… czyli jak nauczyłem się biegać na maratonie.

Trzeci start w tym sezonie, trzeci zaliczony cykl. Różnorodność wcielona w życie 🙂 Na początku był skok na północ, MTB Mazury, ściganie w Mrągowie. Później Kresowy pod domem, w Wasilkowie. Teraz przyszło mi wyruszyć na południe, na Cyklokarpaty do Przemyśla. Na południe,  a więc w góry… no prawie w góry, bo tak naprawdę to dopiero ich przedsmak – Pogórze Przemyskie. Przyjemnie pofałdowane tereny, które wyśmienicie nadają się na mtb… i jak się okazało, potrafią dać w kość 🙂

DSC00654Logistyka tradycyjna dla niedzielnego wyścigu. Wyjazd w sobotę z rana, droga długa i nie najlepsza, więc dopiero około 16-stej na miejscu. Zakwaterowanie w taniej agroturystyce w miejscowości Dybawka pod Przemyślem, nad którą, jak się okazuje, przebiega trasa maratonu. Jesteśmy z Tomkiem i naszymi niewiastami, które zostawiamy na ploteczki, a sami oczywiście uderzamy w trasę na rozjazd.

Uderzenie było mocne… choć miękkie, bo miało konsystencję mazistego błota 😛 Wystarczyło ledwo 8 kilometrów trasy i pół godziny kręcenia, żeby nas uwalić po pachy, a rowery po czubki gripów. Takiego błota dawno (a może nigdy) nie widziałem. Trasy tu mają całkiem inne podłoże. Zamiast znanych mi piachów i szutrów, ciężka ziemia, glina i lessy. Padało w okolicach Przemyśla przez ostatnie dwa dni. Taka ziemia nie przyjmuje tak chętnie wody. Wszystko stoi i nie wsiąka. Dodatkowo podłoże zryte przez maszyny, lub jak się okazało, samochody geofizyki robiące jakieś odwierty czy badania. Głębokie koleiny, kałuże, maziaja, zasysająca i klejąca się breja. Klejąca się do opon, roweru, napędu. Efektem tego były nie kręcące się koła, zablokowane przerzutki, rower i rajderzy do mycia. Jeśli po kilku kilometrach trasy mamy takie problemy, to jak będzie dnia następnego na ponad 60-ciu kilometrach Giga?

  • Panorama okolic Przmyśla
    Panorama okolic Przmyśla
  • Będziemy podjeżdżać drogę z lewej... trochę błota
    Będziemy podjeżdżać drogę z lewej... trochę błota
  • Błoto...
    Błoto...
  • ... więcej błota
    ... więcej błota
  • ... jeszcze więcej błota :P
    ... jeszcze więcej błota 😛
  • Rower do czyszczenia
    Rower do czyszczenia
  • Całkowicie zblokowany napęd
    Całkowicie zblokowany napęd
  • ... a gdzie opona?
    ... a gdzie opona?

 

Zamiast więc zrobić lekki rozjazd, ostatecznie robiliśmy jazdę dociążonymi o dwa kilo błota rowerami, w poszukiwaniu gospodarza, który użyczy węża z bieżąca wodą, żeby nasze rumaki umyć. Ostatecznie się udało i z nie małym trudem pozbyliśmy się jego najgorszej, wierzchniej warstwy. Pucować rowerów nie było sensu, bo i tak dnia następnego w założeniach miały się  znów w tej mazi utopić 🙂

DSC00676W niedzielę dojazd kilka kilometrów do centrum Przemyśla na start, który oczywiście był rozgrzewką. Dzięki świetnej organizacji, wcześniej zamówionym i dostarczonym numerom, opłaceniu startu, w zasadzie pozostało stanąć tylko w sektorze startowym, co też z Tomkiem uczyniliśmy. Kwadrans czekania i punktualnie o 11-stej start.

