… czyli temat, który jest ostatnio “na tapecie”.

DSC05110

UCI zezwoliła w tym sezonie na dobrowolne używanie hamulców tarczowych przez zawodowe ekipy podczas wyścigów. Polemika i dyskusje w temacie trwały już od dawna. W tym sezonie to rozwiązanie miało być już sprawdzone w boju. I przeszło ciężki bój na brukach Północnej Francji podczas Paris-Roubaix. Na tyle ciężki… że były ofiary.

Fran-Ventoso-disc-brake-cut-2-768x1024Tak zwana “sprawa Ventoso” przejdzie zapewne do historii Fran-Ventoso-disc-brake-cut-1-1024x600kolarstwa jako swoisty kazus użycia tarczówek w peletonie szosowym. Co się stało, do końca nie wiadomo. Jak podejrzewa sam zawodnik i jego drużyna, w czasie kraksy wpadł na rower któregoś z zawodników używających tarczówek i rozharatał nogę aż do kości… Zdjęcia tylko dla tych mniej wrażliwych. Specjalnie je zmniejszyłem, żeby za dużo nie było widać 😉

 

Cała sprawa wywołała dużą reakcję światka kolarskiego. Przez chwile internety kolarskie tylko tym żyły. Oczywiście, jak to zwykle bywa rozgorzała dyskusja, ukazały się argumenty za, przeciw, przypuszczenia, badania, spekulacje, dowody. Nawet trochę nerwów i wzburzenia się przetoczyło. Chociażby u mnie na fejsie, po umieszczeniu informacji z relacją Ventoso z całego zajścia, rozwinęła się w komentarzach ostra momentami dyskusja.


Mam to szczęście, że w tej całej dyskusji mogę się wypowiadać jako osoba, która wie w temacie trochę więcej, niż większość 🙂 Jeżdżę na Tarmacu z tarczówkami już ponad rok. Więc w odróżnieniu od wielu teoretyków mam do tego praktyczne podejście i doświadczenie. Nie oglądałem tarcz w szosie na zdjęciach w necie, czy na wystawie sklepowej, tylko przejechałem na nich coś około 10 tys. kilometrów. A to mi daje możliwość wypowiadania się w temacie z trochę innej pozycji. Nie wywodzę swego zdania z opinii przeczytanych w necie, tylko z praktycznego użytkowania takiego roweru i hamulców.

VIRB0488

Szosówek z tarczami nie ma wiele. W zasadzie odnoszę wrażenie… że ich w ogóle nie ma 😛 Nigdy jeszcze na drodze nie spotkałem żadnego kolarza na szosie z tarczami, czy to w Polsce, czy w Hiszpanii. W grupach, w których jeździłem, nigdy nie spotkałem nikogo, kto by na takim rowerze jeździł. Nigdy nikogo takiego nie wylukałem… Zawsze byłem jedynym rajderem na takim sprzęcie w grupie i na trasie. Nie wiem tak naprawdę ile szosówek na tarczach się sprzedaje. Szukałem jakiś danych w necie, jakiegoś udziału w sprzedaży, ale żadnych informacji w temacie nie znalazłem. Rower szosowy na hamulcach tarczowych to na razie taka ciekawostka, najczęściej widywana na zdjęciach. Oczywiście mam świadomość, że nie jestem “rodzynkiem”, a mój Tarmac nie jest jedyny. Ale podejrzewam, że 90% czytających ten wpis nie spotkało na żywo tarcz w szosie, a 99% na takim sprzęcie nie jeździło. Jest jak Yeti… nikt nie widział, chociaż wiadomo że istnieje… 😉

Nie widział… chyba, że jeździł z PtaQiem 😉 Tak jak napisałem wyżej, swoje kilometry na tarczach już przejechałem. Dlatego też pozwolę podzielić się kilkoma uwagami i spostrzeżeniami co do tego rozwiązania.

Samo rozwiązanie technicznie oczywiście jest super. Jeśli się je stosuje z powodzeniem w MTB, w przełajach, gdzie zyskuje coraz większą popularność, to czemu miałoby to być gorsze rozwiązanie dla rowerów szosowych? Na pewno nie jest! Dla jasności sprawy. W codziennym użytkowaniu naprawdę trudno poczuć różnicę. Jedziesz, hamujesz, stajesz. Żadna filozofia, nic nadzwyczajnego. Hamulce tarczowe pokazują swoje plusy w warunkach trudniejszych, czy wręcz ekstremalnych. Dokładnie tak samo, jak w wypadku innych rodzajów rowerów. Miałem tą (nie)przyjemność jeździć w górach w czasie deszczu.

