Kręcimy na rowerze dwoma nogami, nic w tym odkrywczego 😛 To jak kręcimy zależy od naszego wytrenowania, formy… w potocznym określeniu “od nogi”. Noga może być mocna, słaba, nijaka, a nawet może jej w ogóle nie być. Noga jest tym na czym stoi forma kolarza 🙂

Superkompensacja

Po tygodniu rypania w górach na Sudety MTB Challenge noga była zmęczona. Objaw normalny po etapówce, że wypocząć musi. Niektórzy twierdzą, że wystarczy tydzień, niektórzy że potrzebne są dwa. Inni znów, że i trzy to za mało. Pewnie jest tak, że to sprawa indywidualna (szybkość regeneracji) i u każdego wygląda to inaczej. Ja przyjąłem, że trzeba poluzować na około dwa tygodnie, a potem się zobaczy. Po tych dwóch tygodniach miało minąć zmęczenie, powrócić świeżość i dobra noga. Miała nastąpić tzw. “superkompensacja”, czyli stan w którym po dużej dawce bodźców treningowych (6 dni w Sudetach), zwiększeniu przez to wydolności organizmu (formy), ale także jednocześnie bardzo dużym zmęczeniu, następuje powrót organizmu do stanu równowagi, w którym zmęczenie spada szybciej niż uzyskana forma. W konsekwencji po czasie odpoczynku, uzyskaniu świeżości forma i “noga” są na wyższym zdecydowanie poziomie, niż były wcześniej. Kluczowy tutaj jest czas, w którym obniżamy objętość i intensywność treningu, żeby odpocząć, przy jednoczesnym utrzymaniu formy na odpowiednim poziomie. Jeśli odpoczynek będzie za krótki, zmęczenie będzie nadal na zbyt wysokim poziomie, żeby skorzystać z dobrej, wypracowanej wcześniej formy. Gdy z drugiej strony będzie zbyt długi, odpoczniemy, świeżość wróci, ale forma spadnie zbyt mocno i nie będziemy na wyższym poziomie, niż byliśmy wcześniej. Wyczucie momentu w którym nastąpi superkompensacja i organizm jest już odpowiednio wypoczęty, a jednocześnie nadal “w gazie” jest tu kluczowe. I bardzo problematyczne 🙂

14066376_1286386178038221_4616732298573672130_o

Na trasie w Dukli

Po dwóch tygodniach lżejszych treningów, odpoczynku, powrotu do równowagi, zaplanowałem dwa starty. Pierwszy 14 sierpnia na Cyklokarpatach w Dukli. Drugi tydzień później w Supraślu na Maratonach Kresowych. Założyłem, że w Dukli już powinienem odczuć efekty superkompensacji, a jeśli nawet nie… to przyjdzie w Supraślu 🙂 W konsekwencji na przestrzeni jednego tygodnia miałem dwa wyścigi, które pojechałem… na dwie nogi. Nogę słabą i nogę dobrą 😀

Na czym polegała różnica, jeśli chodzi o te dwie “nogi” i te dwa wyścigi?

Pomiar mocy na wyścigu

Niesamowitym plusem posiadania pomiaru mocy podczas zawodów (a nie tylko treningów) jest możliwość popatrzenia na wyścig przez pryzmat surowych cyferek, a nie tylko odczuć. Czasami jedzie się ciężko, z przygodami, bez nogi, tętno wariuje i nic nie mówi, a wynik jest dobry. Z drugiej strony niby lecisz, łykasz górki, zapierniczasz… a wynik poniżej oczekiwań. Dla mnie “pojechać dobry wyścig” nie oznacza wcale zając dobre miejsce. Zajęte miejsca nie są w żaden sposób miarą mojej formy, co najwyżej porównaniem jej do aktualnej formy przeciwników z trasy. Ale może być tak, że ktoś ma jeszcze słabszy dzień ode mnie, łapie bombę i z nim wygrywam, staję na pudle, mimo że pojechałem (w moim odczuciu) słaby wyścig. Z drugiej strony, mogę super jechać, ale stawka jest bardzo mocna i ląduję daleko na liście wyników. Wszystko tutaj jest względne. I wtedy się człowiek zastanawia, w jakiej tak naprawdę jest formie. Czy wszystko jest ok, czy trening daje efekty, czy może jednak nie.

Dlatego w tym sezonie zdecydowanie mniej zwracam uwagę na miejsce w wynikach (oczywiście fajnie jest być wysoko), a moje zadowolenie lub nie z przejechanego wyścigu, satysfakcja, samopoczucie wynika z… zadowolenia na mecie i oceny jak mi się jechało. A także z zebranych w czasie wyścigu danych z miernika mocy. Na ich podstawie wiem, czy to był dobry wyścig, czy niestety nie jestem w formie, nogi nie było i sprawę zawaliłem. Jeżdżę w innych cyklach niż w zeszłym sezonie, trudniejszych, z mocniejszą konkurencją, ale tak naprawdę walczę… z samym sobą 🙂

Cyklokarpaty Dukla

Dwa tygodnie po zakończeniu Challenge’u znów jestem w górach 🙂 Czy noga jest wypoczęta i dobra… trudno powiedzieć. Niby treningi w międzyczasie szły dobrze. Odzyskałem teoretycznie świeżość, ale to jak pojadę stało pod znakiem zapytania.