PtaQ ze startem do lotu zawsze ma problem, więc w Przemyślu nie było inaczej. Jak to zwykle bywa zostaję z tyłu 🙂 Przestaję się tym już spalać i przejmować. Zawsze mnie zepchną, zablokują, spływam do tyłu. Tym razem nie było inaczej… spłynałem z mojego drugiego sektora startowego pewnie gdzieś do trzeciego czy czwartego. Najpierw ktoś przyblokował, późnej ktoś stanął, a na dodatek jeszcze policyjny motor utknął na ciasnym wirażu po bruku. Maraton zaczął się od kręcenia pod górę po uliczkach miasta, po kocich łbach, bruku, po ścieżkach wzdłuż murów. Później trasa zaczęła nas wyprowadzać z miasta podjazdem ulicą Tatarską, po płytach na południowy zachód. Tutaj noga zaczęła już kręcić i parłem do przodu, gubiąc między innymi Tomka. Selekcja na pierszych kilometrach… to mi sie podoba 🙂 13115962_1211281225548717_4244906008654876415_oPoczątek już pokazał, że przewyższeń będzie sporo, a podjazdy będą długie i soczyste. Na razie błota nie było… ale zaczęło się około 9 kilometra. Zjazd z szerokiej szutrówki w las, niebieski szlak… i dramat 😛 Po kilkuset metrach pierwszy postój. Wszyscy biegiem, na początek nawet przepychanie i wyprzedzanie. Biegnę więc i Ja 🙂 Bieganie z rowerem z reguły nie trwa dłużej niz minutę czy dwie. Tu przeciąga się do pięciu… dziesięciu… Wszytstkich opuszczają siły i całay peleton karnie kroczy gęsiego 🙂 Rower już oblepiony, opony zero trakcji, brak możliwości jechania. Pozostaje pchać lub nieść. Z noszenia jednak wszyscy szybko rezygnują, rower za ciężki, a nogi potrafią się zapaść w błoto po kostki. Kilka razy ktoś próbuje jechać, próbuję i Ja. Kilka razy patykiem wygrzebuję błoto z napędu, z okolic suportu i przedniej przerzutki. Zawsze udaje się podjechać góra kilkanaście metrów i znów butowanie. Nie jest to sytuacja komfortowa, ale przyjmuję na klatę. Wszyscy butują, butuję też i Ja 🙂 Nie słychać też za bardzo buntu na pokładzie, raczej idą w kroczącym peletonie śmieszne teksty i rozlegają się śmiechy. Poznajemy chyba każdy rodzaj wrednego błota, jakie natura potrafiła stworzyć. Głębokie i wciągające, ciężkie i lejące się, kryjące się pod trawami i rozlewające się na całą szerokość szlaku. Błoto, błoto, błoto… pod koniec zaczęło siadac na psychice 😛

DSC01716Cała błotna sekcja ma prawie 5 km długości i pokonuję ją… w 36 minut 😛 Na wykresie widać, że przejechane z tego jest może 1/4 dystansu (jest zapis mocy i kadencji), reszta na nogach, podbiegając, idąc, potykając sie i ślizgając na szlamie. Mogę powiedzieć, że tu w Przemyślu nauczyłem się biegać po błocie z rowerem 😀

DSC00991Później już jest lepiej. Są szutry, długie podjazdy, jeszcze trochę błota (ale do przejechania), szybkie zjazdy. Odcinek na łące, który nas pokonał dnia poprzedniego, okazał się całkiem już przeschnięty i nawet przejezdny. Noga dobrze podaje, doganiam zawodników, odrywam się od megowców, na singlach trochę przeszkadzają zawodnicy hobby. Wjazd na drugą pętlę po dłuuugim podjeździe pod Kruhel Wielki. Na szczęście organizator oszczędził nam powtórnego taplania się w błocie, bo druga pętla omijała niebieski, nieprzejezdny tego dnia, szlak. Doznałem wielkiej ulgi, gdy pilnujący trasy kazali jechać prosto… trzy kilometry szybkiego, szutrowego zjazdu 🙂 Dalej to już była bajka 🙂 Dostałem wiatru w żagle (no dobra, pod skrzydła 😛 ) i leciałem znaną już z pierwszej rundy trasę. W zasadzie poznałem co oznacza samotność gigowca, bo ani nikogo nie dogoniłem, ani też nikt inny mnie nie dopadł. Mijałem tylko ogony z mega, a może i hobby.

13147616_1211300745546765_8391858920894929396_oNa koniec jeszcze wisienka na torcie 🙂  W dół świetną trasą zjazdową wzdłuż stoku narciarskiego. Bandy, prędkość, niezły flow. Nawet to, że później po drugiej stronie było trzeba na sztywno stok podjeżdżać, nie zatarło tych wcześniejszych fajnych doznań. Póżniej jeszcze kawałek parku i ostatni podjazd… taka przemyska “Jałówka”. Bardzo podobny charakterem podjazd, choć zdecydowanie łatwiejszy do podjechania. Wjazd do miasta, trochę kręcenia po brukowanych uliczkach i można wydawać okrzyki radości i zwycięstwa 😀

DSC01689 300x200 - Cyklokarpaty PrzemyślPoczątkowo wydawało się, że trasa może mnie pokonać. A wyszło, że pokonałem ją w całkiem niezłym stylu 😛 Zapisy wysiłków w cyfrach są oczywiście dziwne i nie oddają całości zmagań i wysiłku włożonego w trasę. Kilka kilometrów biego-chodu po błotnistym niebieskim szlaku zniekształciło dość wyraźnie krzywą mocy. Ale czułem w nogach, że pojechałem całkiem mocno. Cyferki w zakresie od 1 minuty (428W) do 10 minut (290W) najlepsze w tym sezonie. Noga się wyrabia 😉 W Open na Giga miejsce 16, w kategorii M4 miejsce 5. Zepchnięto mnie z mojego ulubionego 4 😉 Musiałem się umyć, na dekorację szerokiego podium nie zdążyłem. Pozostał pamiątkowy dyplom.