VIRB0809 (2)

W zeszłym roku w Calpe w marcu nie było dobrej pogody. Pogoda była wręcz podła. Zimno, wietrznie i… deszczowo. Po to człowiek jedzie na zgrupkę w takie miejsca, żeby jeździć i robić kilometry. Więc często nie oglądając się za siebie (a w zasadzie nie patrząc na wiszące, ciężkie deszczowe chmury i złe prognozy pogody), wyjeździliśmy na trening, wiedząc że będzie mokro. I często było. Najważniejsze w całym “testowaniu” tarczówek w szosie było to, że było mokro na zjazdach. I wtedy oczywiście hamulce tarczowe pokazują to, co znamy z innych rowerów. Pewność, modulację hamowania, skuteczność. W takich warunkach są naprawdę super! Jak zjeżdżaliśmy grupą, często co niektórym “kończyły się hamulce”, skuteczność zwykłych hamulców zawodziła, zaczynały się nerwy i często strach. Tam gdzie niektórzy zaciskali klamki do końca, zęby w bólu, a oczy w strachu, tam ja na swoim Tarmacu panowałem nad zjazdem w pełni. Modulacja i wyczucie siły hamowania jest doskonałe. Często nawet zdarzał się poślizg, który dało się kontrolować, wchodząc w zakręt delikatnym driftem. Hamulec szczękowy generalnie jest zero-jedynkowy w porównaniu do tarcz. Czasami z tej jedynki niewiele zostaje, gdy warunki są trudne…

VIRB0705 (2)

W normalnych warunkach tej różnicy zasadniczo nie widać. Rower szosowy jest lekki, a powierzchnia styku jego wąskiej opony z asfaltem niewielka. Niezależnie czym hamujesz, jeśli chcesz się gwałtownie zatrzymać, zatrzymasz się tak samo. Blokując koło i trąc oponą po asfalt. Lub ślizgając się, jeśli po płaskim jednak droga będzie mokra. Tu nie ma żadnej różnicy. Ani w sile, ani w skuteczności, ani w czasie zatrzymania. Tu zasada zero-jeden działa tak samo.

Jest natomiast jedna różnica… w łącznym czasie reakcji: oko-ręka-klamka-klocki-tarcze-blokada. W czasie kiedy w zwykłych hamulcach człowiek naciśnie na klamkę, a linka mechanicznie przeniesie rosnącą siłę nacisku na klocki, a te wreszcie zablokują koło, w hamulcach tarczowych już w zasadzie stoimy. Gwałtowne naciśnięcie na klamkę skutkuje naprawdę gwałtowną reakcją całego układu i szybkim zblokowaniem koła. O wiele szybszym, niż w wypadku klasycznych hamulców szczękowych. Ma to swoje plusy i minusy. Do tego jeszcze wrócę…

Tak wyglądają rzeczywiście podobieństwa i różnice w jeździe (a przede wszystkim w hamowaniu) na tych dwóch rodzajach “hebli”. I naprawdę wierzcie mi co mówię (ekhmm… piszę), bo na zwykłych hamulcach szczękowych przejechałem ze trzy sezony, łącznie jakieś 20 tys. kilometrów, w tym ze dwa tysie także w górach koło Calpe. Widzę różnicę tam gdzie ona rzeczywiście jest, nie widzę jej tam, gdzie jej dla mnie nie ma.

VIRB0331

Teraz, jak widzę w związku z tym stosowanie hamulców tarczowych w zawodowym peletonie? Jakie widzę zagrożenia, jakie są argumenty za, jakie przeciw? Wreszcie jakie wnioski można wyciągnąć ze “sprawy Ventoso” i jakie emocje wzbudziła? Dlaczego w swoim wpisie na fejsie napisałem, że Vonetoso ma rację?

Ponieważ odnosząc się do jego słów, że: “Tarczówki nie powinny się były pojawić w zawodowym peletonie. Nie znam nikogo, komu nie wystarczałyby zwykłe szczękowe hamulce. Nie spotkałem też nikogo komu nie ślizgałoby się koło przy ostrym hamowaniu, nie ważne przy jakich hamulcach. Po co nam więc tarczówki?“, mogę stwierdzić, że ma generalnie rację. Rozwijając myśl, zawodowcy jeżdżą jak zawodowcy, zjeżdżają jak zawodowcy. Hamują też jak zawodowcy, mają sprawny sprzęt, dobre klocki, doświadczenie i wyczucie. Oczywiście widzimy sytuacje, gdy zjeżdżając po serpentynach w deszczu mają problemy, potrafią się nie wyrobić w zakręcie, wyłożyć na łuku drogi, przelecieć przez barierkę. Z jednej strony w podobnych sytuacjach hamulec tarczowy mógłby pomóc. Kogoś wyratować, uchronić od kraksy. Z drugiej strony, czy nie spowodowałby, że zawodnicy zjeżdżaliby jeszcze pewniej i szybciej, coraz bardziej się narażając? Przekraczając granicę, za którą już nie ma znaczenia czy jedziesz na zwykłych hamulcach, czy tarczowych. I tak lecisz przez barierkę… Coś na zasadzie: masz lepszy silnik – jeździsz szybciej, masz lepsze hamulce – hamujesz później i mocniej. Ten kij może więc mieć na wyścigach dwa końce…