Początek maratonu to rozjazdówka po asfalcie, peleton leci, jest trochę przeciskania się i momentami niebezpiecznie… tego nie lubię. W takich warunkach ciężko docisnąć, tłok rozładowuje się dopiero po przekroczeniu strumienia na szóstym kilometrze. Niestety jestem w tym momencie bardzo daleko czołówki. Zaczynam odrabiać, cisnąc swoje. Nie idzie mi to dobrze. Niby jadę swoje 260-270 wat, ale nie mam dobrych odczuć, męczę się strasznie. Nie za wiele jestem w stanie odrobić. I niestety tak właśnie wygląda ten maraton. Każdy następny podjazd jadę coraz słabiej i coraz bardziej osłabiony. Nogi dobrej nie ma 🙁

Po dwóch i pół godzinie jazdy przychodzi na dodatek poważny kryzys. Już nie jestem w stanie kręcić więcej jak 220W i jedzie mi się coraz gorzej. Na koniec jeszcze dobija trasa. Błotna masakra ostatnich kilometrów i podjazd pod Chyrową pozostanie na długo w mojej pamięci.

Wynik niby całkiem niezły, bo nie spadłem poniżej standardu… 4 miejsce w swojej kategorii 🙂 A jak z cyferkami?

14054444_1286386131371559_5723534303396774760_o

Na trasie w Dukli

Tutaj potwierdzają się odczucia, że słabo mi się jechało. Średnia moc ledwo 183W, przy NP 220W. Średnie tętno 162, a wiec serducho też nie chciało się wkręcić na obroty. Mówią to samo takie parametry jak EF (Efficiency Factor – czyli stosunek generowanej mocy do tętna) jak i dryf tętna (czyli wzrost tętna przy tej samej intensywności). EF z tego wyścigu wyniosło 1,36 a dryf tętna 19,48%. Cyfry na krzywej mocy słabiutkie w dłuższych, kluczowych czasach: 10 minut na 275W, 20m na 243 a 1h na 222W. NP z 1h 244W. Jak nic to był słaby wyścig 🙁


Maraton Kresowy Supraśl

Tydzień później Supraśl. Niestety tym razem nie swoją kultową już trasą, tylko inaczej z konieczności. Dwie nawałnice z czerwca zmasakrowały las w okolicach Supraśla i kluczowych dla trasy Gór Krzemiennych. Położone drzewa uniemożliwiły w tym roku przejazd, nie mówiąc o tym, że jest oficjalny zakaz wchodzenia do lasu w tamtych rejonach. Trasa więc puszczona na drugą stronę drogi na Krynki, w kierunku Studzianek i Wasilkowa. I pokrywająca się częściowo własnie z wiosennym maratonem w Wasilkowie. Szkoda Krzemiennych, ale powiem szczerze, że nowa trasa nie była zwykłą “zapchajdziurą” kalendarza i wyszło to nawet całkiem nieźle 🙂

14125081_1744739585800665_5359326718341432633_o

Na trasie w Supraślu

Oczywiście to całkiem inny charakterem wyścig, niż górska Dukla. Szybki początek, krótkie interwałowe górki, sporo szutrów. Dobrze mi się jedzie, niestety sprzęt zawodzi. Coś w Supraślu robi się to tradycja 😛 W zeszłym sezonie też mi napęd wariował, mimo dobrej nogi. Teraz to samo. Niestety zjechany blat własnie teraz odmówił posłuszeństwa. Co docisnę mocniej to łańcuch przeskakuje. Jak grupa skacze, nie jestem w stanie odpowiedzieć. Powoli tracę dystans. Co gorsza na 11 kilometrze łańcuch spada i klinuje się przy suporcie. Dłuższą chwilę trwa, zanim jestem w stanie jechać dalej, niestety “moja” grupa jest już daleko. Kombinuję na tej trasie jak jechać, żeby nie mieć problemów. 80% maratonu jadę na małym blaciku i młynku, decydując się na blat tylko wtedy, kiedy naprawdę kadencja przekracza już 110 😛 Do końca jeśli chodzi o odczucia jedzie mi się dobrze, potrafię przyśpieszyć, urwać z koła, szarpnąć, kontroluję stawkę z tyłu. Doganiam jeszcze na kilka kilometrów przed metą Tomka z Renault, z którym bezpośrednio rywalizuję w kategorii. Dociskam, urywam… robię kilka minut przewagi na mecie 🙂 Jest bardzo dobrze!

13995558_1744225409185416_2854507042240318758_o

Mimo czwartego miejsca, a wiec takiego samego jak w Dukli, zadowolenie z wyścigu i dyspozycji o wiele większe 😀 Czułem, że dobrze mi się jechało i w domu po podłączeniu Garmina mam tego potwierdzenie.

Średnia moc 247W – oczywiście w krótkim i szybkim maratonie poza górami łatwiej jest uzyskać wyższą moc średnią. Lepiej w tym momencie do porównania wziąć NP z jednej godziny, które wyniosło 264W (Dukla przypomnę 220W). Średnie tętno 169, a wiec serce lepiej też pracowało. EF: 1,56, dryf tętna 2,34%. A więc z dużą rezerwą i bez sensacji 🙂 Na krzywej mocy wyniki bliskie moim “bestom” z zeszłego sezonu: 10min: 284W, 20min: 272W, 60min: 254W.


Dobra noga przed nogą złą

Dwa maratony, co prawda inne charakterem, ale też pokazujące jak na przestrzeni zaledwie jednego tygodnia organizm potrafi wrócić do dobrego stanu i pokazać na co go stać 🙂 W Dukli się męczyłem i po zakończonym wyścigu nie byłem zadowolony. Po Supraślu, który także mi nie dał dobrego miejsca na liście wyników, zadowolenie całkiem inne 🙂 Inaczej mi się jechało, miałem całkiem inne samopoczucie, inaczej pracował organizm i noga po prostu była wreszcie dobra. A cyfry, jak to cyfry… tylko to potwierdzają 😀

14053927_1188352891223531_156965361643506552_o

Góry, więc gęba się cieszy 🙂 Dukla