 

Pogoda

Dopisała. Było ciepło, bez deszczu, momentami słonko przygrzewało nawet zbyt mocno. Rękawki i nogawki nie potrzebne były, było to wiadome jeszcze przed startem. W zasadzie miałem je tylko po to, żeby mniej mycia było. Za to więcej prania 😉

Lokalizacja

2016-04-30 18.45.16-1Genialna, centrum starego miasta, rynek. Dużo kibiców, dopingu, niezłe widowisko. Wszystko na miejscu i tak jak być powinno. Mimo, że nie lubię startów w miastach, tutaj wyjazd, a w zasadzie jeden długi podjazd, był super! Trochę tłoczno na wirażach, ale za to nie było szybko, w konsekwencji bardzo bezpiecznie. 9/10

Biuro Zawodów

Na miejscu przy starcie… nie miałem przyjemności. A podejrzewam że byłaby bardzo duża 😉 Nie widziałem kolejki, widziałem porządek. Całe przygotowanie do sezonu było perfekcyjne. Wszystko on-line, rezerwacja numerów, zgłoszenie, opłata. Podejrzewam że w konsekwencji całe biuro zawodów także działało perfekcyjnie. 10/10

2016-04-30 18.37.23Oprawa zawodów

Bike Town Festiwal Przemyśl, zawody w sobotę dzień wcześniej, chyba były też zawody w niedzielę. Na zdjęciach widać, że dużo się działo. Perfekcyjne zgranie całego rowerowego weekendu, imprez towarzyszących, dodatkowych atrakcji dla kibiców, rodzin i mieszkańców miasta. 10/10

 

 

Wyniki i dekoracje

2016-05-01 16.53.39Wynik indywidualny przychodzi smsem zaraz po przekroczeniu linii mety. Nic więcej nie potrzeba. Dobrze by było zobaczyć jakąś listę… ale równie dobrze można wejść na stronę Timedo i zobaczyć wszystko on-line. Dekoracje zgodnie z planem i w wyznaczonym czasie, bez zbędnej zwłoki. Pozostały wspomnienia z zeszłego roku z Kluszkowców, gdzie się wszystko niemiłosiernie przeciągało. Na opóźnienie trochę liczyłem… i nie zdarzyłem na swoją 😉  10/10

Oznaczenie i przygotowanie trasy

Zero problemów, niejasności czy zawahania podczas jazdy, nie było sposobności się zgubić. Zresztą trasa nie była skomplikowana. Ilość strzałek wystarczająca, a taśmy na niektórych odcinkach dosłownie widoczne co 50 metrów. Nie wiem komu się chciało tak gęsto je zawieszać. W niebezpiecznych momentach ostrzeżenia, na drogach zabezpieczenie, kilka punktów medycznych. Bufety rozlokowane prawidłowo. Następny punkt, który organizator wzorowo wykonał: 10/10

13128806_1023484467742838_1939391332_o

Trasa

Nie wiem dlaczego, ale podobnie jak w Kluszkowcach w zeszłym sezonie czuję… pewien niedosyt. Z jednej strony była sekcja, która zabiła radość z jazdy. Bo przez te 5 km błotnego szlaku jej nie było. Do tego dużo szerokiej trasy, szutrów, sporo asfaltu. W zasadzie cały środek na przelecenie. Z drugiej strony genialny zjazd wzdłuż stoku narciarskiego, świetny początek Tatarską, fajny i długi podjazd pod Kruhel Wielki. Wychodzi z tego maraton, którego trasa ma tak różne oblicza, że aż trudno ją ocenić. To czego na pewno brakowało to trudności technicznych w rodzaju: kamienie, karkołomne zjazdy, korzenie itp. Gdyby nie błoto, można by było powiedzieć wręcz… że był to łatwy maraton 🙂 Ale w tym wszystkim, w tym połączeniu różnych charakterem sekcji, dużej ilości przewyższeń, kilku ciekawych odcinków, wyszło naprawdę coś ciekawego i trasa, która zadowoliła mnie w stopniu dalece większym, niż zadowalający. Na tyle, że chciałbym na maraton do Przemyśla jeszcze wrócić 🙂 8/10

 


Ocena końcowa

Perfekcyjna organizacja, dobre rozwiązania. Świetna, zadowalająca trasa, dająca satysfakcję z jazdy (zacierają się wspomnienia butowania po błocie). Zadowolenie na mecie. Czego więcej trzeba, żeby uznać weekendowy wyjazd na Cyklokarpaty do Przemyśla za udany? Mi osobiście w tej układance nie brakuje niczego i uznaję ten maraton za baaardzo udany 🙂 9/10

13131009_1210896105587229_1952351627911069563_o