A co w innych sytuacjach? Z założenia nawet bardziej niebezpiecznych? Masowa kraksa na trasie przy prędkości 60 km/h… Tutaj także hamulce tarczowe z jednej strony mogą kogoś “wyratować”. Z drugiej być przyczyną kraksy. Teoretycznie, jeśli w takiej sytuacji ktoś z przodu hamuje na tarczach, to reakcja układu hamulcowego jest szybsza. Może o tyle szybsza, że zawodowiec zatrzyma się jednak te kilka centymetrów przed leżącą grupą, lub zdąży ją wyminąć. Ale co w takiej sytuacji dzieje się za nim? Ktoś ma jednak mniej czasu na reakcję. Jeśli na dodatek jeszcze jedzie na innych, z założenia gorszych, klasycznych hamulcach szczękowych… to sytuacja odwraca się w drugą stronę. Zanim układ zareaguje, zablokuje koło… to zatrzymanie może już być na tych co stoją lub leżą z przodu.  To właśnie miałem na myśli pisząc, że ma to swoje plusy i minusy.

DSC05116

Nie będę się zagłębiał w inne argumenty. Te w rodzaju, że szybciej lub wolniej trwa wymiana koła. Że potrzebne dodatkowe samochody wożące dodatkowe koła na wymianę. Że będą dodatkowe koszty. Nie będę się zagłębiał w spekulacje, czy to tarcze pocięły nogę Ventoso, czy jednak coś innego. Że nie ma na to dowodów, albo że sam zawodnik nie jest tego pewien i tak tylko przypuszcza. Tą sprawę zbada UCI i dojdzie do jakiejś (pół)prawdy i być może wyciągnie jakieś wnioski. Faktem jest, że zawiesiło stosowanie tarczówek w rowerach szosowych zawodowego peletonu.

Odniosę się natomiast do kilku wypowiedzi, które się pojawiły pod postem. Chodzi o te, które najogólniej rzecz ujmując dotyczą stosowania hamulców tarczowych w rowerach MTB i przełajowych. Że przecież stosowane są od wielu lat, raczej pomagają, a nie wywołują niebezpieczeństwa. I nie “tną” zawodników. Prawda!

Z tym, że Ja widzę zasadniczą różnice pomiędzy rozpędzonym po asfalcie do 60 czy 80 km/h peletonem złożonym z dwustu zawodników, a zawodami przełajowymi czy MTB. W przełajach prędkości są o wiele mniejsze. Masowa kraksa zdarzy się czasami na starcie, gdy zawodnicy jeszcze się nie rozpędzą. Później raczej jadą w małych grupkach, rozciągnięci. O wiele wolniej niż na szosie. Jak padają, to dwóch, trzech czasami wpadnie na siebie. Z mniejszą prędkością, w sposób o wiele mniej gwałtowny. Podobnie w MTB. W wyścigach zawodowców nie ma masowych kraks, zawodnicy pokonują trasy o wiele “spokojniej”, bez tłoku, w mniejszych grupach lub samotnie. Nawet jakiś upadek na szybkim zjeździe rzadko skutkuje “nakładką” pozostałych zawodników. Nie mówiąc już o tym, że wyhamowanie w MTB czy przełajach jest łatwiejsze i skuteczniejsze, niż rozpędzoną po asfalcie szosówką. Oczywiście czasami ktoś potrafi nam udowodnić, że jest inaczej (patrz Spartakus i Sagan w Primaverze), ale to raczej wyjątki potwierdzające regułę 😉 Jest więc według mnie zasadnicza różnica między rozpędzonym na asfalcie peletonem, a wyścigami przełajowymi, czy MTB… nawet jeśli startuje na nich kilkuset amatorów, rozpędzonych na szybkim szutrze lub asfaltowej dojazdówce.

