena 10/10

Oznaczenie i przygotowanie trasy

12990929_1124520640931456_1649985012015238422_nJakość oznaczenia na MK to klasa sama w sobie. Ilość strzałek, ich umiejscowienie, powtarzanie, ostrzeżenia, strzałki przed, w trakcie, po zakręcie, taśmy… nie da się zgubić. Chociaż ktoś, kto jest nieuważny, zawsze potrafi… na przykład jedna Mucha, którą spotkałem na trasie 😉 Na tym cyklu jedzie się jak po sznurku, to też kwestia doświadczenia, błędów, nauki przez wiele już lat i przerobionych tras. Tutaj wszystko jest w odpowiedni sposób, w odpowiednim czasie i na odpowiednim poziomie. Wasilków dla mnie był oznaczony rewelacyjnie.

Ocena 10/10

Trasa

Jak zwykle creme de la creme każdego wyścigu. Trasę w Wasilkowie lubię, a w tym roku dzięki podmokłym łąkom na początku i pod koniec dostała dodatkowych atrakcji. Rześka kąpiel nóg już na piątym kilometrze, to fajna sprawa 🙂 Później już było tylko lepiej. Nie ma na Podlasiu gór, nie ma wąwozów nad jeziorami jak w Mrągowie, ale wyciśnięte z tej części Puszczy Knyszyńskiej jest wszystko, co można. Jest gdzie się na tych pagórkach zmęczyć, nie jest nudno, nie jest szeroko i nie jest bardzo szybko. Jest tak, jak na takim maratonie być powinno. Brakuje w takich wyścigach trudności technicznych, zaskoczeń, strachu i wielkiej męki. Ale też jest satysfakcja z przejechania i zakończenia.

Trudności techniczne :P

Trudności techniczne 😛

Ciężko jest oceniać trasy o takim charakterze, jeśli się lubi jeździć w górach, zaliczać wyrypy, czy uczestniczyć w zaskoczeniach na miarę Mrągowa. Trasa jeśli chodzi o trudność to takie 4/10, natomiast jeśli chodzi o jakość i wykorzystanie terenów i możliwości, to mocne 8/10.

Ocena końcowa

Kresowe zaczęły już w tamtym sezonie być bardzo dobrymi jakościowo maratonami, w tym ugruntują swą pozycję, jestem tego pewien. Tu poziom organizacji, oznaczenia tras i samo zadowolenie z jazdy jest na bardzo wysokim poziomie. Coraz więcej ludzi staruje, coraz więcej przyjeżdża z dalszych zakątków Polski. I moim zdaniem będą wracać, będą chwalić i zachęcać innych zawodników do startów, bo naprawdę warto 🙂

Na koniec w podsumowaniu mocne 8/10

P.S. Gdyby taki maraton z tym poziomem organizacyjnym był w górach, na ciężkiej i technicznej trasie, nie wahałbym się dać w podsumowaniu 10/10 😉

W galerii zdjęcia mojej Ali (nadworny fotograf PtaQnaBajQ 😉 ), Leszka Żebrowskiego, Marka Kulikowskiego, Pijącego Mleko, Marii Lipowieckiej, Bogusława Lipowieckiego.


Maraton Kresowy Wasilków