Dodatkowo jak wiemy wyścigi, umownie je nazywając “terenowe”, to często błoto, błoto, błoto… Śliskie kamienie, ostre zjazdy, warunki w których skuteczność hamowania ma zasadnicze znaczenie. Tam gdzie ewidentnie nie dają rady canti czy v-brejki, tarcze sprawdzają się fenomenalnie. A różnica w hamowaniu tarczówkami jest kolosalna. Canti w złych warunkach to tak w zasadzie spowalniacze, a nie hamulce 😛 Szczęki w góralu często nie sprawdzają się wcale dużo lepiej. W tych rowerach tarczówki są już codziennością, bo się po prostu o wiele lepiej sprawdzają i większość nas poznała to we własnych doświadczeniach (ja też zaczynałem na MTB z v-breakami). W szosie różnica pomiędzy skutecznością tych dwóch rodzajów hamulców jest o wiele, wiele mniejsza. Wiem, bo przecież mam w tym zakresie własne doświadczenie 🙂

VIRB0112 (2)

Czy tarcze hamulcowe mogą ciąć? Nie wiem. Naprawdę, nie próbowałem 😛 Mogę sobie wyobrazić, że przy dużej prędkości i gwałtownym uderzeniu, taka tarcza, mimo że nie jest przecież ostra, a jej krawędź ma coś około 2mm grubości, może się wbić w ciało lub ciąć. Może także parzyć, gdy jest nagrzana. Może, czysto teoretycznie, stanowić niebezpieczeństwo. Trudno się nie zgodzić, że: “… tarczówki to wielkie noże, maczety, jeśli dostaniesz taką przy odpowiedniej prędkość. A czasem jest to 80, 90 czy 100 na godzinę. Miałem szczęście, że nie odcięło mi nogi, poszła tylko skóra i mięsień. Ale wyobrażacie sobie takie przecięcie w okolicach tętnicy szyjnej czy udowej?” Jeśli to nawet tylko teoria, nawet mało prawdopodobna, to według mnie takie niebezpieczeństwo w wyścigach szosowych może istnieć i być realne. Mogę to sobie wyobrazić… a nie chciałbym czegoś takiego widzieć.

Czy tarcza jest wystarczająco schowana, żeby nie uszkodzić zawodnika? Czy umiejscowienie tarczy blisko koła, za widełkami, uniemożliwia jej dotknięcie. Raczej nie…

Czy upadający zawodnik może wpaść jakąś częścią ciała na taką tarcze? Ręką, nogą? Palcami? Głową? Wydaje się, że jednak tak…

Czy lecące w trakcie kraksy koło, które wypadło z widełek (całkiem częsty widok), może uderzyć zawodnika w taki sposób, że uderzy tarczą? Można to sobie wyobrazić…

W komentarzach ktoś rzucił zastrzeżenie co do kasety. Że znajduje się w podobnym miejscu, co tarcza. Że też można się na nią nadziać i wywołać ranę szarpaną. Że nikt jakoś nigdy nie narzekał i nie było takich przypadków… Otóż były. Ja jestem takim przypadkiem. Jakieś dwa czy trzy lata temu nadziałem się piszczelą na kasetę zawodnika padającego przede mną. Wbiłem się w nią aż prawie do kości i miałem kila ładnych dziurek, z których krew się sączyła do końca maratonu. Do dziś mam po tym zdarzeniu mam niewielkie i słabo widoczne, ale jednak blizny na nodze. I uwaga… ranę miałem na podobnej wysokości nogi, co rana Ventoso. I to na nodze prawej, a więc po stronie dokładnie tej, po której znajduje się kaseta. Może trudno to sobie wyobrazić, ale jednak nadziałem się na nią prawą nogą…

VIRB0385 (2)

Reasumując.

Jeśli stosowanie hamulców tarczowych w zawodowym peletonie szosowym obok plusów ma także swoje minusy. Jeśli bilans unikniętych dzięki nim wypadków i kolizji, znosi się z bilansem wypadków przez nie wywołanych. Jeśli ich zastosowanie nie podnosi bezpieczeństwa, a wręcz może stwarzać (nawet jeśli tylko teoretycznie) niebezpieczeństwo innego rodzaju. Jeśli większość zawodników nie widzi sensu ich stosowania. Jeśli większość z nich jest przeciwko i nie mają zamiaru ich stosować. To czy naprawdę jest sens wprowadzania ich w zawodowym peletonie?

Dla jasności. W podsumowaniu. Jeżdżę na tarczówkach w szosie. Doceniam je, są świetne. Zdają egzamin, w warunkach amatorskiego treningu czasami pomagają i raczej nie stwarzają zagrożenia. Może dziwnie wyglądają w szosie, może trudno do ich widoku się przyzwyczaić. Ja już na to nie zwracam uwagi, a doceniam. Lubie mojego Tarmaca na tarczach 🙂 Jestem jak najbardziej za ich dalszym rozwojem i stosowaniem. Ale niekoniecznie w zawodowym peletonie szosowym. Tam bilans plusów i minusów może być niekorzystny. Szczególnie jeśli rzeczywiście kiedyś zdarzy się jakiś tragiczny, nieprzewidziany wypadek, w którym coś się jakiemuś zawodnikowi poważnego stanie. O wiele poważniejszego niż Ventoso podczas tegorocznego P-R…

Czy warto ryzykować?

VIRB0480